WIADOMOŚCI Polityka Polska Warszawa Świat Opinie Ciekawostki USA NowaTV
Se.pl wiadomości opinie Maciej Wiczyński: Polacy w Wielkiej Brytanii mają się czego obawiać

Maciej Wiczyński: Polacy w Wielkiej Brytanii mają się czego obawiać

20.07.2016, godz. 05:00
Wielka Brytania flaga
foto: SE/EAST NEWS

Innych obywateli spoza UE zaczęto deportować.

"Super Express": - Poseł Partii Konserwatywnej Daniel Kawczynski we wczorajszym "SE" przyznał, że kwestia swobodnego prawa pobytu i pracy w Wielkiej Brytanii będzie dla Polaków utrudniona. Podobno właśnie ograniczenie prawa pracy jest dla rządu w Londynie tą jedną rzeczą, z której zrezygnować nie mogą.

Maciej Wiczyński: - Nie dziwi mnie to, bo kampania referendalna ewidentnie wisiała na ograniczeniu prawa pracy dla ludzi z Europy Wschodniej, czyli w przeważającej większości dla Polaków. Nie był to jedyny temat, ale był na pewno dominujący.

- Są obawy wśród Polaków?

- Oczywiście, że są. Co zabawne, przed referendum nawet wśród Polaków było wielu piewców Brexitu, żeby wyjść wreszcie z "tej lewackiej Unii". Podkreślano, że prawo nie działa wstecz. I teraz nagle jest zaskoczenie, bo niby jakie prawo? I ci, którzy mieli dość UE, patrzą teraz na tę samą "lewacką Unię" z nadzieją, że im pomoże.

- W czym pomoże?

- Podejście Anglików do tych nabytych praw jest dość swobodne. Prawa gwarantowały przecież traktaty UE, a te już nie będą obowiązywały. Po Brexicie jedyne co zagwarantowano, to lakoniczne stwierdzenie: "do czasu negocjacji nic się nie zmieni". Czyli może się zmienić po. Cóż to za gwarancje?

- Czego konkretnie można się obawiać?

- Wielu rzeczy. Podam najnowszy przykład. Od kwietnia tego roku zmieniono przepisy dla części osób mających prawo pracy i pobytu, ale spoza Unii Europejskiej. Przepis stanowi teraz, że jeżeli nie osiągasz dochodu rzędu 35 tysięcy funtów rocznie, to prawo pracy możesz utracić. Nawet mając pracę i chętnego pracodawcę! I zaczęto ludzi deportować. Tymczasem to ogromna kwota. Pielęgniarka po studiach zarabia 21-25 tysięcy funtów rocznie. Po Brexicie wszyscy będziemy spoza Unii. Dużo zmieni się też dla studentów.

- To znaczy?

- W tej chwili czesne dla obywateli z UE wynosi w Anglii 9 tysięcy funtów, a w Szkocji studia są bezpłatne. Dla obywateli spoza UE wynosi już jednak ponad 18 tysięcy funtów. Dla Polaków to przecież duże kwoty. To jest Wielka Brytania i wielu Polaków zaczęło tu mieć swoje niechęci do Unii Europejskiej. Obawy. Ale jednak dla nas obecność w UE jest kluczowa.

- Mieszkasz na Wyspach już kilkanaście lat. Nie przesiąkłeś nieufnością do UE?

- (śmiech) Jestem zwolennikiem Unii, choć dostrzegam jej ewidentne wady. To, że należałoby ją uzdrowić. To, że na pewno nie uzdrowi jej dalsza centralizacja, na którą już nikt się nie zgodzi, ale raczej przewietrzenie tego towarzystwa, które nieco oderwało się od rzeczywistości. Uzdrawianie Europy przez Brexity i inne "exity" to jednak nieporozumienie.

- Twoje obawy o los Polaków w Anglii potwierdzałyby głosy posłów rządzącej Partii Konserwatywnej. Oni nie są zainteresowani wejściem do Europejskiego Obszaru Gospodarczego jak Norwegia. Myślą o tym, by ułożyć się z Unią jak Szwajcaria. Wtedy to prawo pracy uległoby bardzo rygorystycznemu zaostrzeniu.

- Polacy pracujący na Wyspach nie zdają sobie sprawy z takich detali, nie mają też na to czasu. I co ciekawe, w kampanii referendalnej nie padały w ogóle porównania do Szwajcarii! Miało być jak w Norwegii. Być może miało to uspokoić właśnie imigrantów z Europy Wschodniej. Studziłbym jednak zapędy posła Kawczynskiego i jego kolegów. Teraz muszą negocjować wejście do EFTA, a więc nie z 28 krajami, ale z 31. Premier Norwegii zapowiedziała już zaś, że nie będzie żadnych negocjacji z Londynem, dopóki ci nie wyjdą z Unii. To może być bałagan na dłuższy czas.

- Londynowi uda się osiągnąć sytuację Szwajcarii?

- Moim zdaniem nie. Może być tak, że Wielka Brytania się uprze i nie pozwoli na swobodne prawo pobytu i pracy dla imigrantów. W zamian za to będzie jednak musiała coś poświęcić. Unia nie może pozwolić im na wszystko, bo to byłoby zachętą do innych "exitów". Każdy chciałby wtedy móc sobie wybierać czereśnie z tortu, a odrzucać to, czego nie lubi. Cały ten Brexit był bez sensu, ludzie uwierzyli w kłamstwa i teraz wielu martwi się, co będzie. Wielu Szkotów uwierzyło zresztą w podobne kłamstwa dwa lata temu przy okazji referendum niepodległościowego w Szkocji.

- Które ma wrócić. Szkocja wykorzysta sytuację i ogłosi referendum niepodległościowe? Czy będzie chciała zastosować ten efekt odwróconej Grenlandii, kiedy w Unii jest Dania, a należąca do niej Grenlandia już nie?

- Jako Polak, kandydując do parlamentu szkockiego, zapukałem do tysięcy drzwi szkockich domów. I 90 proc. osób głosujących kiedyś na "nie" w referendum niepodległościowym przyznawało, że jeżeli będzie Brexit, to zagłosują następnym razem za niepodległością.

- Zagłosują?

- Poparcie dla niepodległości Szkocji po Brexicie drastycznie wzrosło, widziałem już badania pokazujące 59 proc. poparcia. To jest jednak taniec dyplomatyczny. Najłatwiejszą drogą do pozostania Szkocji w Unii Europejskiej byłaby niepodległość. Tej nie można ogłosić, dopóki nie będzie uruchomiony artykuł 50 traktatu. Brytyjska premier nie będzie się z tym spieszyła. Szkocka premier Nicola Surgeon nie wykluczyła jednak referendum już w przyszłym roku.

- Mówi się o tym, że Polacy mogą masowo ruszyć do Szkocji po Brexicie? W nadziei, że Szkocja jednak pozostanie w Unii?

- Są takie badania Uniwersytetu w Edynburgu wskazujące zwiększony ruch Polaków z Anglii do Szkocji już od dwóch lat. Widać to też w rozmowach z nimi. Sam mam znajomych, którzy ruszyli ze Szkocji na południe i teraz żałują. W Szkocji nie było tej ksenofobii, która eksplodowała przy okazji Brexitu w Anglii.

- W Szkocji nie ma śladu takich zachowań?

- Nigdzie nie jest idealnie, też mnie spotkało kilka przykrych rzeczy, ale bez porównania z tym, co potrafi się dziać w Anglii. Sytuacja tutaj jest znacznie spokojniejsza.

- Co do niepodległości Szkocji są jednak tezy, że po wyjściu z Wielkiej Brytanii tak łatwo do Unii by nie wstąpiła.

- To propaganda. Według prawa międzynarodowego Szkocja przeszłaby tylko renegocjację już istniejącego traktatu, taką uproszczoną ścieżkę, jako sukcesor miejsca Wielkiej Brytanii. Nie potrzeba nawet bezwzględnej większości w UE, ale zwykłej, więc nawet te groźby Hiszpanii, która obawia się z kolei secesji Katalonii, że oni to mogą zablokować, jest strzelaniem kapiszonami. Niczego nie trzeba blokować, bo Szkocja w UE już jest i wyjść nie chce. Przerobiliśmy już to, kiedy myśleliśmy o poprzednim referendum.

Zobacz: Daniel Kawczynski: Musimy lepiej kontrolować migrację zarobkową

Źródło: Super Express TV
autor: Rozmawiał Mirosław Skowron zobacz inne artykuły tego autora
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: