WIADOMOŚCI Polityka Polska Warszawa Świat Opinie Ciekawostki USA NowaTV
Se.pl wiadomości opinie Paweł Kukiz: Nie mogę śpiewać przez Suskiego i Petru!

Paweł Kukiz: Nie mogę śpiewać przez Suskiego i Petru!

11.01.2017, godz. 02:00
Paweł Kukiz
foto: Super Express

Paweł Kukiz wyznaje specjalnie dla "Super Expressu": Nie mogę śpiewać przez Suskiego i Petru.

"Super Express": - Przez kogo mamy ten bałagan w Polsce?

Przez konstytucję z 1997 roku, brak jednomandatowych okręgów wyborczych, a mówiąc wprost – przez brak instrumentów wpływu na władzę w trakcie trwania kadencji. Gdyby władza posiadała świadomość, że w przypadku tak skandalicznych sytuacji, jakie dzieją się obecnie w Sejmie, obywatele mogą się skrzyknąć, zrobić referendum i zażądać samorozwiązania Sejmu, wówczas z całą pewnością postępowanie jednej i drugiej strony byłoby zupełnie inne.

- Ludzie się skrzykiwali, widziałem, jak i jedni, i drudzy protestowali.

Ale nie ma to mocy prawnej i cały ten konflikt mogłoby się rozwiązać jedynie na zasadzie ulicznej bitki. Referendum jest cywilizowaną formą rozwiązywania sporów międzypartyjnych przez obywateli. Obywatele są suwerenami i mogą powiedzieć: mamy tego dość, jeśli się nie uspokoicie, nie rozwiążecie tej sytuacji to zrobimy wszystko, by w drodze referendum rozwiązać Sejm. Ale w Polsce tak jest napisana ustawa referendalna, że 50 proc. obywateli musi przyjść do urn, aby referendum zostało uznane za ważne. A jeszcze wcześniej, nawet jeśli zbierze pan 500 tys. podpisów pod wnioskiem o referendum dotyczącym samorozwiązania Sejmu, to musi pan ten podpisy przynieść do Sejmu, który – uwaga – może, ale nie musi rozpisać referendum.

- Ta ustawa jest specjalnie tak napisana, żeby krzywda się politykom nie stała.

- Ta ustawa i konstytucja specjalnie są tak napisane, by partia, która objęła władzę, mogła z tym narodem robić to samo co PZPR. I dlatego tak się biją o tę konstytucję!

- Pan mówi, że PiS robi z Polakami to samo co PZPR?

- Wszystkie partie władzy mają takie same możliwości, jak PZPR w momencie objęcia tej władzy. Zawłaszczają, dostają do dyspozycji... tak jak dziś np. TK jest praktycznie wybrany przez PiS, w związku z tym sędziowie TK będą tak tłumaczyć konstytucję, jak chce tego PiS. Ustawa zasadnicza jest napisana tak ogólnikowo, że może pan robić z tą konstytucją, co się panu żywnie podoba.

- Wróćmy do naszej sytuacji - ten cały bałagan zaczął się w pewnym momencie i zaczął się z jakiegoś powodu. Kto jest za to odpowiedzialny? Nie mówmy o JOW, nie mówmy o konstytucji, tylko zejdźmy niżej, do konkretnych ludzi.

- Gdzie?

- Niżej, do konkretnych ludzi

- Od początku tej kadencji jest jedna zasada – ci, co stracili władzę, robią wszystko, by sprowokować PiS do takich zachowań, aby oni mogli krzyczeć, że nie ma w Polsce demokracji i nakręcić taki młyn, by do tej władzy wrócić. A ta durna konstytucja umożliwia tego rodzaju działania.

- Pan znowu o konstytucji...

- To jest konstytucja Kwaśniewskiego, która została stworzona po to, by ochronić klany partyjne, oligarchie partyjne i ich pieniądze, które zostały ukradzione z FOZZ i innych podobnych spraw. I tyle. Służy kaście politycznej.

– Czy można było tej sytuacji uniknąć?

- Wszystkiego można uniknąć. Na przykład żeby nie spowodować wypadku po pijaku, wystarczy nie wsiadać do samochodu po pijaku. Podobnie tutaj. Ale jeżeli istotą całego sporu jest jego eskalacja, to jak pan chce tego uniknąć?

– Ano tak chcę tego uniknąć, że być może marszałek, który prowadził obrady, popełnił błędy i dał się sprowokować. Może mu zabrakło zimnej krwi?

- Przecież powiedziałem, że właśnie na tym to polega – ci, którzy stracili władzę, prowokują tych, którzy ją objęli. A ci u władzy z lubością czekają na te prowokacje, by móc odreagować 8 lat cierpienia. Gdybym był marszałkiem Kuchcińskim, zrobiłbym 5 minut przerwy, poprosił posła Szczerbę do saloniku znajdującego się za stołem prezydialnym i powiedział: panie pośle, jestem od pana dwa razy starszy, mógłbym być pańskim ojcem, proszę mi okazać choć minimum szacunku. To jest pierwsza sprawa. A w przypadku blokowania tej mównicy wzywałbym każdego z posłów z imienia i nazwiska i nawoływał do zejścia z niej, bo w przeciwnym razie będę musiał skorzystać z regulaminu i nałożyć kary na posłów w wysokości obcięcia połowy honorariów na okres 3 miesięcy.

- Ale opozycja protestowała, a pan jest z opozycji i pan nie protestował.

- To nie jest bunt, tylko popłoch!

- W PO i Nowoczesnej jest popłoch?

- W PO to z całą pewnością.

- Dlaczego?

- Po pierwsze, partia jest nie do końca spójna.

- Ona jest spójna, oni bardzo spójnie chcą odzyskać władzę.

- Na pewno w ten sposób władzy nie odzyskają i broń Boże, żeby w ogóle ją odzyskali. Czasami sobie myślę, dlaczego w poniedziałek nie było Schetyny na spotkaniu liderów u marszałka Karczewskiego. Otóż być może on po prostu nie jest liderem. Tam nie ma lidera. I to jest podstawowa sprawa.

– No wie pan, to tak jest?

- Nie mówię, że wiem. Mówię, że być może. Niech pan się nad tym zastanowi.

– Kogo typowałby pan na lidera?

– A co mnie PO obchodzi?

- Kto w PO reprezentuje obóz młodych, te młode wilki?

– Pan Szczerba, pan Nitras, pani Pomaska.

– Jak przebiegało spotkanie u marszałka Karczewskiego?

– Była tam bardzo miła atmosfera.

- Niech pan powie coś, czego pan tam nie mówił. Jak to wyglądało za kulisami?

– Około dwóch godzin rozmów w kółko o tym samym. Właściwie miałem wrażenie, że bardziej było to spotkanie towarzyskie, ponieważ już na samym początku, bez żadnych szczególnych negocjacji, pan Petru zadeklarował, że nie będzie ze swoją partią blokować mównicy sejmowej. Zadając pytanie prezesowi, dowiedziałem się, że dziennikarze będą mieli te same prawa, które mieli przed wybuchem tej całej afery, łącznie z możliwością wejścia na galerię 11 stycznia. Później już nic szczególnego się nie działo.

- Petru wszedł na spotkanie do marszałka Karczewskiego i w zasadzie od początku poddał się bez walki?

– W wielkim skrócie tak.

– To co to są za negocjacje?

– Odniosłem wrażenie, że pan Petru był bardzo pasywny. Ale być może on w ogóle jest pasywny w życiu, w całokształcie. Ale od tej strony go po prostu nie znałem, byłem przekonany, że będzie jakaś ostra jatka. Choć ja się też nie dziwię, po tych wszystkich sytuacjach...

– Po jakich sytuacjach?

– Wylotów, przelotów, odlotów, dolotów itd. Mówię poważnie, trzeba mieć mocną psychikę, żeby potrafić rozmawiać również o jakichś innych rzeczach niż te chyba najistotniejsze dla każdego człowieka – osobiste.

ZOBACZ: Kukiz o wyjeździe Petru: Nie miałbym po co do domu wracać

- Mówi pan o tym wylocie, gdy Petru poleciał na Maderę z posłanką Szmidt?

– Nie wiem, gdzie poleciał.

Zrobiono mu zdjęcie w samolocie, że leci na nowy rok. Bez żony.

– Każdy ma prawo...

–... polecieć sobie, gdzie chce.

- Natomiast faktycznie jeżeli wcześniej kapitalnie gra się Rejtana, rozdziera szaty i przedstawia Polskę jako płonące państwo, które wymaga natychmiastowego gaszenia i leci się po wodę do Portugalii, to wie pan, dziwnie to wygląda.

- Przecież wiedzieliście o tym, że oni mają takie nieformalne związki w Sejmie, jedni z drugimi, drudzy z pierwszymi. To wszystko była taka tajemnica poliszynela.

– Cały ten system, cały ten ustrój, cała ta partiokracja powoduje, że polityka przypomina bardziej telewizyjny talk-show niż służbę obywatelom. Nawet nie przypomina, tylko staje się czymś takim. Proszę zauważyć – nikt z polityków nie mówi w tej chwili o smogu, o sposobie wyjścia z tego bagna, w jakim się znaleźliśmy. Tylko mówi się o relacjach Szczerba–Kuchciński. Co mnie one obchodzą?

- Ale proszę pana, pan Petru był do niedawna najważniejszą osobą, jeśli chodzi o opozycję...

– To może dla pana.

Nie, nie dla mnie, ale były sondaże. A teraz pan jest na czele sondaży. Tylko co z pana za opozycja?

– Ja nie poszedłem na tę wojnę, by zamienić ją w wyścig kolarski i kolekcjonować koszulki lidera, ale by zmienić konstytucję. Cieszyć się będę dopiero wtedy, gdy zobaczę, że step by step, krok po kroku, zmieniamy konstytucję, ustrój państwa. Proszę zauważyć, jaka prosta rzecz do zrobienia – opozycja zarzuca partii rządzącej, że przedłużane są przerwy, a Sejm nie może normalnie pracować. Dlaczego? Bo często poseł jest jednocześnie ministrem. Po pierwsze, to sytuacja niedopuszczalna, by w jednym ręku była władza ustawodawcza i wykonawcza, po drugie, posiedzenia są przesuwane, bo czekamy, kiedy rząd skończy obrady, a jakiś minister wróci z Bydgoszczy i by PiS miał większość.

- A spotkał się pan z tym Tuskiem czy nie?

- Zaraz do tego dojdziemy, ustrój państwa jest znacznie ważniejszy niż Tusk. Jest możliwe wprowadzenie instytucji posła zastępczego, czyli w momencie, kiedy poseł zostaje ministrem, na jego miejsce wskakuje kandydat, który w wyborach zajął kolejne miejsce. W momencie, gdy poseł przestaje być ministrem, poseł zastępczy przestaje pełnić mandat. Proste? Proste, ale oni tego nie chcą.

– PiS tego nie chce?

– Nie tylko PiS, nie chce tego Platforma, PSL, Nowoczesna, im wszystkim pasuje ten system, bo to najlepszy system do, że tak powiem, „przelotu obywateli”.

– Przelotu obywateli. Straszne słowa.

– A co pan widzi strasznego w tym?

– Bo jestem obywatelem i się źle czuje z tym. Czy widział się pan z Tuskiem?

- W ostatnim czasie nie. Ostatnio widziałem się z nim u Mellera w "Drugim śniadaniu mistrzów".

- I podobno był pan tam za grzeczny, żałuje pan?

– Ja już nie pamiętam, to było tak dawno, że w moim wieku należy uznać za zamierzchłą przeszłość.

Napisał pan na Twitterze, że wolałby być oskarżony o zoofilię niż takie spotkania. A znów twitterowcy piszą: fajny ten polityk Kukiz, ale trochę za bardzo nerwowy, egzaltowany.

- Pan też do takich spokojnych nie należy i też fajny pan jest. Wracając do tematu, dotarliśmy do podmiotu, który rozsiewał plotki o moim spotkaniu z Tuskiem. Podmiot ten, ukrywający się pod nickiem, utrzymywał, że ma zdjęcia, był świadkiem, ma dokumenty itd. W związku z tym zgłosiłem sprawę na policję, ustalę personalia podmiotu, by zobaczyć, czy to zwykły wariat, czy też członek jakiejś młodzieżówki. Podmiot ten (człowiek, może grupa osób) od dłuższego czasu pisze bardzo ciepło o Prawie i Sprawiedliwości.

– Czyli Prawo i Sprawiedliwość pana niszczy?

– Nie wiem, czy Prawo i Sprawiedliwość. Ale chcę pokazać, że pomówienia tego typu nie mogą pozostać bezkarne. To są bardzo poważne pomówienia, nie tylko politycznie, urągają mi osobiście, przyszedł taki moment, że do Tuska czuję coś więcej niż niechęć. A jeżeli jest to po prostu wariat, który sobie coś wymyśla, to chcę pokazać też pańskim kolegom dziennikarzom, jak wariat potrafi wykreować ich widzenie polityki. I to jest straszne.

– A sądzi pan, że możliwy jest scenariusz, w którym Donald Tusk wraca do Polski i zaczyna być szefem Platformy Obywatelskiej?

– Nie mam wątpliwości, że przynajmniej część środowisk, którym zależy na przywróceniu balcerowiczowskich porządków, zorientowała się, że ani Kijowski, ani Petru nie są w stanie zapewnić im powrotu. Schetyna też nie bardzo daje sobie radę z partią. Proszę zauważyć, że na początku krytycznie odnosił się do protestujących w Sejmie, teraz uległ im w jakiś sposób. Jest bardzo możliwe, że w związku z tym ataki na Kijowskiego, Petru to nic innego, jak przygotowywanie Tuskowi powrotu na wypadek, gdy nie zostanie on wybrany na drugą kadencję w Radzie Europejskiej.

Czyli pan mi mówi, że jest spisek, a środowiska Platformy Obywatelskiej atakują i Petru, i Kijowskiego, żeby ich osłabić po to, żeby wrócił Tusk?

– A ja tak powiedziałem? Ja nie mówię o Platformie, ale o korporacjach, pieniądzach. Nie o pośle Szczerbie (śmiech). Z całym szacunkiem dla tego posła, to są jednak zupełnie inne podmioty. Z wyjątkiem Kukiz’15 partie polityczne są w dużej mierze zależne od kasy. Po prostu.

I te poważne finansowe środowiska stawiają na Tuska?

– Jeżeli zawiodły się na Kijowskim i Petru, to muszą jakoś swoje biznesy ratować.

A gdyby okazało się, że Donald Tusk nie wraca do Polski?

– To zrobię wyjątek i jeden raz z tej okazji się napiję.

Dlaczego pan tak nie lubi Donalda Tuska?

– Zupełnie poważnie – dlatego, że ja mu kiedyś uwierzyłem. Że będą jednomandatowe okręgi wyborcze, uwierzyłem w te hasła 4xTAK dla Polski. On mnie oszukał. A ja oddałem samego siebie. Z drugiej strony jestem mu wdzięczny, bo nauczył mnie jednej rzeczy – jeśli chcesz osiągnąć cel, musisz o niego sam walczyć. I ja ten cel, nową konstytucję i społeczeństwo obywatelskie, osiągnę. Zobaczy pan!

– Pamiętam, jak występował pan w spotach Platformy Obywatelskiej…

– I tego mu nie wybaczę.

– Nigdy?

– Może przed śmiercią.

– A Kijowskiemu uwierzył pan kiedyś?

– (śmiech) No nie. Jestem wierzący, ale nie aż tak.

– Ale wydaje się, że w Komitet Obrony Demokracji zaangażowało się wielu dobrych, szczerych i autentycznych ludzi.

– Jest sporo działaczy, aktywistów, nie tylko w KOD, ale też w innych środowiskach, łącznie z Nowoczesną, którzy zdają sobie sprawę, że podstawową przyczyną kryzysu, z jakim mamy w Polsce do czynienia, są wady ustrojowe. Brak demokratycznych wyborów, czyli ordynacji większościowej, brak instrumentów kontroli nad władzą przed upływem kadencji. I tych wszystkich ludzi, bez względu na wiarę, światopogląd, kolor skóry, orientację seksualną, zapraszam do siebie. Nie do struktur – bo my ich nie mamy, ale do wywalczenia nowego ustroju.

– A PiS radzi sobie gospodarczo?

– He, he, he, he. Ja z przyjemnością za kilka lat na kolanach przeproszę, jeśli się mylę, ale uważam, że Polska ma dopiero szansę być w ruinie. Polska jest nadal rajem dla korporacji, a nie dla przedsiębiorcy. Opodatkowania – co oni wyprawiają, to jedną ręką dają, drugą zabierają.

– Ale na całe szczęście wycofali się z jednolitego podatku.

– Nie chodzi tylko o podatki, ale też o takie drobiazgi, jak gabinety polityczne, tak na szczeblu centralnym, jak i samorządowym. Wróćmy do tego smogu. Z czego on wynika? Z tego, że urządzenia grzewcze na obrzeżach Warszawy itd. nie są doskonałe, a ludzie nie mają pieniędzy, by je udoskonalić. Czy są pieniądze do pozyskania na ten cel? Są w gabinetach politycznych, które zabierają 500 milionów złotych rocznie z naszych kieszeni.

– Miały być zlikwidowane.

– Mało tego, to był pomysł PiS, projekt dwukrotnie składany w 2009 i 2011 roku. Myśmy ten projekt złożyli w tej kadencji, a PiS zagłosował przeciw. Pytałem Terleckiego: dlaczego zagłosowaliście przeciwko własnej ustawie? Odpowiedział: „Proszę państwa, inne jest spojrzenie z perspektywy partii władzy, inne z perspektywy partii opozycyjnej”. Ten system trzeba zmienić, bo inaczej zeżrą nas z kopytami.

– No niestety, to taki cynizm w praktyce. Czy pan by chciał, by na festiwalu w Opolu jeden dzień był poświęcony muzyce disco polo i czy pan, rockandrollowiec, lubi muzykę disco polo?

– Co do disco polo – ja już kilka lat temu, gdy warszawskie salony oburzone były na disco polo, że to coś strasznego, obrzydliwego, nieetycznego, zaprosiłem panią Schazzę i panią Dominikę Kurdziel do Opola na wspólny koncert. To był jeden z lepszych opolskich koncertów. Nie mam nic przeciwko temu, by jeden dzień poświęcony był temu, czego chcą słuchać ludzie. Bo to jest kraj obywateli, a nie elit intelektualnych połapanych z biznesem i politykami. Ja w tej chwili jestem w trakcie nagrywania płyty z Jankiem Borysewiczem. I powiem szczerze, że nie wiem, kiedy ją skończę. Bo wchodzę do studia, mam śpiewać piękną piosenkę o miłości, zamykam oczy, chcąc sobie przypomnieć najcudowniejsze chwile z moją Małgosią, i wie pan, kogo widzę? Suskiego, Petru i całe towarzystwo. Pozamiatane, nie jestem w stanie teraz nagrać piosenki i z góry przepraszam wytwórnię, jeśli nagranie się opóźni.

Rozmawiał Sławomir Jastrzębowski

Źródło: Super Express TV
autor: Rozmawiał Sławomir Jastrzębowski zobacz inne artykuły tego autora
Więcej wiadomości
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: