Potworność! Grzegorz Fraś (52 l.) z Tychów zginął tylko dlatego, że zwrócił uwagę kilku wyrostkom, że za głośno się zachowują. Jeden z młodych bandytów wyciągnął nóż i zasztyletował mężczyznę.

Do tragedii doszło w rejonie kompleksu handlowego przy ul. Edukacji w Tychach. Był późny piątkowy wieczór. Na murku obok sklepu siedzieli Grzegorz Fraś i jego dwaj znajomi, Andrzej i Tomasz.

Nagle za ich plecami pojawiła się grupa chuliganów. Byli pijani i obrzucali wszystkich wyzwiskami. Pan Grzegorz krzyknął do nich, żeby byli cicho, bo jest późno i ludzie chcą spać. To tylko rozjuszyło wyrostków.

Zmarł mimo reanimacji

- Rzucili się na nas - opowiada pan Andrzej (54 l.). - Poczułem kopniaka w twarz i osunąłem się na ziemię. To trwało kilkanaście sekund. Nagle zobaczyłem, że Grzesiek siedzi i trzyma się za pierś. Po chwili upadł w kałuży krwi - dodaje znajomy ofiary.

Koledzy rannego wezwali pogotowie. - Trzymałem Grześka za rękę. Prosiłem, żeby nie umierał, bo pomoc już jedzie. Karetka przyjechała szybko, ale i tak było za późno - płacze pan Andrzej. Zraniony nożem w pierś mężczyzna zmarł pomimo trwającej 40 minut reanimacji.

Pan Grzegorz był kawalerem, pracował jako brukarz. Wszyscy mówią o nim same dobre słowa. Rodzina mężczyzny jest w szoku. Jego 80-letnia mama wciąż nie wierzy, że straciła syna.

- To był taki cichy i spokojny człowiek - wzdycha pani Jadwiga (60 l.), siostra ofiary. - Nawet muchy by nie skrzywdził. Jak można było tak zakatować człowieka? On nic im przecież nie zrobił - dodaje załamana kobieta.

Zatrzymali i puścili

Na murku, gdzie doszło do tragedii, cały czas płoną znicze. Tropem nożownika podążają policjanci. Wczoraj po południu zatrzymali mężczyznę podejrzewanego o udział w zbrodni.

- Ten człowiek jest przesłuchiwany. Na razie nie możemy powiedzieć, że to właśnie on zadał śmiertelny cios - relacjonował Janusz Jończyk z zespołu prasowego śląskiej policji. Wieczorem mężczyzna został zwolniony, Nie było dowodów na to, że to on zabił.

Mieszkańcy bloków sąsiadujących z miejscem dramatu są pełni obaw. - Skoro jakiś typ z zimną krwią potrafił zabić mojego kolegę, dlaczego nie miałby znowu zaatakować? To nieobliczalny szaleniec - załamuje ręce pan Andrzej.


Denerwuje Cię to? ZGŁOŚ SKARGĘ!