Krzysztof Krawczyk
Zobacz też

Okazuje się, że macierzyństwo nie jest wcale takie proste, jakby ...

- Jestem załamany. Zmarł mój przyjaciel. Nie wiadomo, kiedy i mnie wezwą do chóru w niebie - tak ze łzami w oczach Krawczyk mówił do swoich fanów na koncercie. Piosenkarz zaśpiewał w Teatrze Miejskim w Gdyni.

- Przed koncertem siedziałem sam w samochodzie. Dopiero gdy wyszedłem do was, poczułem się lepiej - wyznał ze smutkiem w głosie Krawczyk.

Piosenkarz nigdy nie ukrywał, że scena jest dla niego jak narkotyk. I że wierni fani dodają mu sił. Jego słowa jednak zatrwożyły wielbicieli artysty.

- Dziękuję wam, że kupujecie moje płyty - mówił ze sceny. - Dzięki temu przez 30 lat moja rodzina nie była głodna - ciągnął ze wzruszeniem.

Ale gdy gasną światła jupiterów, słynny piosenkarz pocieszenie znajduje u boku swojej żony Ewy (49 l.). To dzięki niej przed wieloma laty zerwał z alkoholem i narkotykami. Teraz znów potrzebuje jej wsparcia. Bo Krawczyk wyraźnie zmaga się z jesienną depresją. Przez cały koncert często mówił o śmierci i przemijaniu. Wyraźnie było widać, że stracił całą swoją energię. Po występie piosenkarz nie miał nawet ochoty i siły zejść ze sceny. Bardzo powoli poszedł w końcu do samochodu - ze spuszczoną głową, bardzo zamyślony...

Takiego Krawczyka nie widzieliśmy nigdy. Dotąd zawsze tryskał energią i porywał tłumy. Widać śmierć przyjaciela podcięła wielkiemu artyście skrzydła. Miejmy nadzieję, że nie na długo i że za chwilę znów zobaczymy uśmiech na twarzy idola.


Wybrane komentarze

zobacz wszystkie >>
Cudzysłów
Cudzysłów
arleta 21.11.2008, 23:39

Krzysiu bądź nie daj się

albertos 13.06.2010, 19:08

Szacunek dla Krzyska.
Swoja droga wcale sie nie dziwie ze nei mial ochoty na rozrywki kiedy stracil przyjaciela.

Denerwuje Cię to? ZGŁOŚ SKARGĘ!