Donald Tusk: - Bardzo szanuję oczekiwania komentatorów, żeby ceny malały, a płace rosły, żeby w ciągu miesiąca przekonać Niemców do prowadzenia wyłącznie polityki przyjaznej Polsce, a Rosjanie zakochali się w nas bez pamięci. Takie oczekiwania wobec każdej władzy są jak najbardziej uzasadnione, ale wszystko wymaga czasu. Jeśli chodzi o poziom inflacji i cen, to nawet jeślibyście mnie tu pokroili, trudno mi zadeklarować, że znajdę receptę, żeby do Wigilii ten niepokojący trend inflacyjny odwrócić. Szczególnie w kwestii artykułów pierwszej potrzeby.
"SE": - A skąd pan weźmie pieniądze na podwyżki dla lekarzy, nauczycieli? Obiecał je pan...
Donald Tusk: - Pieniądze dla lekarzy będą z Narodowego Funduszu Zdrowia. Tych pieniędzy powinno starczyć na realne podwyżki. Pierwszą objętą nimi grupą będą rezydenci i stażyści. Nie chcemy, aby zaraz po studiach musieli podejmować decyzję o wyjeździe z kraju. Jeśli chodzi o nauczycieli, to pieniądze już znaleźliśmy i to jest wielka satysfakcja. To trzy miliardy złotych z funduszy innych ministerstw. Każdy nauczyciel w przyszłym roku dostanie średnio o około 15 procent więcej.
"SE": - A kiedy każdy Polak będzie mógł założyć firmę w jednym okienku?
Donald Tusk: - Mogę obiecać, że stanie się to w 2008 roku, po wakacjach.
"SE": - Uważa pan, że religia powinna być na maturze?
Donald Tusk: - Uważam, że nie.
"SE": - Ale minister edukacji Katarzyna Hall uważa, że tak.
Donald Tusk: - Sprawa religii na maturze nie jest najistotniejsza. Ona jest bardziej faktem medialnym, to media podgrzewają atmosferę w tej kwestii. Ale z punktu widzenia sprawnej edukacji, czyli przygotowującej młodego człowieka do życia w nowoczesnym świecie, nie jest to sprawa najważniejsza. Nie będę jednak do tego tematu podchodził ortodoksyjnie. Trzeba się przede wszystkim zastanowić, jak powinna wyglądać matura.
"SE": - Czy państwo powinno dopłacać do zapłodnień in vitro? Stanie pan po stronie biskupów czy minister zdrowia Ewy Kopacz?
Donald Tusk: - Minister Kopacz mówi o pieniądzach, a biskupi o wartościach. Kiedy łączy się to w jednej dyskusji, to powstaje z tego chaos. In vitro jest w polskim systemie dozwolone. Rząd na pewno nie będzie zmieniał tego prawa. Jeśli chodzi o dopłaty ze strony państwa - będziemy na to szukać pieniędzy w Narodowym Funduszu Zdrowia. Bardzo chciałbym jednak, abyśmy koncentrowali się na pomocy ludziom w sprawach, które zagrażają ich życiu. Bezpłodność uważam za jeden z bardziej kluczowych problemów społecznych, ale w przypadkach indywidualnych bywają niestety jeszcze większe dramaty. Dla mnie sytuacja, kiedy nie mamy pieniędzy na dziecko chore na raka, jest problemem bardziej palącym. Musimy pamiętać, jakie są możliwości finansowe państwa.
"SE": - Czy zlikwiduje pan CBA i odwoła ministra Kamińskiego?
Donald Tusk: - Przede wszystkim chciałbym ograniczyć do minimum korupcję. Głównym grzechem tej instytucji było zaangażowanie polityczne, widoczne szczególnie podczas ostatniej kampanii wyborczej. I to jest realny problem. CBA ma się zajmować walką z korupcją, a nie prowadzeniem kampanii politycznej dla kogokolwiek. Będę szukał takich rozwiązań, które zapewnią, że CBA będzie się zajmować tylko walką z korupcją.
"SE": - Kto będzie szefem CBA?
Donald Tusk: - Chciałbym, żeby szefem CBA była Julia Pitera.
"SE": - A nie stanowiłaby takiego samego zagrożenia jak minister Kamiński?
Donald Tusk: - Odkąd Julia Pitera jest w PO, większość czasu poświęcała na tępienie zagrożeń w Platformie i wokół Platformy. Zawsze atakowała tych, do których nie można było mieć pełnego zaufania. Każdy, kto zna Julię Piterę wie, że ona alergicznie reaguje na każdy przypadek korupcji.
"SE": - Sądzi pan, że polityka uśmiechów ma sens?
Donald Tusk: - Każdy może to oceniać, jak chce, ale jak zauważyliście, ludziom podoba się polityka uśmiechów - taki wniosek wynika z poparcia rządu przez opinię publiczną. Ale są i tacy wśród opozycji, i niektórych publicystów, którym bardziej podobała się polityka zaciśniętej szczęki i pięści. Uważam, że zawsze, kiedy jest to możliwe, trzeba działać skutecznie, ale z uśmiechem. Taka polityka przynosi konkretne efekty. Coś, co wcześniej wydawało się niemożliwe - zniesienie przez Rosję embarga na polskie mięso udało się. Wystarczył jeden prosty gest - chcemy z wami rozmawiać. Tego nie osiągnął ani premier Marcinkiewicz, ani premier Kaczyński, ani prezydent.
"SE": - Jednak pana wizyta w Berlinie wyglądała na porażkę. Usłyszał pan słynne już trzy razy "nie".
Donald Tusk: - Wszystko nie może stać się od razu. Jeśli komuś wydawało się, że wystarczy, iż premier Tusk przyjedzie do kanclerz Merkel, a ona od razu zapewni, że w Berlinie nie powstanie Centrum Przeciwko Wypędzeniom, to się grubo myli. To wymaga ciągłej rozmowy, perswazji, a nie obrażania się i gestów nacechowanych niechęcią czy agresją. Ja wolę nie obrażać się na świat i mieć realny wpływ na bieg wydarzeń. To samo jest z gazociągiem bałtyckim. Ta kwestia wymaga rozmów Polski z Rosją i Niemcami na temat całościowej polityki energetycznej. Czym innym jest twarde stanowisko, a czym innym marudzenie, jak to miało miejsce przez ostatnie dwa lata.
"SE": - Czy Kaczyńscy marudzili?
Donald Tusk: - Tak, nie dość, że byli marudni, to jeszcze nieskuteczni.
"SE": - A jaka jest pana opinia w kwestii umieszczenia w Polsce tarczy antyrakietowej - wycofujemy się?
Donald Tusk: - Obecnie jesteśmy w najważniejszym i najtrudniejszym momencie rozmów, wymagającym największych kompetencji i precyzji.
"SE": - Czy pana rząd przypadkiem nie przestraszył się ostatnich gróźb Rosji, że może zaatakować nas swoimi rakietami?
Donald Tusk: - Nie. Gdy pojawiła się ta skandaliczna wypowiedź szefa sztabu wojsk rosyjskich, i ja, i Czesi od razu na to zareagowaliśmy. Wracając do tarczy, bardzo chciałbym poznać odpowiedzi na najważniejsze pytania - kto za to płaci, ile płaci i na ile rzeczywiście służy to naszemu bezpieczeństwu. To, że Amerykanie dbają o swoje interesy, to rzecz normalna, ale my nie możemy narażać się na ryzyko bez 100-procentowej gwarancji własnego bezpieczeństwa. Jeżeli takiej pewności nie będzie, nie będzie też instalacji. Polacy muszą być o tym dokładnie informowani, tak, żeby czuli się bezpiecznie.
"SE": - Dziś wchodzimy do strefy Schengen, a kiedy do strefy euro?
Donald Tusk: - Mam bardzo mądrego ministra finansów, który powiedział mi: nie mów nigdy o żadnej dacie, bo to jest niepoważne. Mów szczerze i uczciwie: jak najszybciej. Oznacza to, że do strefy euro wejdziemy wówczas, kiedy spełnimy dwa najważniejsze kryteria. Po pierwsze, dostosujemy naszą gospodarkę i finanse publiczne do wymagań innych państw, które są w strefie euro. Po drugie, gdy będziemy mieli pewność, że nie naruszy to bezpieczeństwa kieszeni najuboższych.
"SE": - Michał Boni doradził już panu w jakiejś konkretnej sprawie?
Donald Tusk: - Oficjalnie doradcą zostanie na początku stycznia. To jest jeden z najmądrzejszych ludzi, jakich znam, mimo skazy, jaka na nim ciąży. To ja zresztą namówiłem go na taką publiczną spowiedź. A w czym doradza? Gdyby nie jego pomoc, płacilibyśmy olbrzymie odprawy dla kadry kierowniczej ZUS, a byłoby to ładnych kilka milionów złotych.
"SE": Jedną z obietnic exposŽ już pan spełnia. Znamy termin wyjścia polskich wojsk z Iraku. Ale wycofujemy się za cenę większego zaangażowania w Afganistanie?
Donald Tusk: - To dwie zupełnie różne kwestie. W Iraku Polska wypełniła - nawet z nawiązką - wszystkie swoje zadania sojusznicze. W Afganistanie nasze zobowiązania wynikają z faktu, że jesteśmy członkami NATO, a nie że obiecaliśmy coś Amerykanom czy innemu sojusznikowi.
"SE": - Czy są jakieś papiery na ministra Sikorskiego?
Donald Tusk: - Żadnych takich materiałów nie miałem w ręku. Gdy ważyły się losy, czy zostanie szefem MSZ, przypuszczono na niego horrendalny, absurdalny atak. Nie widziałem żadnego potwierdzenia tych insynuacji.
"SE": - Co mógłby pan obiecać Czytelnikom "Super Expressu"?
Donald Tusk: - Chcecie zrobić ze mnie Świętego Mikołaja? Ale poważnie. Chciałbym powtórzyć życzenie, które usłyszałem od pewnej pani w sklepie, kiedy ostatnio byłem z córką na zakupach. Kupowałem prezent dla mojej żony Małgosi na Gwiazdkę. Pani podeszła do mnie i powiedziała: - Nawet pan nie wie, jaka jestem szczęśliwa: od trzech tygodni nie muszę interesować się polityką. Tego samego życzę Czytelnikom "Super Expressu", żeby mieli poczucie, że wszystko jest w porządku. A ich życie staje się coraz lepsze.