WIADOMOŚCI Polityka Polska Warszawa Świat Opinie Ciekawostki USA NowaTV
Se.pl wiadomości opinie Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: 1 listopada radosne jak Boże Narodzenie

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: 1 listopada radosne jak Boże Narodzenie

31.10.2016, godz. 02:00
Ks. Isakowicz-Zaleski 1
foto: Archiwum

Jaka jest różnica między dniem Wszystkich Świętych a Dniem Zadusznym? Ks. Taduesz Isakowicz-Zaleski w rozmowie z Super Expressem o dniu 1. listopada w kontekście ostatnich wydarzeń polityczno-kulturalnych.

"Super Express": - Przez lata w okresie PRL święto 1 listopada określane było błędnie Świętem Zmarłych. W rzeczywistości jest to dzień Wszystkich Świętych, przez Kościół uznawany jako dzień radosny.

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: - Kościół katolicki obchodzi na początku listopada dwa święta, które mają różną wymowę. Dzień Wszystkich Świętych jest uroczystością radosną, która mówi, że ci chrześcijanie, którzy żyli zgodnie z przykazaniami świętymi, są w niebie. W tym dniu kapłani odprawiają msze święte w kolorze białym, który jest kolorem radości. 2 listopada przypada Dzień Zaduszny. A więc dzień upamiętniający wszystkich zmarłych, którzy odeszli, a których losów jeszcze nie znamy. Większość z nich prawdopodobnie idzie do nieba poprzez czyściec, czyli miejsce oczyszczenia. W tym dniu podobnie jak przez cały listopad modlimy się za osoby zmarłe.

- Mimo że święto Wszystkich Świętych jest radosne, to przez lata było obchodzone na smutno. Czy na przykład zorganizowanie tego dnia imprezy jest dozwolone przez Kościół?

- Ta smutna narracja wynika z zaborów i kolejnych narodowych tragedii: zsyłki na Sybir, obozów koncentracyjnych, łagrów itd. Stąd przez ostatnie dwieście lat dominujący był drugi aspekt święta: modlitwa za zmarłych. Teraz faktycznie mamy powrót do pierwotnej formy, a więc liturgia 1 listopada jest radosna, tak samo jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc. Z drugiej strony mamy spotkanie rodzinne. Uważam, że rzeczą normalną jest, że ludzie spotykają się po przyjściu z kościoła i cmentarza. Oczywiście, że jest w tym wszystkim aspekt smutny, jednak jako chrześcijanie wierzymy, że chociaż człowiek umarł, to śmierć jest dla niego drogą do nieba. Nową praktyką jest organizowanie orszaków bądź balów Wszystkich Świętych. Ja uczestniczę dziś w Libiążu w uroczystości, w której osoby niepełnosprawne wystawiają przedstawienie na temat św. Brata Alberta, a potem odbędzie się pochód, którego uczestnicy przejdą ulicami przebrani za poszczególnych świętych. To bardzo radosne wydarzenie, mające nam uzmysłowić, że każdy z nas ma szansę zostać świętym i trafić do nieba.

- W ostatnim czasie jednym z istotnych tematów w debacie publicznej jest wiążąca się ze śmiercią i pamięcią o zmarłych sprawa ekshumacji ofiar tragedii smoleńskiej. Czy zdaniem księdza te ekshumacje powinny mieć miejsce?

- Znam te rodziny, w Smoleńsku zginęło kilku moich przyjaciół. Żona jednego z nich - nie będę wymieniał nazwiska - jest zdecydowanie przeciwna tym ekshumacjom. Z kolei siostra innej ofiary mówiła mi, że jak najbardziej te ekshumacje popiera, gdyż chce dojść do prawdy. Według mnie najważniejsza jest empatia w stosunku do rodzin, które od sześciu lat przeżywają ogromną traumę. Jeżeli prokuratura uznała, że ekshumacje są potrzebne, powinna tych ludzi otoczyć troską, wyjaśnić im, dlaczego jest konieczność tych ekshumacji. Sytuacja, w której przychodzi do domu policjant czy żołnierz z kartką, że dnia tego a tego odbędzie się ekshumacja, jest błędem. To nie będzie tak, że wszyscy naraz się zgodzą. Będzie część rodzin, która się zgodzi, i te ekshumacje należy od razu przeprowadzić. Z tymi, którzy mają wątpliwości bądź się nie zgadzają, należy rozmawiać. Ale jak człowiek z człowiekiem, a nie urzędnik z obywatelem, który musi się podporządkować. Jeśli jest słuszna przyczyna ekshumacji, wątpliwości nie mogą być rozstrzygane przez zimną biurokratyczną machinę. Empatia jest najważniejsza.

- Czy nie jest też tak, że o ekshumacjach w ogóle byśmy nie rozmawiali, gdyby nie seria zaniedbań ze strony rządu w czasie bezpośrednio po tragedii smoleńskiej?

- Oczywiście. Nie zgadzam się z wypowiedzią byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego, który po tragedii smoleńskiej mówił, że "państwo zdało egzamin". Otóż nie zdało egzaminu! Nie było ubezpieczeń ani oględzin ciał i badań prokuratorskich po przywiezieniu ich do Polski. To wszystko zostało zaniedbane. Nie ma usprawiedliwienia dla tych, co to zaniedbali. Nawet jeśli prokuratura po sześciu latach chce te zaniedbanie naprawić, musi być zachowany szacunek wobec rodzin. Nie stanie się nic złego, jeśli informację o ekshumacjach poprzedzi szczera rozmowa z rodzinami. Zginęli ludzie bardzo zasłużeni dla Polski, więc myślę, że więcej trudu trzeba sobie zadać, żeby ich rodziny przekonywać, tłumaczyć, o co w ogóle chodzi. Myślę, że wielu ludzi przeciwnych ekshumacjom zmieniłoby zdanie.

- Widział ksiądz film Wojciecha Smarzowskiego pt. "Wołyń"?

- Nawet kilkakrotnie - byłem bowiem gościem czterech pokazów filmu. Zaczyna się on od cytatu z pamiętnika mojego śp. ojca, który był naocznym świadkiem zagłady swojej wsi Korościatyń (pow. Buczacz, ziemia tarnopolska): "Kresowian zabito dwukrotnie. Raz przez ciosy siekierą, drugi raz przez przemilczenie. I ta druga śmierć jest jeszcze gorsza niż pierwsza". Nie znałem pana Smarzowskiego, sam się do mnie zwrócił, gdyż przeczytał pamiętnik ojca i poprosił o pozwolenie na wykorzystanie.

- Jak ocenia kiądz ten obraz?

- Uważam, że film przełamał zmowę milczenia. O ile o zbrodni katyńskiej, powstaniu warszawskim, zsyłkach na Sybir czy do Kazachstanu przez ostatnich 27 lat bardzo wiele powiedziano, i bardzo dobrze, że powiedziano, o tyle sprawa ludobójstwa na Kresach została przykryta zasłoną milczenia. Stało się bardzo źle. Z przykrością muszę powiedzieć, że władze III Rzeczypospolitej nie wykazały empatii w stosunku do rodzin. Nie ma upamiętnień, ciała są niepochowane, nie ma należytej troski o pamięć. Nic dziwnego, że film "Wołyń", na który poszło w ciągu trzech tygodni milion widzów, wywołał tak ogromny wstrząs społeczny. Pokazał to przemilczenie.

- Ten film pokazuje, że mordowali też Niemcy i Sowieci.

- Oczywiście, pokazuje też odwet polski. Ważne jest też, że pokazano Holokaust Żydów, których wymordowali Niemcy z pomocą Ukraińców. A potem już sami Ukraińcy dokonali rzezi na Polakach. Nie mam zastrzeżeń do wątków historycznych.

- Na Ukrainie film został jednak zdjęty z afisza.

- Dziwią mnie wściekłe ataki na ten film. Ale z drugiej strony w Niemczech nie odbyła się projekcja filmu "Smoleńsk". To pokazuje, jak bardzo w niektórych krajach zakłamana jest tzw. polityka historyczna. Polska, która się nie troszczyła o te sprawy mocno i wyraźnie, dziś musi się z prawdą historyczną przebijać. To, że na Ukrainie nie może się odbyć pokaz filmu "Wołyń", a w Niemczech filmu "Smoleńsk", to naprawdę niesamowity paradoks.

- Jak film "Wołyń" docelowo wpłynie na relacje polko-ukraińkie?

- Moim zdaniem wpłynie ogromnie. Na razie są histeryczne reakcje władz ukraińskich. Ale z drugiej strony mieszka w Polsce wielu Ukraińców. To młodzi ludzie, pójdą do kina, zobaczą ten film, później będzie on rozpowszechniany przez internet wśród Ukraińców. To ogromnie wpłynie na to społeczeństwo.

ZOBACZ:  Akcja "Znicz 2016" rozpoczęta! Kierowców czekają kontrole i drogowe utrudnienia

autor: Rozmawiał Przemyław Harczuk zobacz inne artykuły tego autora
Więcej wiadomości
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: