Radzi Agnieszka Piksa Regionalny Dyrektor Sprzedaży SKOK Wspólnota
Był 2005 rok. Robert Rynkiewicz był wtedy jeszcze pracownikiem firmy taksówkarskiej, ale już mocno chodziła mu po głowie myśl, że pora na zmiany. Żona nie pracowała, bo zajmowała się córeczkami: starszą Patrycją, wtedy 8-letnią i malutką dwuletnią Oliwką - Co tu ukrywać, moja pensja przestała nam wystarczać na takie życie, jakie chcieliśmy wieść – opowiada mężczyzna. Po głowie chodziło mu, aby tak jak wielu innych spakować walizkę i pojechać do pracy na Zachód. Jako taksówkarz równie dobrze mógłby jeździć i zarabiać porządne pieniądze gdzieś w Anglii albo Irlandii.
Bez pożyczki ani rusz
On jednak nie chciał zostawiać rodzinny i ukochanego Kołobrzegu. A skoro nie był w stanie wyjechać, to - uznał - musi jakoś sobie poradzić w Polsce. I wtedy w jego głowie zaświtała myśl: "a dlaczego samemu nie założyć firmy, skoro mogę jeździć dla kogoś, to mogę też na własny rachunek".
Co innego jednak postanowić, a co innego wcielić w życie. Pan Robert wiedział, że sporo ryzykuje. Ale wolał już to niż wieloletnią rozłąkę z ukochanymi i wyjazd na obczyznę.
- Zacząłem się starać o licencję. Złożyłem odpowiednie dokumenty do ratusza - opowiada.
Teoretycznie nic nie stało na przeszkodzie, aby mógł zacząć pracować na swoim. Był tylko jeden szkopuł - potrzebował własnego auta z kasą fiskalną.
- Wszystko to miałem już upatrzone, tylko potrzebowałem pieniędzy. I wtedy dosłownie życie uratował mi SKOK "Stefczyka". Tu wziąłem pożyczkę na dogodnych warunkach - opowiada.
Firma się rozwija
I tak pan Robert zrealizował marzenie – zaczął wreszcie pracować dla siebie. - Bardzo mi się to spodobało. Byłem w stanie utrzymywać rodzinę i do tego spłacać pożyczkę - opowiada. Interes kwitł jak kwiaty na wiosnę. Przedsiębiorczy mężczyzna postanowił więc rozwinąć firme.
- Uznałem, że muszę dokupić jeszcze jeden samochód. Ponieważ zdążyłem spłacić już spokojnie ponad połowę pożyczki, zdecydowałem się pożyczyć od SKOK-u trochę więcej. To było w 2008 roku. Obyło się bez problemów, skorzystałem z programu kierowanego do małych przedsiębiorstw - chwali zadowolony klient.
Z jego małej, prywatnej działalności dziś zrobiła się prężnie działająca sieć taksówek "Maxx Taxi", której pan Robert jest prezesem.




