Do jednej z restauracji przy ul. Indiry Gandhi zawitał Rafał D. (28 l.). Nie wzbudził szczególnego zainteresowania pracowników lokalu. Młody mężczyzna był schludnie ubrany. Siedział sam i nie wyróżniał się spośród innych gości, choć nie żałował sobie niczego. Zamawiał przystawki, dania główne, drogi alkohol - wszystko z najwyższej półki. Obsługę jedynie odrobinę zdziwiła rozrzutność mężczyzny, który chętnie stawiał drinki innym gościom. Miał gest!
Na kilka chwil przed zamknięciem restauracji kelnerka przyniosła mu rachunek. Paragon opiewał na ponad 700 zł. Już lekko podchmielony mężczyzna z rozbrajającą miną odparł: - Nie mam pieniędzy, może od razu lepiej zadzwońcie po policję - powiedział. Pracownicy natychmiast wezwali funkcjonariuszy.
- Feralnego wieczoru obsługiwałam tego pana. Pamiętam go doskonale. Wysoki blondyn, krótkie, kręcone włosy, odstające uszy. Odrobinę seplenił, ale był kulturalny. Sprawiał bardzo miłe wrażenie - mówi Karolina Równa (22 l.), kelnerka z restauracji "Karpielówka".
Biesiadnik trafił do ursynowskiego komisariatu. Ustalono, że Rafał D. pochodzi z Płocka. Wyszło też na jaw, że to nie pierwszy raz, gdy napełnił swój brzuch za darmo. Podobne "wyżerki" miały miejsce w śródmiejskich restauracjach. Wcześniej jednak zawsze udało mu się uciec przed przybyciem policji.
Mężczyzna stanął przed sądem w poniedziałek. Rozprawa jednak została przerwana i oskarżony miał zeznawać z wolnej stopy następnego dnia. Tymczasem wypuszczony z izby zatrzymań Rafał D. ulotnił się niczym kamfora. Sąd zaocznie skazał go na 30 dni aresztu i nakazał uregulować rachunek. - Teraz sąd postanowi, w jaki sposób wyegzekwować karę - mówi mł. asp. Anna Oleksiak, rzecznik komendy na Ursynowie.
Mężczyzna zniknął. - Nie wiadomo, gdzie teraz będzie chciał się najeść i napić za darmo - mówi Karolina Równa. - Teraz wszyscy pracownicy warszawskich restauracji muszą być ostrożni - ostrzega.