Ana Ivanović godnie zastąpiła Justine Henin
Dwa poprzednie finały Wielkiego Szlema przegrała (Australian Open 2008, Roland Garros 2007), ale w Paryżu jej marzenie się wreszcie spełniło. Ana Ivanović (21 l.) pokonała Dinarę Safinę (22 l.) 6:4, 6:3 i wygrała swój pierwszy wielkoszlemowy turniej.
W trzech ostatnich turniejach Roland Garros zwyciężała Justine Henin (26 l.). Belgijka niespodziewanie zakończyła karierę, ale Paryż już ma nową królową. Serbka w nagrodę dostała jeszcze czek na milion euro oraz, co dla niej ważniejsze, od dziś jest liderką rankingu WTA.
- Pierwsze miejsce w rankingu oraz zwycięstwo w Wielkim Szlemie to były moje dwa dziecięce marzenia. Dwa poprzednie finały wiele mnie nauczyły, ciężko pracowałam i zwycięstwo tu w Paryżu jest najlepszą nagrodą, jaka mogła mnie spotkać - cieszy się Serbka.
Safina, która w kilku poprzednich meczach podrywała kibiców z krzesełek, w finale nie wytrzymała presji i zagrała zdecydowanie gorzej niż wcześniej. - Zabrakło ognia. Byłam zmęczona fizycznie i psychicznie. Jak tylko weszłam na kort, byłam strasznie zdenerwowana. W trakcie gry to minęło, ale nic więcej nie byłam w stanie zrobić - przyznała samokrytycznie.
- Jeśli ktoś po kiepskim początku sezonu powiedziałby mi, że będę w finale Roland Garros, potraktowałabym to jak dobry żart - dodała.
Po finale nie było jej jednak do śmiechu. Ivanović wygrała 6:4, 6:3 w niespełna 100 minut. W najważniejszych momentach, w decydujących wymianach, Serbka była bezbłędna.
- Cieszę się ogromnie, bo to, co sobie założyłam przed meczem, w stu procentach wykonałam na korcie. Obie byłyśmy stremowane, ale na szczęście ja szybciej opanowałam się - mówi Ivanović.
Męska część publiczności nie może się jednak doczekać 1 lipca. Czemu? Piękna Ana będzie gwiazdą najbliższego numeru męskiego czasopisma - "FHM". Ukazują się w nim zawsze bardzo erotyczne zdjęcia - ciekawe, ile odsłoni Serbka...




Franciszek Smuda odpowiada swoim krytykom: Nie łudźcie się, że odejdę! (WYWIAD)
387 minut bez zdobytej bramki. 9 goli straconych w ostatnich dwóch meczach. Tegoroczny dorobek reprezentacji Polski zwykłego kibica może przerażać. Trener naszej kadry Franciszek Smuda (62 l.) jednak wciąż wierzy w swoją koncepcję gry i zapowiada: - Nie zrezygnuję! Nie odejdę! A ci, którzy tego chcą, niech zaczną wierzyć w tę drużynę. Jestem pewien, że zaczniemy wygrywać - mówi Franz.