Zanim umrę chcę poznać nowych rodziców moich dzieci

2009-01-28 3:00

Choć serce ciężko chorej na raka Swietłany (38 l.) pęka, kobieta wie, że musi myśleć o przyszłości dzieci.

Dla kochającej i bezgranicznie oddanej swoim dzieciom matki zdobycie się na takie wyznanie to największy życiowy dramat. - Muszę poznać ludzi, którzy będą rodzicami moich dzieci. Muszę sprawdzić, jacy oni są i jak dzieciaki na nich zareagują - z bólem serca powiedziała śmiertelnie chora Swietłana Jakowlewa (38 l.). Zdesperowana kobieta nie ma wyboru, bo nowotwór, który wykryto u niej przed rokiem, coraz bardziej atakuje jej organizm.

Historia Swietłany, Ukrainki z pochodzenia, mieszkającej od 13 lat w Wołominie (woj. mazowieckie), poruszyła serca milionów Polaków. Kiedy wyszło na jaw, że Swieta cierpi na raka szyjki macicy i nie ma pieniędzy, żeby zacząć konieczne do uratowania jej życia leczenie - z całego kraju zaczęło napływać wsparcie. - Nie pozwólcie umrzeć naszej mamusi - prosiła nas wtedy Paulinka (9 l.). Ani ona, ani jej rodzeństwo nie mogli sobie przecież wyobrazić, że zostaną skazanymi na poniewierkę sierotami.

I kiedy po kolejnych wyniszczających organizm radioterapiach i chemioterapiach wydawało się, że Swietłana wraca do zdrowia, wyniki ostatnich kontrolnych badań okazały się wyrokiem śmierci. - Lekarze powiedzieli, że mam przerzuty do węzłów chłonnych i kości - zawiesza głos Swietłana i mocno przytula najmłodszą z córek, Patrycję (1,5 roku). W tym czasie Adrianek (3 l.) i Krystian (8 l.) nie odstępują mamy nawet na krok. - Każda infekcja może być dla mnie śmiertelnie groźna - dodaje Swieta.

Właśnie po tej diagnozie kobieta postanowiła pokonać rozdzierający serce matki ból i zacząć poszukiwania nowych rodziców dla czwórki ukochanych dzieci. - Najważniejsze dla mnie są dzieci, zanim umrę, muszę mieć pewność, że nie trafią do ukraińskiego domu dziecka. Chcę, żeby ktoś je pokochał, tak jak rodzice kochają swoje dzieci - wyznała łamiącym się głosem Swietłana.

Do Caritasu, który zajął się poszukiwaniem rodziny zastępczej dla dzieciaków Swiety, zgłosiło się już kilkadziesiąt rodzin. Trwa sprawdzanie poszczególnych małżeństw, ich warunków mieszkaniowych i gotowości do przyjęcia czwórki małych dzieci pod swój dach. - Moje dzieci nie mogą być rozdzielone, to najważniejszy warunek - mówi Swietłana. - Poprosiłam także, że kiedy urzędnicy już wybiorą kilka rodzin, to żebym mogła je poznać. Chcę, żeby ci ludzie przyjechali do nas, spędzili z dziećmi kilka godzin. Muszę zobaczyć, jak maluchy na nich zareagują. Mam nadzieję, że serce matki podpowie mi, kto po mojej śmierci najlepiej zaopiekuje się moimi dziećmi - wyznała Swietłana. - Ale cały czas obiecuję maluchom, że nie przestanę walczyć o życie...

Wsparcie dla dzieci Swietłany Caritas Polska, nr konta:77 1160 2202 0000 0000 3436 4384 z dopiskiem "Dla Swietłany"

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki