Trudno będzie wyszarpać od znanego warszawskiego restauratora Adama Gesslera pieniądze, jakie ten zalegał miastu od kilkunastu lat za czynsz. Dług sięgnął już 21 mln zł. I chociaż 6 października udało się wreszcie wyeksmitować "nietykalnego" Gesslera ze słynnej restauracji przy Rynku Starego Miasta, marna to raczej pociecha.
Bo jak się okazało, z przejętych dóbr niczego nie da się zlicytować. Szafy, lustra, stoły, krzesła, a nawet szafa gdańska i czteropoziomowy piec do pieczenia chleba - wszystko to miało zrekompensować miastu straty. Ale sprzęty zostały wypożyczone, a jako własność osób trzecich nie mogą być zlicytowane. - Jedna z osób udostępniała restauracji aż 340 przedmiotów. Każdy za niecałą złotówkę miesięcznie - mówi Marcin Stasiak z zespołu ds. windykacji Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami.
Na razie zakład nie dostał tylko umów wynajęcia zastawy stołowej i kilkuset sztućców. Kucharze podejrzewają, że ten sprzęt także był wypożyczony.