WIADOMOŚCI Polityka Polska Warszawa Świat Opinie Dzieje się USA NowaTV
SUPER EXPRESS.pl wiadomości opinie Sławomir Broniarz: Szkoła nie istnieje bez nauczycieli

Sławomir Broniarz: Szkoła nie istnieje bez nauczycieli

12.08.2017, godz. 02:00
Sławomir Broniarz
foto: Super Express

ZNP zapowiada kolejny protest. 4 września odbędzie się pikieta pod siedzibą MEN.

"Super Express": - Związek Nauczycielstwa Polskiego chyba bardzo lubi protestować. Co planujecie 4 września?

Sławomir Broniarz: - Wspólnie z rodzicami, uczestnikami koalicji "Nie dla chaosu" i organizacjami, które tworzyły komitet referendalny zaplanowaliśmy manifestację pod siedzibą Ministerstwa Edukacji Narodowej. Organizujemy ją, nie dlatego, że lubimy protestować, tylko dlatego, że chcemy zwrócić uwagę na ważną rzecz.

- Jaką konkretnie?

- Edukacja jest tą dziedziną życia społecznego, która bezpośrednio lub pośrednio dotyczy wszystkich. I to chyba nawet bardziej niż sądownictwo. Wobec tego chcemy zwrócić społeczeństwu uwagę, że 4 września będzie starterem reformy minister Anny Zalewskiej. A prawdziwe oblicze tej reformy poznajemy, czytając założenia podstawy programowej.

Chcemy zwrócić rodzicom uwagę, żeby wnikliwiej przyglądali się treściom edukacyjnym. Chcemy też uczulić nauczycieli na to wszystko, co ciąży na nas jako realizatorach reformy. Podkreślamy również dramatyczną sytuację pracowników niebędących nauczycielami - czyli woźnych, sprzątaczki, kucharki - bez których szkoła nie mogłaby funkcjonować.

- Jaki jest wasz wymarzony cel, który chcecie osiągnąć protestem? Zmiana dopiero wprowadzonej podstawy programowej? Cofnięcie reformy? Czemu ma służyć ta presja wywierana na rządzących?

- Mówienie o tym, że chcemy wywrzeć presję na rządzących, byłoby walką z wiatrakami. Przy tej większości parlamentarnej nie jesteśmy w stanie cofnąć reformy edukacji. Co więcej, wydaje mi się, że zmian strukturalnych nie cofnie w najbliższych kilku - kilkunastu latach żadna ekipa rządząca. Wynika to z tego, że reforma Anny Zalewskiej rozpoczyna się od środka. I jakakolwiek próba zmiany systemu szkolnictwa wywoła jeszcze większy chaos.

- Więc o co chcecie walczyć?

- O to, żeby te negatywne treści podstawy programowej, te negatywne elementy wynikające z celów tej reformy wywołały jak najmniejsze niepożądane skutki. Skutki, które będą dotyczyć rynku pracy, celów edukacyjnych, konstrukcji szkoły oraz konsekwencji politycznych.

Proszę zwrócić uwagę, że minister Zalewska mówiła, że reforma będzie bezkosztowa. Ale przecież samorządy wydają na nią setki milionów złotych. Reformy mieli nie zauważyć rodzice, uczniowie i nauczyciele. A to jest absurdem, bo przecież milion podpisów pod wnioskiem o referendum to były podpisy tych, którzy ją jednak zauważyli. Mówiono też, że nie będzie zwolnień - nic bardziej błędnego. Między założeniami a efektami jest przepaść i chcemy pokazać, jak ta reforma jest przygotowana i jaki chaos jej towarzyszy.

- Wspominał pan o negatywnych skutkach. Zastanawia mnie, skąd już teraz pan wie, że będą one negatywne? Może poczekajmy na efekty reformy?

- Chciałbym wierzyć, że skutki nie będą złe. Natomiast kredyt zaufania mógłby być brany pod uwagę, gdyby sam start tej reformy był poprzedzony chęcią debaty, chęcią merytorycznego przekonania nas do tego, że warto ją przeprowadzić. A przecież nic takiego nie miało miejsca. Zwracam też uwagę na rodzaj oszukańczej działalności organizacyjno-technicznej związanej z tą reformą.

- Na czym ta oszukańcza działalność miałaby polegać?

- W czasie kampanii wyborczej PiS mówił o likwidacji gimnazjów. Po wygranych wyborach ta sprawa zniknęła z dyskursu politycznego. I powróciła dopiero 27 czerwca - w pierwszym dniu wakacji. Minister Zalewska podstawę programową - a więc esencję reformy edukacji - ogłosiła w połowie wakacji, dając dwa tygodnie czasu na konsultacje. Musielibyśmy chyba robić debaty na plaży! To nie działo się bez przyczyny. Do tego ta cała technika, nachalna propaganda dotycząca miejsc pracy dla nauczycieli. To nie daje mi powodów, by wierzyć, że intencje są czyste.

- Rozumiem, że jako związek musicie bronić nauczycieli, ale szkoła jednak nie jest dla nich, tylko jest dla uczniów.

- Tak, i dlatego mówimy, że najbardziej poszkodowani tą reformą będą uczniowie. Będą oni także bezwzględnym weryfikatorem pracy nauczycieli - bo czasy, kiedy był jeden podręcznik i jeden program dawno minęły. Dziś dziecko wychodzi z klasy i nieprawdę, głupotę i kłamstwa nauczycieli weryfikuje, włączając telefon komórkowy i patrząc, jak konkretne kwestie są ujęte w internecie. To wszystko wymaga od nauczyli postawy autentyzmu, zaangażowania, wiarygodności. Rzeczywistego poświęcenia się tej pracy ze świadomością, że mamy do czynienia z dzieckiem. Nie bez przyczyny minister Zalewska mówiła, że to reforma przygotowywana z myślą o dzieciach. Tylko że w dyskursie o niej dzieci nigdy nie brały udziału. Szkoła, choć jest dla ucznia, nie istnieje bez nauczycieli. I to musi być brane pod uwagę.

Zobacz: TOMASZ WALCZAK VIDEOBLOG: Antoni Macierewicz kontra Andrzej Duda

Przeczytaj też: Prof. Piotr Wawrzyk: Komisja Europejska chce obalić polski rząd

Polecamy: Sławomir Jastrzębowski: Tej opozycji to chyba trzeba zacząć doradzać

autor: Rozmawiał Mateuz Zardzewiały zobacz inne artykuły tego autora
Więcej wiadomości
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: