ROZRYWKA Gwiazdy Teleshow Kultura Disco-Polo
Se.pl rozrywka gwiazdy Justyna Steczkowska otarła się o śmierć

Justyna Steczkowska otarła się o śmierć

14.07.2016, godz. 07:00
Jusia otarła się o śmierć
Jusia otarła się o śmierć foto:

Diwa polskiej sceny przeżyła chwilę grozy! Auto, którego pasażerem była Justyna Steczkowska (44 l.) zderzyło się na drodze z fiatem seicento, który wylądował w rowie. Dwie osoby trafiły do szpitala. Na szczęście życiu gwiazdy ani pozostałych uczestników wypadku nie zagraża niebezpieczeństwo.

Droga między Żyrardowem a Puszczą Mariańską. Justyna siedzi wygodnie w fotelu pasażera luksusowego auta. Za kierownicą lexusa jej menedżer Łukasz Wojtanowski. Nagle jej ciało bezwładnie leci do przodu i obija się o siedzenie. Krzyczy, słyszy piski i zgrzyt gniecionej blachy. Widzi przed sobą spychanego do rowu srebrnego fiata seicento.

- Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że fiat seicento wyprzedzał kolumnę pojazdów. Gdy auto wyprzedzało ostatni pojazd, a był nim lexus, ten nagle zaczął skręcać w lewo i zepchnął fiata do rowu. Wszystkie okoliczności są badane. Na tę chwilę wszystko wskazuje na to, że to prowadzący lexusa spowodował to zdarzenie, ale nie jest to jeszcze potwierdzone. Dwie osoby zostały przewiezione do szpitala, ale już z niego wyszły - informuje nas asp. Agnieszka Ciereszko, rzecznik prasowy KPP w Żyrardowie.

Menedżer Steczkowskiej zapewnia, że nie stało się nic poważnego.

- Rzeczywiście, groźnie to wyglądało, ponieważ samochód wpadł do rowu. Ale zanotowane zostało to jako kolizja, a nie wypadek. Dziewczyny z tamtego samochodu zostały przetransportowane do szpitala, bo były w szoku. I to jest zrozumiałe. Ale po przeprowadzeniu badań okazało się, że nikomu nic się nie stało i zostały od razu wypuszczone. Nie miałem przy sobie dokumentów, ale uprawnienia posiadam, mam prawo jazdy - zapewnia nas.

- Pokonuję 10 tys. km miesięcznie, przejeżdżamy z koncertu na koncert, więc te uprawnienia muszę mieć - wyjaśnia Wojtanowicz, który zamierza udowodnić, że to nie on spowodował wypadek. - Sprawa trafi do sądu. Niech sąd oceni, czyja to była wina - mówi nam.

Zobacz także: Julia Pietrucha: widziałam śmierć na ulicy

Źródło: TVN24/x-news
Więcej rozrywki
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: