KOBIETA Moda i uroda Zdrowie i psychologia Dom i wnętrza Przepisy kulinarne
Se.pl styl życia zdrowie i psychologia Rak, który szpeci i stygmatyzuje

Rak, który szpeci i stygmatyzuje

16.11.2016, godz. 00:00
Rak skóry
foto: SHUTTERSTOCK

Około 80 proc. zachorowań na nowotwory skóry to rak podstawnokomórkowy. W większości przypadków jest wyleczalny. Niestety, w nielicznych dochodzi do zaawansowania choroby, która często powoduje duże, szpecące zmiany w widocznym miejscu, np. na twarzy, które się nie goją i wymagają kolejnych operacji. Zaawansowana postać tego raka prowadzi do stygmatyzacji i zagraża życiu.

Rak podstawnokomórkowy skóry charakteryzuje się powolnym wzrostem i w większości przypadków niskim stopniem złośliwości miejscowej. Rozwija się z komórek warstwy podstawnej naskórka. Umiejscawia się w trudnych do leczenia partiach ciała: na głowie, szyi, ramionach. Z reguły jest diagnozowany w stadium, w którym można go szybko wyleczyć za pomocą metod chirurgicznych

Zaawansowana postać – rzadka, ale bardzo groźna

Z powodu zaniedbania lub dużej złośliwości może doprowadzić do miejscowego zaawansowania i/lub przerzutów do organów wewnętrznych. Wymaga wielu operacji, jednak nie we wszystkich przypadkach można je powielać, szczególnie gdy rak umiejscowi się w okolicach takich jak oko, gdzie istnieje zagrożenie utraty wzroku. Konsekwencją zaawansowania choroby i zabiegów chirurgicznych są więc znaczne deformacje anatomiczne. W momencie szybkiego rozwoju standardowe terapie stają się nieskuteczne. Od kilku lat w tych trudnych przypadkach stosuje się na świecie leczenie celowane, które dla polskich pacjentów (a mamy ok. 50 nowych zachorowań w skali roku) jest wciąż niedostępne.

Winowajcy raka skóry

Rakowi podstawnokomórkowemu skóry sprzyja długotrwałe przebywanie na słońcu bez stosowania kremów ochronnych z filtrami, najczęściej podczas opalania (także w solarium), a także podczas pracy, np. przy budowie dróg. Najbardziej zagrożone są osoby o jasnej karnacji, które trudno się opalają. Ryzyko rozwoju raka wzrasta u osób, które już raz chorowały – ten rodzaj nowotworu skóry może nawracać kilkakrotnie w ciągu życia.

Chorym z zaawansowaną postacią raka skóry w Polsce niewiele można zaoferować

Prof. Witold Owczarek, przewodniczący sekcji onkologicznej Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego, Wojskowy Instytut Medyczny MON

– Rak podstawnokomórkowy skóry to najczęstszy nowotwór skóry. A jednak tak mało o nim wiemy. Dlaczego tak rzadko się o nim mówi?

– Myślę, że dlatego, iż w większości przypadków bardzo wolno rośnie i na ogół jest miejscowo złośliwy. Początkowo jest to zmiana w postaci guzka lub małego owrzodzenia pokrytego strupem, bardzo wolno powiększająca się obwodowo i długo niebudząca obaw u pacjentów.

– Kiedy powinniśmy się zgłosić do dermatologa?

– Nasz niepokój powinna wzbudzić każda zmiana, która pojawiła się na skórze lub uległa przemianie oraz nie chce się goić od trzech, czterech tygodni.

– Jak się diagnozuje tę chorobę?

– Lekarz przeprowadza wywiad dotyczący czasu trwania zmiany, czynników ryzyka rozwoju nowotworów, a następnie badanie kliniczne – ogląda znamię, niekiedy także w powiększeniu, potem całą skórę, błony śluzowe i dostępne węzły chłonne. W razie potrzeby kieruje pacjenta na zabieg chirurgiczny. Wynik badania histopatologicznego materiału pobranego w trakcie zabiegu jest podstawą rozpoznania raka.

– Jaka grupa jest najbardziej narażona na zachorowanie?

– Jeśli mówimy o raku skóry, którego nie wolno mylić z czerniakiem, to mówimy głównie o osobach po szóstej dekadzie życia. Coraz częściej jednak spotyka się ludzi młodych z rakiem podstawnokomórkowym. W grupie zagrożenia są osoby o jasnym fototypie skóry, które często korzystały ze słońca czy z solarium, nie używały fotoprotekcji (kremów z filtrem – red.). Nie chodzi tylko o opalanie, ale np. pracę na zewnątrz. Dawka kumulacyjna może u nich doprowadzić do zaburzenia mechanizmów obronnych i powstawania raka.

– Jakie leczenie możemy zaproponować pacjentom z zaawansowanym miejscowo rakiem podstawnokomórkowym skóry i czy w Polsce wszyscy pacjenci mają do niej dostęp?

– Standardem jest leczenie chirurgiczne, chociaż w nowotworach o niskim ryzyku wznowy dopuszczalne są także inne metody. W postaci miejscowo zaawansowanej stosuje się również radioterapię. Jeśli wcześniejsze metody są nieefektywne lub nie mogą być zastosowane, możemy podjąć próbę leczenia chemioterapią, która w przypadku tego raka jest w zasadzie nieskuteczna. Alternatywą są nowoczesne terapie celowane, które blokują szlak komórkowy odpowiedzialny za powstawanie nowotworu. Stosuje się już leki blokujące ten szlak, ale nie są one refundowane w Polsce.

– Jakiej grupy pacjentów z zaawansowanym rakiem podstawnokomórkowym skóry dotyczyłoby w Polsce to leczenie?

– To bardzo trudno policzyć, ale szacuję, że ok. 50 osób. Tym chorym nie mamy wiele do zaoferowania.

Ministerstwo Zdrowia odmówiło mu leczenia

Marek Gędek (55 l.) jest naukowcem, pracuje na wyższej uczelni, pochodzi z Lublina, od czterech lat zmaga się z zaawansowaną postacią raka podstawnokomórkowego skóry. Leczenie, które może w znacznym stopniu przedłużyć mu życie, nie jest w Polsce refundowane. – Najpierw pojawił się niewielki wrzodzik na granicy czerwieni ust i skóry. Tworzyła się na nim skorupka, potem odpadała i znów rana była otwarta. Ponieważ nie chciała się goić, poszedłem do lekarza. Okazało się, że jest to rak podstawnokomórkowy. Przeszedłem trzy operacje – opowiada pan Marek. Przez kolejne 10 lat mężczyzna cieszył się dobrym zdrowiem. Jednak po tym czasie zaczął tracić siły, zemdlał na ulicy. Przeszedł serię badań, aż okazało się, że wcześniej wycięte miejscowe zmiany nowotworowe dały przerzuty do wewnętrznych narządów. Za tarczycą znaleziono 10-centymetrowy guz. – Od tamtej pory przeszedłem już 12 operacji. Operowano mi kilkakrotnie płuca, bark, szyję. Jestem tym bardzo zmęczony – opowiada pan Marek. – Byłem rozgoryczony, gdy dowiedziałem się, że istnieje lek i jest zarejestrowany w UE, a tym samym w Polsce, który mógł mnie uratować, ale niestety nie jest refundowany. Postanowiłem zwrócić się z prośbą o sfinansowanie tej terapii – najpierw do NFZ, gdzie otrzymałem negatywną odpowiedź, potem do Ministerstwa Zdrowia, gdzie również dostałem odmowę. Nie stać mnie było na kupowanie sobie samemu tak drogiego leku – dodaje. Do tego dochodził koszt 5 tys. zł samej suplementacji, która pozwala utrzymać organizm w na tyle dobrej formie, by lek mógł zadziałać. Przez jakiś czas pieniądze na leczenie pomagali mu zbierać studenci, jednak to była zbyt duża kwota i możliwości jej zgromadzenia okazały się nierealne. Dzięki włączeniu do badania klinicznego dostaje lek ratujący życie. – Cztery lata temu powiedziano mi, że mam przed sobą kilka miesięcy życia. Kazano mi pisać testament. A ja, dzięki leczeniu, nadal żyję. Staram się, by było normalnie, pracuję na uczelni, otworzyłem przewód habilitacyjny. Nauczyłem się żyć z rakiem. Nie mogę się poddawać – dodaje mężczyzna.

 

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: