Ostatni skok oddał w minioną środę w Klingenthal. Następny odda jutro, już w Whistler, podczas treningu na olimpijskiej skoczni. Adam Małysz (32 l.) zabrał na igrzyska cztery kombinezony, trzy pary nart i spore oczekiwania.
POLECAMY
Przeczytaj też
- Jestem nastawiony optymistycznie i podbudowany psychicznie, bo ostatnie moje starty były bardzo udane - mówił Małysz w przeddzień odlotu do Kanady. - Wiem, że prasa długo czekała na moją zwyżkę formy i stawiała nawet na mnie krzyżyk. Nie było to dla mnie łatwe, ale powtarzałem, że wiara czyni cuda - podkreślił.
>>> Zapisz się na newsletter SE.pl - dowiedz się pierwszy o medalach Polaków!
"Super Express": - Na rozbiegu w Klingenthal widać było na pana twarzy spokój i całkowite przekonanie do swoich możliwości.
- Cieszę się słysząc coś takiego, chyba po raz pierwszy od dawna. Dotąd były komentarze, że jestem nierówny, że na rozbiegu coś mnie gryzie, że się denerwuję. Cóż, jeśli forma przychodzi, to jest i pewność siebie i zadowolenie, niesamowita motywacja i chęć oddawania dobrych skoków.
Patrz też: Jeszcze potrafię skakać
- A były chwile zwątpienia, kiedy panu nie szło?
- Nie było ani jednej takiej chwili. Zastanawiałem się tylko, dlaczego pewni ludzie próbują mi wmówić coś, czego nie ma. Na przykład, że już się skończyłem. Ale to dodatkowo mnie napędzało, by pokazać, jak jest naprawdę. Dochodziły mnie głosy, że Hannu Lepistoe mnie zajechał zbyt ciężkim treningiem, ale ja koncentrowałem się na sobie i na wierze, że Hannu to niesamowity szkoleniowiec, który potrafi czynić cuda i jest pewny tego, co robi.
- Nie ukrywa pan przed prasą i kibicami swojego olimpijskiego celu.
- Brąz i srebro wywalczone w Salt Lake City były dla mnie ogromnym sukcesem. Wtedy mówiłem, że nie zamieniłbym ich na jeden złoty medal. Teraz jednak na pewno bym... zamienił. Skąd ta zmiana? Dlaczego nagle mówię o złocie, a wcześniej mówiłem tylko o dobrych skokach? Pewnie dlatego, że się "starzeję" (śmiech). To moje czwarte i prawdopodobnie ostatnie igrzyska. Wiem, że jestem dobrze przygotowany. I przekonany, że wiary i sił mi nie zabraknie. Potrzebuję szczęścia i świeżości. Jeżeli Bóg pozwoli i wszystko będzie w porządku, to będzie mi dane spełnić marzenie, by zostać mistrzem.




Franciszek Smuda odpowiada swoim krytykom: Nie łudźcie się, że odejdę! (WYWIAD)
387 minut bez zdobytej bramki. 9 goli straconych w ostatnich dwóch meczach. Tegoroczny dorobek reprezentacji Polski zwykłego kibica może przerażać. Trener naszej kadry Franciszek Smuda (62 l.) jednak wciąż wierzy w swoją koncepcję gry i zapowiada: - Nie zrezygnuję! Nie odejdę! A ci, którzy tego chcą, niech zaczną wierzyć w tę drużynę. Jestem pewien, że zaczniemy wygrywać - mówi Franz.