WIADOMOŚCI Polityka Polska Warszawa Świat Opinie Ciekawostki USA NowaTV
Se.pl wiadomości opinie Prof. Rafał Chwedoruk: PiS to konserwatyzm, nie socjalizm

Prof. Rafał Chwedoruk: PiS to konserwatyzm, nie socjalizm

29.11.2016, godz. 02:00
Rafał Chwedoruk
foto: Archiwum

Czy nasze społeczeństwo będzie trwale podzielone na wolnorynkową lewicę i socjalistyczną prawicę? Prof. Rafał Chwedoruk, politolog Uniwersytetu Warszawskiego, w rozmowie z "Super Expressem" rozwiewa wątpliwości.

"Super Express": - Czy rządowe programy społeczne, takie jak Rodzina 500 plus, Mieszkanie plus, program darmowych leków dla seniorów, kwota wolna od podatku dla najbiedniejszych, spowodują, że ludzie korzystający na tych zmianach staną się na lata twardym, "betonowym" elektoratem Prawa i Sprawiedliwości?

Prof. Rafał Chwedoruk: - To wygląda inaczej. Żelazna część elektoratu PiS będzie kierować się głównie kwestiami kulturowymi, nie socjalnymi. Wyborcy partii rządzącej częściej niż średnia społeczeństwa uczestniczą w praktykach religijnych, chodzą do kościoła, od poglądów na gospodarkę ważniejszy jest dla nich konserwatyzm. Są też kwestie geograficzne, to znaczy, że na PiS głosują mieszkańcy dawnej Galicji: Małopolski, Podkarpacia, a także postszlachecka ludność wschodniego Mazowsza i Podlasia. Natomiast programem socjalnym PiS poszerza swój elektorat, bo oprócz wyborców twardego elektoratu dociera też do społecznego centrum.

- To znaczy?

- Społeczne centrum wbrew stereotypowej opinii nie składa się z wielkomiejskiej klasy średniej, która jest biegunem polityki, a nie jej środkiem. W Polsce to centrum tworzą wyborcy z jednej strony mocno socjalni, z drugiej - trochę bardziej konserwatywni niż mieszkańcy wielkich miast, ale nie tak konserwatywni - na przykład w kwestii stosunku do ekshumacji czy aborcji - jak twardy elektorat PiS. A więc ten, kto chciał przejąć społeczne centrum i wygrać wybory w Polsce, musiał być troszkę bardziej konserwatywny, jednocześnie zdecydowanie bardziej prospołeczny w kwestiach ekonomicznych. I propozycje socjalne PiS, takie jak 500 plus, stały się dla tej grupy wyborców atrakcyjne. Fenomenem rozwoju PiS w ostatnich latach było poszerzenie elektoratu i głosowanie na partię Jarosława Kaczyńskiego wśród takich wyborców, wśród których się tego nie spodziewano. Tak jak w 2010 roku Platforma niespodziewanie zyskała poparcie na zdominowanej wcześniej przez Prawo i Sprawiedliwość ścianie wschodniej, tak teraz to PiS zyskał bardzo mocne poparcie na Ziemiach Odzyskanych, gdzie do tej pory tego poparcia nie notował. W miejscach, gdzie głosowano dotąd na SLD czy Platformę.

- Wejście PiS w tę grupę wyborców stawia pytanie, co dalej z lewicą. Czy młodzi lewicowcy z Warszawy, którzy przyjadą na spotkanie z zachwyconymi 500 plus mieszkańcami prowincji i zaczną opowiadać o lewicowych ideach i że PiS dla biednych nie zrobił prawie nic, mają szansę na przekonanie tych ludzi?

- Tak zwana nowa lewica w Polsce nie ma szans, jest zjawiskiem marginalnym, co pokazuje los Partii Razem. Jeżeli jakieś ugrupowanie lewicowe miałoby szansę powrócić do wielkiej polityki, to jest nim Sojusz Lewicy Demokratycznej. Z tym, że walczyć będzie nie o wyborców PiS, ale Platformy Obywatelskiej. SLD może zyskać na sentymencie do PRL. Platforma w ostatnich latach pozyskała wielu wyborców Sojuszu - emerytowanych wojskowych, milicjantów czy policjantów. Oferta SLD może jednak dla nich w przyszłości stać się atrakcyjna, na przykład w kontekście ostrego sporu o emerytury byłych funkcjonariuszy. I powrót SLD, które straciło pozycję przez wiele błędów i fatalnych sojuszy, do parlamentu może być możliwy.

- Czy rozróżnienie elektoratów na liberalny wielkomiejski i socjalny, ale konserwatywny na prowincji sprawi, że polska polityka nieco przypominać będzie amerykańską?

- Nie, takiej analogii nie widzę. Amerykańska polityka jest inna choćby z uwagi na liczne mniejszości, które odgrywają ogromną rolę na zapleczu Partii Demokratycznej. Jeżeli już miałbym szukać analogii, to do krajów Ameryki Łacińskiej sprzed wielu lat, gdzie właśnie rywalizowały ze sobą liberalne miasta z konserwatywną ubogą prowincją. A ze współczesnych państw do Izraela, gdzie zamożni potomkowie Żydów aszkenazyjskich są wyborcami ugrupowań liberalnych bądź Partii Pracy, zaś dużo ubożsi potomkowie Żydów safardyjskich popierają konserwatywny Likud.

ZOBACZ: Wicepremier Gliński: Przykro mi, że w TVP jest taki dom wariatów

autor: Przemysław Harczuk zobacz inne artykuły tego autora
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: