To nie jest sprawiedliwe...

05.06.2008, godz. 02:01
Agata Mróz
foto: Brak agencji
To był jej ostatni i najważniejszy mecz. Przegrany. W środę rano Agata Mróz zmarła we wrocławskim szpitalu. Jedna z najlepszych polskich siatkarek, dwukrotna mistrzyni Europy miała 26 lat.

Osierociła maleńką córeczkę Lilianę, która przyszła na świat dokładnie dwa miesiące przed jej śmiercią.

- Zabrakło nam kilku dni - tłumaczy prof. Krzysztof Kałwak z wrocławskiej Kliniki Hematologii. - To co się stało, to była dramatycznie przebiegająca, piorunująca infekcja.

Życie Agaty było ciągłą walką - na siatkarskim parkiecie i poza nim. Kiedy miała 17 lat, wykryto u niej rzadką chorobę krwi. Jej szpik kostny produkował za mało płytek, przez co siatkarka była narażona na infekcje. Kilka razy przerywała karierę, ostatni raz w 2007 roku.

- Każde kolejne badania były dla mnie ogromnym stresem, jaki będzie wynik. Teraz już wiem, że konieczny będzie przeszczep szpiku - mówiła nam kilka miesięcy temu.

Wiedziała, że nagle może przyjść najgorsze

Agata przeszła zabieg 22 maja. Przeszczep się udał. Kiedy tydzień temu rozmawialiśmy z nią, była w niezłej formie, pełna nadziei, że szpik się przyjmie.

- Czuję się dobrze. Nic mnie nie boli - cieszyła się. - Człowiek jak musi, zniesie wszystko. Innego wyjścia nie mam. Dla mojej córki i męża muszę być zdrowa. Choć mam świadomość, że ludzie po przeszczepie szpiku kostnego umierają, że nagle może zdarzyć się najgorsze.

Antybiotyki nie mogły już jej pomóc

- W gardle zrobił się niewielki naciek - zdradza prof. Alicja Chybicka, która opiekowała się siatkarką we wrocławskiej klinice. - W takim stanie, w jakim była Agata, to śmiertelne niebezpieczeństwo. Pamiętajmy, że była po chemii, jej organizm po przeszczepie nie miał jak się bronić, bo szpik nie zdążył podjąć pracy.

Agata została natychmiast przetransportowana do wrocławskiej Akademii Medycznej na oddział intensywnej terapii. Tutaj lekarze walczyli do końca o jej życie.

- Agata trafiła do nas w bardzo ciężkim stanie. Były powikłania - opowiada doktor Jarosław Janc.

Jeszcze we wtorek wieczorem Jacek Olszewski (33 l.), mąż Agaty, jechał na złamanie karku z Wrocławia do Katowic po specjalny antybiotyk, który miał jej pomóc.

- Wierzył do końca, że jej pomoże - dodaje doktor Janc. - Nie udało się. Organizm Agaty nie zareagował już na kolejny lek... Nie przeżyła...

- Próbowaliśmy wznowić funkcje narządów, które nie pracowały - tłumaczy prof. Krzysztof Kałwak. - Jednak bez pomocy komórek wytwarzających szpik nawet najlepsze antybiotyki nie mogły pomóc.

Mąż Agaty był przy niej do samego końca.

- Do ostatniej chwili wierzyłem, że będzie dobrze, zabrakło szczęścia, może trochę czasu - mówi łamiącym się głosem Olszewski. - Ktoś widocznie miał wobec niej inne plany. Mam nadzieję, że jej śmierć nie pójdzie na marne. Chciała pokazać, że z chorobą można wygrać.

- Widocznie Bóg organizuje w niebie jakąś olimpiadę i jej tam potrzebował - mówiąc to starsza o rok od Agaty jej siostra Katarzyna wybucha płaczem.

Załamane Złotka

Łez rozpaczy nie potrafiły pohamować również jej koleżanki z reprezentacji. Wiadomość o śmierci Agaty dotarła na zgrupowanie polskich siatkarek w Szczyrku wczoraj koło godziny 11. W trakcie treningu.

- Nie wiedziałem, dlaczego nagle mój telefon zaczął ciągle dzwonić - opowiada menedżer kadry Maciej Tietianiec. - Nie chciałem jednak odbierać, bo byłem skoncentrowany na pracy. Nagle do hali wszedł nasz masażysta. Wtedy miałem przeczucie, że może chodzić o Agatę. Niestety, te obawy się potwierdziły. Załamane dziewczyny zeszły z parkietu. Nikt nic nie mówił. Teraz siedzą i ryczą w swoich pokojach.

To prawdziwa klęska

Cisza, smutek, pustka - we wrocławskiej klinice, gdzie po przeszczepie leżała Agata, trudno kogokolwiek zmusić do najmniejszego uśmiechu.

- Dla mnie to prawdziwa klęska. Jestem już stara, pracuję tu ponad 30 lat, ale nadal nie potrafię się z takimi sytuacjami pogodzić - mówi profesor Chybicka. - To jest ciężka, tragiczna chwila. Agata była wspaniałą, pogodną i pełną wiary kobietą. Tak ją wszyscy będziemy pamiętać.

- Nie wierzę, że Agatka nie żyje - ociera łzy 11-letnia Weronika Morawska, pacjentka kliniki. - Przecież mówiła, że czuje się lepiej, że wszystko będzie dobrze. Przecież była tu niedawno u mnie. Jak tylko przyjechała do kliniki, od razu odwiedziła wszystkie dzieci. Siedziała tu, rozmawiałyśmy, jakbyśmy się znały od lat. A przecież była wielkim sportowcem...

Weronika sama walczy o powrót do zdrowia. Otuchy dodawała jej właśnie Agata. Dziewczynka szlochając pokazuje autograf, jaki otrzymała od niej niedawno.

- Napisała mi "zdrowia i wiele uśmiechu" - dodaje, ściskając pamiętnik. - Mówiła mi, że bardzo tęskni za swoją córeczką i marzy, żeby spędzić wakacje z nią i z mężem. Tak marzyła o tym wyjeździe.

Zobacz, jak trener Andrzej Niemczyk wspomina Agatę Mróz

część 1 >>

część 2 >>

część 3 >>

część 4 >>

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: