WIADOMOŚCI Polityka Polska Warszawa Świat Opinie Ciekawostki USA NowaTV
Se.pl wiadomości opinie Dr Tomasz Luterek: Bez udziału sędziów do wyłudzeń by nie doszło

Dr Tomasz Luterek: Bez udziału sędziów do wyłudzeń by nie doszło

13.09.2016, godz. 02:00
dr Tomasz Luterek
dr Tomasz Luterek foto: WSGN Wyższa Szkoła Gospodarowania Nieruchomościami

Dr Luterek o tym, dlaczego reprywatyzacja stała się patologią.

„Super Express”: – Lata mijają, a ustawy reprywatyzacyjnej jak nie było, tak nie ma. Co sprawiło, że się jej nie doczekaliśmy?
Dr Tomasz Luterek: – Gdy prześledzimy przyczyny, które spowodowały odrzucenie kolejnych projektów reprywatyzacyjnych, pojawi nam się cały splot uwarunkowań składających się na skomplikowany obraz polityki polskiej po 1989 r. Generalnie można powiedzieć, iż brak reprywatyzacji wynikał z decyzji obywateli.
– Jak to?
– Trzeba bardzo wyraźnie powiedzieć, iż po upadku komunizmu w Polsce reprywatyzacja nigdy nie cieszyła się poparciem większości obywateli ani zdecydowanej większości stronnictw politycznych. Wynikało to przynajmniej z kilku powodów. Po hekatombie polskich elit w latach czterdziestych XX w., jak również kolejnych falach emigracyjnych, krąg środowisk w kraju żywotnie zainteresowanych sprawą reprywatyzacji był relatywnie mały. Dodatkowo wśród liderów politycznych również nie było osób, którym ta sprawa była szczególnie bliska.
– W innych krajach byłego bloku wschodniego, gdzie reprywatyzacja przebiegła sprawniej, istniało poparcie dla tych rozwiązań?
– Bardzo interesująco wyglądają te przesłanki w porównaniu z sytuacją w innych krajach, w tym szczególnie w Czechach. Tam większość społeczeństwa była za reprywatyzacją, a wśród liderów znajdowały się osoby, którym sprawa reprywatyzacji była bardzo bliska. Jeśli chodzi o postawę społeczeństwa, to na taki układ sił duży wpływ miał stopień zaawansowania budowy ustroju komunistycznego.
– Jak to się wiąże z reprywatyzacją?
Paradoksalnie przez to, że w Polsce ten proces był relatywnie najmniej zaawansowany (przede wszystkim dzięki polskim chłopom, którzy skutecznie oparli się kolektywizacji), liczba wyborców zainteresowanych rewizją stosunków własnościowych była niewielka. Sięgając nieco wstecz, brak odważnych reform rolnych w II RP doprowadził do tego, że zostały one przeprowadzone przez komunistów, w sposób barbarzyński z punktu widzenia polskich ziemian, przy czym połączony z równoległą prywatyzacją czy uwłaszczeniem.
– Reforma rolna stworzyła grupę niezainteresowaną reprywatyzacją?
– Tak, ponieważ w jej w efekcie beneficjentami procesów nacjonalizacyjnych byli wprost polscy chłopi. W związku z tym, że ich potomkowie stanowią ponad 90 proc. dzisiejszego społeczeństwa, nietrudno wytłumaczyć niechęć do reprywatyzacji. W Czechach i innych krajach, w których realizacja doktryny komunistycznej poszła dalej i zmaterializował się koncept kolektywizacji rolnictwa, takiej sytuacji nie było. Niemal całe społeczeństwo było w jakimś stopniu poszkodowane przez działania nacjonalizacyjne: jedni chcieli odzyskać kilkuhektarowe działki, warsztaty usługowe, inni zamki, pałace czy fabryki, niemniej wszyscy byli zainteresowani reprywatyzacją.
– A więc do dziś mamy w zasadzie próżnię prawną w obszarze reprywatyzacji. Jak prowadziła ona do nagłośnionych niedawno patologii?
– Tę próżnię prawną bardzo chętnie wypełniło orzecznictwo polskich sądów, które zaczęły tworzyć niespójne, wykluczające się koncepcje. W tej mętnej wodzie prawnicy mogli dość dowolnie kreować zmienną linię orzecznictwa, która częstokroć nie miała nic wspólnego ze sprawiedliwością, najzwyklejszą uczciwością. Zatem trzeba bardzo wyraźnie powiedzieć, bez udziału sędziów, którzy z braku wiedzy lub z powodu korupcyjnych powiązań, wydawali takie, a nie inne wyroki te wyłudzenia nieruchomości nie miałyby racji bytu.
– Skoro wszyscy przekonują nas, że problemem jest brak ustawy reprywatyzacyjnej, jak to się stało, że i bez niej możliwe były zwroty nieruchomości?
– Właśnie sądy o tym decydowały. Niestety tzw. wymiar sprawiedliwości niewiele uczynił dla sprawiedliwości w tym obszarze. Bardzo upraszczając, brak ustawy reprywatyzacyjnej powoduje, że mamy do czynienia z nieuregulowanym obszarem, a to z kolei otwiera furtkę prawnikom.
– Do czego?
– Do tworzenia własnych pozalegislacyjnych rozwiązań opartych na różnego rodzaju wykładniach, koncepcjach itp. Tak właśnie stworzono zwroty nieruchomości w naturze, bez odliczania hipotek, z lokatorami w środku. Świetny pomysł dla prawnika, który skupił roszczenia za 50 zł od byłego właściciela, tylko co to ma wspólnego ze sprawiedliwością? Szkoda, że nie przebił się głos znaczącej grupy sędziów, którzy rzetelnie i uczciwie wykonują swoje obowiązki.
– Najwięcej emocji budzi instytucja kuratora. Skąd wzięła się w polskim prawie i jakim cudem sądom nie przeszkadzało to, że do tej pory aspirują osoby, które miałyby reprezentować 140-letnich właścicieli, których ostatni raz często widziano na warszawskim Umschlagplatz? To zwykła naiwność sędziów?
– Czy jest pan tak naiwny, żeby uznać to za przejaw naiwności sędziów? Myślę, że dziennikarze powinni podać do publicznej wiadomości nazwiska tych „naiwnych” sędziów. A sama instytucja kuratora ma zupełnie sensowne podstawy i jest absolutnie potrzebna, tyle że w przypadku reprywatyzacji została jej logika patologicznie zdeformowana.
– Pojawiają się teorie sugerujące, że za brakiem legislacji i wolnoamerykanką w tym obszarze stała jakaś grupa interesu, która dbała o to, by próżnia prawna trwała w najlepsze. To zwykła teoria spiskowa czy jest coś na rzeczy?
– Oczywiście, można pewnie na to spojrzeć w ten sposób, jednak jeżeli były takie działania, to właśnie postawa większości społeczeństwa im sprzyjała. Przyznam, że w przypadku zawetowania ustawy reprywatyzacyjnej przygotowanej przez rząd Jerzego Buzka zwolennicy teorii spiskowej mogą znaleźć wiele interesujących wątków. Choć jeszcze więcej znajdą zapewne przy najnowszych regulacjach reprywatyzacyjnych.
– Co ma pan na myśli?
– Niewykluczone, że najnowszy projekt ustawy reprywatyzacyjnej zgłoszony przez PO, podobnie jak zeszłoroczna „ustawka” reprywatyzacyjna, która niebawem wchodzi w życie, zostały napisane pod kątem ochrony i rozszerzenia możliwości działania głównych aktorów dzisiejszej patologicznej reprywatyzacji.
– W jaki sposób?
– Ten nowy projekt przewiduje, że wartość określana ma być według dzisiejszych cen, a nie tych z 1945 r. Nie ma też mowy o odliczaniu obciążeń hipotecznych. Przewiduje się ustanawianie użytkowania wieczystego, gdy wszelkie racjonalne przesłanki wskazują na to, że powinniśmy je zlikwidować. Przewiduje on ochronę dla toczących się postępowań reprywatyzacyjnych według obecnych „sądowych” reguł. Dodatkowo przewidziane zapisy są relatywnie skomplikowane, co otwiera duże pole do nadużyć i różnych linii orzecznictwa. Wreszcie dlaczego tylko Warszawa? Czy byli właściciele z innych części Polski to obywatele gorszej kategorii?
– Nie ma pan wrażenia, że dyskusja wokół reprywatyzacji i tak robiła rozróżnienia na lepszych i gorszych – tych, którzy mają swoje roszczenia, i tych, którzy mieszkają w objętych roszczeniami kamienicach?
– Nie wiem do końca, czy rzeczywiście tak jest, przecież Jolanta Brzeska i jej współpracownicy próbowali się przebić z tym przekazem dotyczącym lokatorów.
– Poza społecznikami mało kto jednak to robił.
– Jeśli chodzi o byłych właścicieli, to też jest chyba inaczej. W związku z tym, że w znakomitej większości poszkodowanymi przez nacjonalizację komunistyczną byli przedstawiciele dawnych elit, w przeważającej części pochodzących z rodzin o patriotycznych tradycjach, których przodkowie pracowali, walczyli, tracili życie i majątki w imię działania dla wspólnego dobra naszej ojczyzny, taka postawa nastawiona na rozpamiętywanie krzywd jest rzadko spotykana.
– To skąd się bierze ta chciwość?
– Dotyczy ona jedynie mniejszości, skupionej głównie wokół niektórych kancelarii prawnych, które w pewnej liczbie, trzeba nazwać to po imieniu, zajmują się procederem wyłudzania niesłusznie wysokich odszkodowań w ramach tzw. reprywatyzacji sądowej. Tak naprawdę to ta garstka osób jest w tej chwili beneficjentem braku całościowych uregulowań reprywatyzacyjnych. Większość byłych właścicieli, zwłaszcza tych, którzy sami coś osiągnęli w życiu, daleka jest od postaw roszczeniowych.
– Naprawdę?
– Czy ktoś ze środowisk ziemiańskich podnosi kwestię odebrania ziemi chłopom? A w sumie można zauważyć analogię pomiędzy kamienicą a majątkiem ziemskim. Kamienicę podobnie „rozparcelowano” pomiędzy „małomieszkalnych”, dlaczego zatem nie zwracać majątków ziemskich? Dlatego moim zdaniem postawa byłych właścicieli w Polsce jest godna szacunku, znakomita większość z nich wykazuje niebywałą wręcz cierpliwość i pokorę w odniesieniu do, delikatnie rzecz ujmując, realiów reprywatyzacyjnych.
– Czy w ogóle przy reprywatyzacji możliwe jest pogodzenie interesów dawnych właścicieli i ich spadkobierców z interesami ludzi mieszkających w objętych roszczeniami nieruchomościach?
– Oczywiście, że tak. Wspomniany przykład środowisk ziemiańskich, które odstąpiły od roszczeń zwrotowych do rozparcelowanych majątków jest tego najlepszym przykładem. Jeżeli z dyskursu wykluczymy parę hien z mafii reprywatyzacyjnej, to nie powinno być problemu z wypracowaniem kompromisowych rozwiązań. Przy czym musimy pamiętać, że w znakomitej większości dzisiejsi uprawnieni do roszczeń reprywatyzacyjnych to spadkobiercy po byłych właścicielach. Niestety, relatywnie długie rządy komunistów i złożona sytuacja polityczna w III RP w skorelowaniu z nieuchronnymi procesami związanymi z długością życia ludzkiego doprowadziły do tego, że liczba żyjących byłych właścicieli jest dzisiaj niewielka. Niestety, należy założyć, iż do chwili wejścia w życie ustawy reprywatyzacyjnej może upłynąć kilka lat, zatem grono osób, których bezpośrednio dotyczyła nacjonalizacja, którzy doświadczyli dramatu wyzucia z własności i związanej z tym pauperyzacji, będzie się dramatycznie zmniejszać. W przypadku reprywatyzowanego majątku trudno mówić o jakimkolwiek stopniu przyczynienia się spadkobierców do jego powstania. Oczywiście godna ochrony jest spuścizna materialna po przodkach i opieka nad nią w ramach podtrzymywania tradycji rodzinnych, jednak nie może to burzyć ukształtowanych w okresie ostatnich 70 lat nowych realiów, w których żyjemy.
– Czy wygaszenie roszczeń i wypłata symbolicznych odszkodowań – jak sugerują niektórzy – wystarczy, by przeciąć w końcu tę sprawę?
– W wielkim uproszczeniu przy założeniu trochę ponadsymbolicznych świadczeń tak. Jeśli chodzi o inne kraje z naszej części Europy, to rozwiązania były różne od restytucji po świadczenia o charakterze socjalnym. Jeśli chodzi o proponowane rozwiązania, to w mojej książce „Reprywatyzacja – źródła problemu” jedna z rozważanych przeze mnie koncepcji opiera się na kilku założeniach.
– Jakich?
– Przede wszystkim musimy wskazać na datę nacjonalizacji jako właściwą dla ustalenia poziomu cen i wartości świadczeń za znacjonalizowane mienie z uwzględnieniem ich waloryzacji na dzień wypłaty. Data nacjonalizacji powinna być też właściwą dla ustalenia stanu nieruchomości, w tym stanu technicznego obiektów, przeznaczenia planistycznego, obciążenia hipotecznego. Musimy też uwzględniać obciążenia hipoteczne przy określaniu wartości roszczeń reprywatyzacyjnych. Niezwykle istotne powinno być też to, że wprowadzamy wypłaty świadczeń i zachowanie praw do nieruchomości aktualnych właścicieli i posiadaczy.
– Co jeszcze?
– Niezbędne jest wskazanie na pozostający w gestii Skarbu Państwa i samorządów majątek – własność, która znajduje się „pod” użytkowaniem wieczystym do zapewnienia zabezpieczenia majątkowego dla realizacji roszczeń reprywatyzacyjnych. Chodzi też o wprowadzenie, wzorem prawa brytyjskiego, podatku spadkowego na poziomie 40 proc. od znacznych kwot wypłacanych w ramach odszkodowań reprywatyzacyjnych (ewentualnie podatku reprywatyzacyjnego o zbliżonej konstrukcji). Przewidują rozłożenie wypłaty świadczeń reprywatyzacyjnych na 20–30 lat, postulują opracowanie w ramach Polskiej Federacji Stowarzyszeń Rzeczoznawców Majątkowych standardu dotyczącego wyceny mienia przejętego przez państwo w latach 1944–1989 i uzgodnienie go z Ministerstwem Infrastruktury i Budownictwa.
– Sporo tego.
– Tak, ale dzisiaj ustawa reprywatyzacyjna jest potrzebna nie tylko po to, aby w przynajmniej minimalnym stopniu podkreślić szacunek państwa polskiego i jego społeczeństwa do tradycyjnie chronionych w Polsce wartości, w tym dla prawa własności, ale również po to, aby uchronić Skarb Państwa przed finansowymi skutkami wadliwych rozwiązań prawnych i efektywnie rozporządzić środkami, które będą musiały być wyasygnowane w najbliższych latach na pokrycie roszczeń wysuwanych na drodze tzw. reprywatyzacji sądowej. Chciałbym, aby przedstawione założenia zostały potraktowane jako postulat de lege ferenda, będący próbą sformułowania kompromisowych rozwiązań, uwzględniających godne ochrony interesy byłych właścicieli, skorygowane o nieodwracalne zdarzenia polityczne, społeczne i gospodarcze z nieodległej przeszłości i aktualne interesy uwzględniające rację stanu państwa polskiego.

Zobacz: Zbigniew Ziobro: Kary muszą być adekwatne do winy

Źródło: Super Express TV
autor: Rozmawiał Tomasz Walczak zobacz inne artykuły tego autora
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: