WIADOMOŚCI Polityka Polska Warszawa Świat Opinie Ciekawostki USA
Se.pl wiadomości opinie Jan Śpiewak: Mamy państwo z kartonu

Jan Śpiewak: Mamy państwo z kartonu

22.08.2016, godz. 05:00
 JAN ŚPIEWAK
JAN ŚPIEWAK foto: Super Express

Jan Śpiewak dla "Super Expressu": Dzika reprywatyzacja pokazuje całkowitą zapaść polskiego państwa. Mamy wręcz państwo z kartonu. Począwszy od wymiaru sprawiedliwości - bo ktoś się na tych kuratorów zgadza w sądzie

"Super Express": - Od jakiegoś czasu głośno mówi się o skandalach reprywatyzacyjnych w Warszawie. Ktoś może pomyśleć - jaki tu skandal, skoro naprawia się krzywdy wyrządzone dekretem Bieruta? No więc jak to jest z tą reprywatyzacją?

Jan Śpiewak: - W teorii, oczywiście, to próba naprawienia krzywd, które przedwojennym właścicielom nieruchomości wyrządził dekret Bieruta.

- A w praktyce?

- To przede wszystkim wyrządzanie nowych krzywd tysiącom - nie tylko zresztą w Warszawie, bo sprawa dotyczy także Łodzi, Poznania czy Krakowa - ludzi, którzy zamieszkują objęte roszczeniami budynki. Ci, którzy te nieruchomości odzyskują, nie są zresztą żadnymi spadkobiercami, ale osobami, które zawodowo skupują za bezcen roszczenia i preparują dokumenty, by daną nieruchomość przejąć, a potem czyszczą z lokatorów, których traktują jak wkładkę mięsną. I jak się okazuje w Warszawie, przyjaźnią się z wysokimi urzędnikami Ratusza.

- Na rynku dzikiej reprywatyzacji rozpowszechniła się instytucja tzw. kuratora, który podając się za reprezentanta dawnych właścicieli, przejmuje pieczę nad nieruchomością i się na niej uwłaszcza. Jak taki proceder w ogóle jest możliwy?

- Dzika reprywatyzacja pokazuje całkowitą zapaść polskiego państwa. Mamy wręcz państwo z kartonu. Począwszy od wymiaru sprawiedliwości - bo ktoś się na tych kuratorów zgadza w sądzie. A jaki uczciwy sąd może się zgodzić na kuratora dla 140-letniej osoby, która kiedyś była właścicielem nieruchomości, a dziś nie tylko nie prawdopodobnie, ale niemal z całą pewnością już nie żyje? Mimo to zdarzało się, że sąd takiego kuratora uznawał. Jest też wreszcie Ratusz.

- Co z nim?

- Media donoszą o tym, jak wysocy urzędnicy, który zajmowali się w Ratuszu sprawami reprywatyzacji, sami sobie zwracali kamienice i robią interesy z ludźmi, na rzecz których wydawali decyzje o zwrocie. Weźmy choćby Jakuba Rudnickiego, który kiedy jeszcze był zastępcą szefa Biura Gospodarki Nieruchomościami, de facto zwrócił sobie kamienicę na Mokotowie. To wszystko dzieje się za przyzwoleniem władz Warszawy i samej pani prezydent.

- Myśli pan, że mogło się to dziać bez wiedzy i zgody pani prezydent?

- Za to wszystko pani prezydent ponosi odpowiedzialność polityczną, a niewykluczone, że także służbową. Bardzo ciekawy jest zespół osób, który bezpośrednio nadzorował reprywatyzację. Najpierw był to obecny szef KNF, czyli pan Andrzej Jakubiak. Kiedy odszedł, przez trzy lata reprywatyzacją bezpośrednio zajmowała się Hanna Gronkiewicz-Waltz. Nie było do tego wyznaczonego żadnego wiceprezydenta. To ona bezpośrednio odpowiadała za Biuro Gospodarki Nieruchomościami.

- W którym, jak można przeczytać w mediach, działy się rzeczy co najmniej zagadkowe.

- To ona pozwoliła, żeby jego szef, Marcin Bajko, nie wydawał w sprawie reprywatyzacji sam decyzji, dzięki czemu nie musiał składać oświadczeń majątkowych i mógł prowadzić firmę doradzającą na rynku nieruchomości. W jego zastępstwie decyzje wydawał Jakub Rudnicki, który jest osobą skompromitowaną. W tej sprawie toczą się śledztwa prokuratorskie.

- Tę sieć zależności uda się śledczym udowodnić i skazać ewentualnych winnych?

- Od dekady w Warszawie prawo jakby nie obowiązywało. To było eldorado dla różnej maści spekulantów i, jak widać, dla mafii reprywatyzacyjnej, która nie wahała się choćby zabić Jolanty Brzeskiej.

- Mogły się tu dziać takie rzeczy, jak odkupienie za 50 zł roszczenia do kamienicy wartej kilka milionów złotych. Nikomu nie zapalała się lampka, że coś tu nie gra?

- Tak, to budynek na Hożej 25, czyli pod jednym z najlepszych adresów w tym mieście. Jeśli kupi pan samochód wart 100 tys. zł za 10 tys., przyjdzie fiskus i powie panu, że to nie jest prawdziwa cena i doliczy domiar. Nieruchomości w Warszawie przechodziły z rąk do rąk za bezcen. Urząd Kontroli Skarbowej, mimo że ma dostęp do informacji o tych transakcjach, nic nie robił. W głowie się nie mieści, że takie rzeczy dzieją się bez reakcji państwa. Wycofało się ono ze swoich podstawowych obowiązków i oddało na żer mafii dziesiątki tysięcy mieszkańców Warszawy.

ZOBACZ: Przedsiębiorca od roszczeń znów w sądzie

autor: Rozmawiał Tomasz Walczak zobacz inne artykuły tego autora
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: