Zobacz też

Justyna Steczkowska trafiła do szpitala po wypadku samochodowym, do którego ...

Piosenkarka jest bardzo dobrym kierowcą. Nic nie wskazywało na to, że podróż tak się zakończy. Była godz. 20.30. Justyna jechała trasą katowicką. Na wysokości Radziejowic (pow. żyrardowski) doszło do zderzenia.

- Na jej samochód najechał tir - mówią świadkowie wypadku. - Zmiażdżył cały tył jej wozu. Cud, że uszła z życiem.

W zderzeniu z kolosem ucierpiał tylko samochód gwiazdy. Jej samej udało się wyjść bez szwanku. Jak się okazało, kierowca ciężarowego renaulta, Karol K. (43 l.) z Suwałk, nie zauważył zatrzymujących się aut. Był trzeźwy. Kierowca uważa, że wypadek spowodowała piosenkarka. Sprawę skierowano do sądu grodzkiego.

Menedżer artystki, Remek Trawiński, poinformował nas, że Justyna Steczkowska jest w lekkim szoku, ale czuje się dobrze.

- Teraz jest w domu, odpoczywa. Ale już w niedzielę wystąpi na koncercie poświęconym Ojcu Świętemu na placu Zamkowym w Warszawie. Zaśpiewa piosenkę Anny German "Człowieczy los" - powiedział.

Zapytaliśmy menedżera, czy wypadek pod Radziejowicami nie zniechęci piosenkarki do siadania za kierownicą?

- Nie sądzę - mówi Trawiński. - Justyna nie należy do osób, które łatwo dają się zastraszyć.

Steczkowska przygotowuje teraz nową płytę "Femme Fatale", która ukaże się na przełomie października i listopada. Samochodowa przygoda nie opóźni prac związanych z nagraniami.


Denerwuje Cię to? ZGŁOŚ SKARGĘ!