Najpierw chcieli nas powiesić

2007-11-19 22:23

- Nie zamierzam być kulą u nogi. Jak będzie trzeba, to odejdę wcześniej, choć trochę do zrobienia tu jeszcze mam - mówi stoper reprezentacji Polski, Jacek Bąk (34 l.).

- Dotarło już do ciebie, że po raz pierwszy w historii zagramy w mistrzostwach Europy?

- Pomału to do mnie dociera. Zrobiliśmy coś, czego nie udało się dokonać poprzednim pokoleniom. I nikt nie powie, że to przypadek. Cieszę się, że jestem w tej drużynie. Miałem to szczęście, że urodziłem się we właściwym czasie, że mam szansę pojechać na mistrzostwa. Ilu wspaniałym piłkarzom nie było to dane?!

- To będzie dla ciebie już trzecia wielka impreza.

- Dwa razy uczestniczyłem w mistrzostwach świata, 2002 i 2006. Na oba turnieje jechaliśmy pełni nadziei, a potem coś nam nie wychodziło. Jak będzie tym razem? Trzeba zrobić wszystko, aby na mistrzostwach zostać jak najdłużej. Chciałbym uniknąć sytuacji, że będziemy wracali do domów już po fazie grupowej. Czeka nas dużo pracy, ale mamy fajnego, dobrego trenera, więc jakoś damy radę.

- Pokonaliśmy Belgów w Chorzowie, ale gra polskiej drużyny nie była najlepsza. Nie poradziliście sobie z presją?

- Dziwnie to wyglądało. Chyba za bardzo chcieliśmy strzelić gola. W futbolu są jednak takie mecze, że grasz słabiej, a mimo to potrafisz zwyciężyć i tak właśnie było z nami. Zależało nam, aby sprawę awansu rozstrzygnąć już w Chorzowie. Tak, aby do Serbii jechać już jak na wakacje. Wygraliśmy, są trzy punkty i jedziemy na mistrzostwa. Super.

- W pewnym momencie zadrżały nam serca, bo Belgowie byli bliscy strzelenia gola.

- No tak. Belg wychodził na czystą pozycję, musiałem ratować sytuację, bo mogło być nieciekawie. Był faul, żółta kartka, ale i tak się opłacało.

- W meczu z Belgią po raz 89. założyłeś koszulkę reprezentacji Polski. Będziesz starał się "dobić" do setki?

- Nic na siłę nie będę robił. Mam ustalony plan. Wiem, że zostało mi jeszcze do rozegrania kilka meczów w reprezentacji. Jeśli miałbym grać w kadrze tylko po to, żeby sobie jubileusz zrobić, to dziękuję. Nie zamierzam być kulą u nogi. Jak będzie trzeba, to odejdę wcześniej, choć trochę do zrobienia tu jeszcze mam.

- Kilka dni temu Leo Beenhakker przedłużył kontrakt z polską federacją do 2010 roku...

- I bardzo dobrze, że tak się stało. Bo ten awans to sukces nas wszystkich, piłkarzy i naszego trenera. Już wcześniej mówiłem, że Leo jest wielkim fachowcem. Powinien zostać na długie lata. To właśnie Holender potrafił to wszystko poukładać. A przecież przed nim wielu próbowało, ale jakoś im się nie udawało.

- Początek eliminacji w naszym wykonaniu był fatalny. Po dwóch meczach mieliśmy tylko jeden punkt. Wierzyłeś wówczas, że Polska może zagrać w finałach?

- Doskonale pamiętam ten pierwszy mecz z Finlandią w Bydgoszczy. Przegraliśmy i nikt by wówczas na nas nie postawił złamanego grosza. Dostało się nam, oj dostało. Przecież wielu po tamtym spotkaniu chciałoby nas powiesić. Nie ma co ukrywać: tym awansem zrobiliśmy niektórym niezłego psikusa.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki