WIADOMOŚCI Polityka Polska Warszawa Świat Opinie Ciekawostki USA NowaTV
Se.pl wiadomości opinie Prof. Rafał Chwedoruk podsumowuje pierwszy rok prezydentury Andrzeja Dudy

Prof. Rafał Chwedoruk podsumowuje pierwszy rok prezydentury Andrzeja Dudy

08.08.2016, godz. 07:00
Rafał Chwedoruk
Rafał Chwedoruk foto: Super Express

Prof. Rafał Chwedoruk podsumowuje pierwszy rok prezydentury Andrzeja Dudy. Co na ten temat sądzi politolog?

"Super Express": - Andrzej Duda, startując w wyborach prezydenckich, mówił, że chce zostać zapamiętany jako ten, który przywrócił godność Polakom. Udało mu się?

Prof. Rafał Chwedoruk: - Jako społeczeństwo jesteśmy mniej lub bardziej, ale jednak podzieleni w sympatiach politycznych. Paradoksalnie prezydent pochodzący z powszechnych wyborów ma bardzo nikłe szanse na to, by przekroczyć te granice. Więc ci, którzy zaliczają się do zwolenników obecnie rządzących, zapewne uznają tezę o przywracaniu godności, powołując się na zmianę w sposobie prowadzenia polityki zagranicznej, na kwestie związane z kierunkiem polityki historycznej czy też na reformy społeczne - zwłaszcza w kontekście programu 500 plus i ewentualnego obniżenia wieku emerytalnego.

ZOBACZ: Nałęcz o Andrzeju Dudzie: "Poddaje się wręcz tresurze"

- A przeciwnicy prezydenta i obozu rządzącego?

- Ci ludzie pozostaną przy swoich opiniach, przywołując kwestię Trybunału Konstytucyjnego czy też resztę argumentacji, którą w sobotę prezentowała niezbyt udana, rachityczna manifestacja KOD.

- Jak pan ocenia rok prezydentury Andrzeja Dudy na tle jego poprzedników?

- Jeśli chodzi o sam model prezydentury, to wpisuje się on w to, co było wcześniej - i w doświadczenie Bronisława Komorowskiego, i w doświadczenie Lecha Kaczyńskiego. To znaczy prezydent jest elementem obozu rządzącego. Nie tworzy własnej formacji politycznej, jak niegdyś czynił to Lech Wałęsa. Nie próbuje też być samodzielnym graczem w obrębie swojego obozu, tak jak to robił Aleksander Kwaśniewski - szczególnie w czasie jego drugiej kadencji. Więc ocena prezydenta Dudy przez obywateli jest pochodną oceny całego obozu władzy, tak samo jak to było w przypadku Bronisława Komorowskiego. Niewątpliwe Andrzejowi Dudzie udało się zbudować pewien kontrast z Bronisławem Komorowskim, jeśli chodzi o kwestie przygotowania do pełnienia wysokich funkcji politycznych.

- Gdzie uwidocznia się ten kontrast?

- Przy zachowaniu wszystkich proporcji przypomina on sytuację z Lechem Wałęsą i Aleksandrem Kwaśniewskim tuż po wygranych wyborach. Andrzej Duda zdyskontował kwestie wykształcenia, pewnego obycia - także w polityce międzynarodowej - oraz znajomości języków obcych. Paradoksalnie również kontekst małżonki prezydenta odegrał tu pewną rolę. Widać też wyraźnie różnicę w postępowaniu politycznym wewnątrz kraju.

- Co w polityce wewnętrznej odróżnia Andrzeja Dudę od Bronisława Komorowskiego?

- Andrzej Duda w większym stopniu stał się kimś, kto miał uosabiać nadzieję osób dążących do zmiany, a więc tych, które z jakichś powodów czuły się rozczarowane. Natomiast Bronisław Komorowski starał się przedstawiać jako symbol zadowolonych, beneficjentów przemian ustrojowych. To był zresztą jeden z czynników, który przyczynił się do jego porażki w walce o drugą kadencję. Są jednak takie elementy, związane chociażby z polityką historyczną, które paradoksalnie zaczynał Bronisław Komorowski - jako przykład wymienię kult Żołnierzy Wyklętych. Można znaleźć kilka płaszczyzn, na których były prezydent próbował pokazać swoje konserwatywne oblicze.

- Powiedział pan, że Andrzej Duda jest elementem obozu rządzącego. Ten brak samodzielności jest jednym z najczęstszych zarzutów, jaki stawiają mu przeciwnicy. Czy patrząc obiektywnie, ten zarzut się broni? Czy raczej brak samodzielności wynika z umocowań konstytucyjnych urzędu prezydenta RP?

- Ten zarzut jest sam w sobie absurdalny. Co to znaczy w ustach jakiejkolwiek opozycji - aktualnej czy poprzedniej - że prezydent wybrany w powszechny wyborach ma być niezależny? Otóż to znaczy, że ma nie realizować obietnic wyborczych swojego obozu i woli politycznej tej części społeczeństwa, od której otrzymał poparcie w wyborach. Logicznie rzecz ujmując, na tym musiałaby polegać niezależność. Tak niezależnego prezydenta już mieliśmy - nazywał się Lech Wałęsa. I można odnieść wrażenie, że dzisiaj nikt nie tęskni za tą prezydenturą. Jakkolwiek byśmy oceniali historycznie postać Wałęsy, to bardzo trudno byłoby dziś, w myśl współczesnych standardów demokracji, bronić wielu aspektów jego prezydentury, np. słynnej falandyzacji prawa czy groźby rozwiązania parlamentu itd.

Źródło: Super Express TV
autor: Rozmawiał Mateusz Zardzewiały zobacz inne artykuły tego autora
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: