
To był niezwykły weekend. Bez wątpienia jeden z najważniejszych w ...
Sanktuarium w Studzienicznej na Suwalszczyźnie to jedno z najważniejszych miejsc dla wiernych z całej Polski. Setki pielgrzymów bierze udział w nabożeństwach w tamtejszym kościele, chcąc otrzymać boskie błogosławieństwo. Jednak tej niedzieli byli świadkami niemal cudu.
W kościele znalazł się sam Krzysztof Krawczyk z żoną Ewą, grupką przyjaciół i muzykami. Nagle duchowny zwrócił się do artysty...
- Ksiądz wywołał męża "do tablicy" i oczywiście poprosił, by go wspomógł. Mąż śpiewał a cappella. Były brawa. Potem razem zaśpiewaliśmy "Zdrowaś Maryjo" - opowiada "Super Expressowi" pani Ewa.
- Byliśmy w sanktuarium w Studzienicznej, bo zawsze w niedzielę chodzimy do kościoła. Zatrzymaliśmy się tam, bo akurat w tych stronach koncertowaliśmy. Odwiedziliśmy też mamę, która tu wypoczywa. Byliśmy również na grobach dziadków - dodaje Krawczyk.
Po mszy grupka wiernych otoczyła artystów. Chcieli podziękować za wzruszenia, jakie dostarczyła im ta msza. Krzysztof ze skromnym uśmiechem dziękował wszystkim. Tego dnia pielgrzymi na pewno nie zapomną.
Wybrane komentarze


- Andrzej 31.07.2010, 20:05
Pijesz, ćpasz, jesteś rozwodnikiem, to możesz śpiewać w kościele. Krawczyk nadaje się już tylko do śpiewu w kościele i na wsiach. Z tym artystą, to pojechaliście po bandzie.
- ola 01.08.2010, 22:30
Nie stety taki jak Krawczyk many duzo to taki jak rodowicz bez talenicie ,Ale ludzie ich sluchaja i kupuja plyty widocznie polacy nie sa muzykalni i tacy jak oni robia kase




