WIADOMOŚCI Polityka Polska Warszawa Świat Opinie Ciekawostki USA NowaTV
Se.pl wiadomości opinie Miller: Marsz, marsz, kobiety

Miller: Marsz, marsz, kobiety

05.10.2016, godz. 05:00
Leszek Miller
foto: x-news

Poniedziałkowe strajki i manifestacje kobiet protestujących przeciwko zaostrzeniu i tak już mocno restrykcyjnego prawa antyaborcyjnego zgromadziły pokaźne rzesze uczestniczek. Masowe i wyraziste wystąpienia dowodzą, że polskie kobiety poczuły się realnie zagrożone w ich prawach, i to tak fundamentalnych, jak warunki rodzenia i posiadania dzieci. Wyrażony sprzeciw dotyczył głównie polityków PiS, ale jest to adres dalece niepełny.

Nie ma przecież wątpliwości, że postępowanie działaczy tej i innych prawicowych partii wynika z doktrynalnych nakazów Kościoła katolickiego. Zresztą przedstawiciele Kościoła bardzo gwałtownie zaatakowali uczestniczki protestu, odmawiając im wiedzy, chęci ochrony życia i dobrej woli. Abp Jędraszewski uznał, że marsze kobiet są "przerażającą współczesną manifestacją cywilizacji śmierci". Ksiądz Słyż napisał, że to, co widzimy na ulicach, to "karnawał diabła". Abp Hoser przywołał nawet warunki atmosferyczne, twierdząc, że marsz kobiet w Warszawie był "bardzo smutny, ponury, tak jak pogoda tego dnia". Hierarcha wyjaśnił, że było ciemno, zimno, padał deszcz i panował jakiś rodzaj zaćmienia. Biskup warszawsko-praski okazał się przy tym specjalistą od rozrodczości. Pytany, dlaczego Kościół sprzeciwia się aborcji będącej wynikiem gwałtu, oświadczył, że w takim przypadku stres jest tak silny, że do zapłodnienia rzadziej dochodzi niż w normalnych warunkach. - A jeżeli się zdarzy? - dociskał dziennikarz. - To jest możliwość urodzenia tego dziecka przy intensywnej pomocy psychiatrycznej, duchowej i ekonomicznej z perspektywą oddania później tego dziecka do wychowania - stwierdził hierarcha. No i tu ekscelencja trafił w czuły punkt. Polski Kościół traktuje bowiem kobiety jak maszyny do rodzenia, jak inkubatory albo worki na dzieci. Jak urodzisz, mimo że nie chcesz, to oddasz i zapomnisz. Jakże przypomina to nazistowski Lebensborn, gdzie kobieta z własnej woli zachodziła w ciążę ze starannie dobranym reproduktorem, a jej dziecko było oddawane na wychowanie. Tam także oprócz misji rozmnażania chodziło o próbę zahamowania liczby aborcji prawnie zakazanych, ale pokątnie wykonywanych.

Oprócz biskupów i prezesa Kaczyńskiego negatywnym bohaterem minionego poniedziałku został minister Waszczykowski, który najpierw na zapowiedź protestów zareagował lekceważącym "niech się bawią", a później orzekł, że ulice nie są miejscem do rozmowy o życiu i śmierci. Trzeba rozmawiać poważnie, a takim forum jest komisja sejmowa - oświadczył szef dyplomacji. Słusznie, tyle tylko, że Sejm przy wydatnym wysiłku posłów PiS odrzucił obywatelski projekt ustawy łagodzący przepisy antyaborcyjne, kasując możliwość takiej rozmowy. Nawiązując do klasyka, Waszczykowski stracił okazję, żeby siedzieć cicho.

Zobacz także: Janusz Korwin-Mikke: Marsze

Źródło: Super Express TV
autor: Leszek Miller zobacz inne artykuły tego autora
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: