WIADOMOŚCI Polityka Polska Warszawa Świat Opinie Ciekawostki USA
Se.pl wiadomości opinie Andrzej Stankiewicz: Bonanza jak za Platformy

Andrzej Stankiewicz: Bonanza jak za Platformy

12.09.2016, godz. 02:00
Andrzej Stankiewicz
Andrzej Stankiewicz, Publicysta „Rzeczpospolitej” foto: EAST NEWS

"Super Express": - Czy w interesie PiS jest to, by tak usilnie bronić Bartłomieja Misiewicza?

Andrzej Stankiewicz: - Broni go Antoni Macierewicz, a ponieważ on to robi, siłą rzeczy muszą to robić inni politycy tej partii. Nieoficjalnie rozmawiałem z jednym z ministrów - twardym pisowcem - i ten łapał się za głowę w sprawie Misiewicza. Uważał, że te promocje rzecznika MON są, delikatnie mówiąc, niezbyt mądre ze strony Macierewicza. Pokazują bowiem ludziom, że PiS może wszystko i niczym się nie przejmuje.

 

 

- Na razie mogą sobie na to pozwolić, ale tolerancji wyborców na długo chyba nie wystarczy.

- Niektórzy ludzie PiS idą dokładnie tą samą drogą, którą szli niektórzy ludzie PO. Naprawdę są siebie warci. To, co teraz dzieje się w spółkach Skarbu Państwa, przypomina najlepsze lata bonanzy Platformy. I Misiewicz jest tego najlepszym przykładem. Dla polskich dwudziestokilkulatków to praktyczna lekcja tego, jak się w tym kraju robi karierę - trzeba się podczepić pod ważnego polityka, a wtedy stanowiska, pieniądze i wpływy są na wyciągnięcie ręki.

- Czemu na tę degrengoladę nie reaguje prezes?

- To zbyt niskie stanowisko. Z moich informacji wynika, że do pewnego poziomu Kaczyński pewnymi rzeczami się po prostu nie interesuje. Obraca się na poziomie frakcji partyjnych i kluczowych funkcji w państwie. Niższymi stanowiskami zajmuje się osobiście tylko wtedy, gdy ma tam kogoś swojego do obsadzenia.

- Tyle że chyba powinien się tym zainteresować, bo z punktu widzenia Prawa i Sprawiedliwości to samobójcze praktyki.

- Pisowcy zachowują się jednak tak, jakby jutra miało nie być. Mają pełnię władzy w państwie i przekonanie, że będą jej mieli jeszcze więcej, nie mają realnej opozycji, więc mogą robić, co im się żywnie podoba. Rzeczywiście jest tak, że z zasady w polskiej polityce władza przez 1,5-2 lata generalnie ma z górki. Na razie nie muszą się przejmować tym, co myślą ludzie nt. Misiewicza lub innych, mniejszych czy większych skandalików. Jeśli zaczną się pilnować, to raczej bliżej wyborów samorządowych. No, chyba że zupełnie ich już poniesie - ale wtedy dostaną nauczkę i przegrają wybory, bo na dłuższą metę ludzie nie będą tego tolerować.

autor: Rozmawiał Tomasz Walczak zobacz inne artykuły tego autora
Więcej wiadomości
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: