
Słynna "Czarna Mamba" wzbudza zazdrość wśród swoich koleżanek. Gładka cera ...
Jedynym warunkiem, jaki postawili mi rodzice, gdy zobaczyli, że mój taniec to bardzo poważna sprawa, był taki, że mam skończyć studia. Zrobiłam to dla nich i dostałam się na bibliotekoznawstwo. Niestety, nie przepracowałam w zawodzie ani jednej godziny, a na praktykach w bibliotece od razu zasypiałam. Do dziś to miejsce działa na mnie usypiająco. Wybór studiów był w moim przypadku w głównej mierze podyktowany tym, że chciałam zostać w Olsztynie i tańczyć pod okiem mojej ukochanej trenerki.
Pamiętam bardzo dobrze swój pierwszy turniej. Świetnie mi na nim poszło. Pamiętam zdziwienie, emocje oraz kolor sukienki, którą miałam na sobie. Była zielona. Potem były kwiaty, puchary. Bardzo dokładnie pamiętam też salę, na której tańczyłam. Potem były kolejne turnieje, na których szło mi raz lepiej, raz gorzej. Wygrywałam, ale i przegrywałam.
Wybrane komentarze


- BABA 27.09.2011, 16:37
...PEWNIE WSTYDZI SIĘ NAZWISKA OŚWIĘCIMSKA...TO MUSI BYĆ WIELKA MIŁOŚĆ...
- O co 27.09.2011, 19:10
wam chodzi ,każdy się starzeje ,jeden szybciej drugi pozniej na geny nie ma rady.Pani Iwona wygląda radośnie,ładnie parę zmarszczek to tylko dodaje jej uroku.Niech każdy krytykujacy spojrzy w lustro i dokładnie oceni siebie,Mieć 20 lat a 50 to chyba rożnica,myślą że zawsze będą młodzi .Czasem ktoś ma 20 lat a wyglada na 40 i jeszcze krytykuje,oj nie ładnie.
Iwona Pavlović poznała męża w Olsztynie
Podczas swojej tanecznej kariery miałam pięciu partnerów. Pierwszego przerosłam wzrostem, więc musieliśmy się rozstać. Każdemu z nich coś zawdzięczam, ale największe sukcesy odniosłam z Arkiem Pavloviciem. Przyjechał do Olsztyna przed stanem wojennym i też zdawał na studia do Olsztyna nie dlatego, że we Wrocławiu nie było uczelni, ale dlatego, że chciał ćwiczyć z tą samą trenerką, z którą ja pracowałam.
Już na pierwszym obozie zwróciliśmy na siebie uwagę. Arek powiedział naszej trenerce, że chce tańczyć właśnie ze mną. Najpierw był taniec, potem pojawiło się uczucie. Dużo mu zawdzięczam. To jedna z nielicznych osób, którym nie brakuje cierpliwości. Starannie szlifował nasze układy. Dłubał krok po kroku, żeby wydłubać zwycięstwo. Prywatnie nasze drogi się rozeszły, ale do dziś mamy ze sobą kontakt. Pracujemy razem, mój mąż zna Arka, ja znam jego żonę. Szanujemy się i myślę, że czujemy podziw dla siebie nawzajem.




