ROZRYWKA Gwiazdy Teleshow Kultura Disco-Polo
Se.pl rozrywka gwiazdy Autor książek o Masie: Grożono mi, bito... a ja dalej piszę

Autor książek o Masie: Grożono mi, bito... a ja dalej piszę

18.11.2016, godz. 05:00
Grożono mi, bito... a ja dalej piszę
foto:

Artur Górski (52 l.) ogromny rozgłos zdobył dzięki serii książek o jednym z najgroźniejszych polskich przestępców - Jarosławie Sokołowskim ps. Masa (54 l.). Wszystkie tytuły przez wiele miesięcy okupowały listy bestsellerów. Górski jest także autorem wielu powieści sensacyjnych, m.in. "Gucci Boys", "Al Capone w Warszawie" oraz książek z gatunku non fiction - "Świat tajnych służb" i "Pięść Dawida". W rozmowie z "Super Expressem" opowiedział o kulisach swojej pracy i czasami niebezpiecznej współpracy z "Masą".

"SE": - Masa to jeden z najniebezpieczniejszych polskich gangsterów. Jak doszło do waszej współpracy?

A. Górski: - Kilka lat temu stworzyłem magazyn kryminalny "Śledczy", który zresztą już nie istnieje. To było pismo, które zyskało dużą popularność zarówno w kręgach policjantów czy prokuratorów, jak i przestępców. Dlatego bardzo wiele osób, jakoś związanych z podziemiem kryminalnym, kontaktowało się ze mną i dzieliło się swoimi opowieściami. Jedną z nich był właśnie "Masa". Najpierw udzielił nam wywiadu, a potem zadzwonił do mnie z propozycją spotkania. Miał jakieś uwagi dotyczące kilku artykułów o "Pruszkowie". Spotkanie przebiegło w na tyle sympatycznej atmosferze, że zaproponowałem "Masie" felieton. Podchwycił propozycję i przez bodaj dwa lata publikowałem jego teksty na łamach "Śledczego". Potem jednak doszliśmy do wniosku, że marnujemy potencjał jego opowieści - tak zaświtała nam w głowie idea stworzenia książki. Początkowo myśleliśmy o jednym tomie, ale to też byłoby marnowanie potencjału.

- Spotkał się pan z groźbami, pogróżkami?

- Oczywiście, że tak, choć nie chcę tego wątku rozwijać. Zapewniam, że miałem telefony, które nadawałyby się do dobrych thrillerów. Bo widzi pan - zadzwonić do kogoś i mu nawrzucać, to w sumie żadna sztuka. Ale "zaserwować" komuś serię telefonów - serię trwającą tygodniami - z których wynika tylko to, że dzwoniący jest bardzo niezadowolony, ale to ja muszę się domyślić, o co chodzi i jakie będą konsekwencje tego niezadowolenia, to już kryminalna maestria. Ale z czasem uodporniłem się na nawet najbardziej wyrafinowane socjotechniki. Bójkę też już mam za sobą.

- Pojawił się moment w którym pomyślał pan, że lepiej będzie przestać pisać o polskiej mafii?

- Takich momentów było kilka. I to nie tylko z powodu wspomnianych wyżej telefonów czy listów od przestępców. Także z powodu fali hejtu, która rozlała się po całym internecie, a była skierowana przeciwko naszym książkom i przeciwko samemu "Masie". Oczywiście, mnie się przy okazji też dostawało, a krytycy nie przebierali w słowach i pomówieniach. W końcu uznałem, że nie mogę przejmować się atakami anonimowych autorów - jeśli ktoś ma mi coś do zarzucenia, niech otworzy przyłbicę i niech mi powie w twarz to, co ma do powiedzenia.

Zobacz także: Bob Dylan jednak nie odbierze Nobla?

Źródło: Paulina Koziejowska
autor: Rozmawiał Dawid Grądkowski zobacz inne artykuły tego autora
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: