WIADOMOŚCI Polityka Polska Warszawa Świat Opinie Ciekawostki USA
Se.pl wiadomości opinie Tomasz Grzywaczewski: Turcja walczy o samodzielność

Tomasz Grzywaczewski: Turcja walczy o samodzielność

11.08.2016, godz. 02:00
Tomasz Grzywaczewski
foto: EAST NEWS

- Obawiam się, że konflikt na Bliskim Wschodzie będzie trwał. W najbliższej perspektywie nie spodziewałbym się jakiegoś porozumienia pokojowego. To, że Turcja zbliżyła się z Rosją, to, że rosyjscy turyści wrócą do Turcji, wreszcie to, że wrócą pomysły ekonomiczne - jak choćby rurociąg po dnie Morza Czarnego - nie oznacza, że Turcja zrezygnuje ze swoich ambicji w Syrii. - wypowiada się Tomasz Grzywaczewski, dziennikarz, w rozmowie z "Super Expressem".

"Super Express": - Gdy w listopadzie 2015 roku tureckie wojsko zestrzeliło rosyjski samolot, wydawało się, że stosunki pomiędzy tymi krajami znalazły się na równi pochyłej. Tymczasem od chwili udaremnionej próby zamachu stanu w Turcji Erdogan wysyła w kierunku Rosji pojednawcze sygnały, a we wtorek spotkał się z Putinem. Czym możemy wyjaśnić ten nagły zwrot?

Tomasz Grzywaczewski: - Przede wszystkim na Turcję należy spojrzeć inaczej, niż patrzyliśmy na nią do tej pory. Ten kraj zawsze był traktowany przez Europę, Stany Zjednoczone czy, mówiąc szerzej - NATO - jako ważny, ale jednak nie do końca samodzielny gracz na arenie międzynarodowej. Jako państwo, które pozostaje w bloku zachodnim, ale jednocześnie jego polityka jest ewidentnie nakierowana na realizację interesów Zachodu. To wynika również ze względów historycznych - pamiętajmy, że Turcja praktycznie od zawsze toczyła wojnę z Rosją.

- Co się więc zmieniło?

- Gigantyczna różnica dokonała się na przestrzeni ostatnich kilku lat, po tym jak okrzepła władza Erdogana. Z perspektywy samej Turcji kraj ten nie jest już po prostu jednym z elementów układanki Zachodu, ale jest samodzielnym graczem - trzecim podmiotem. Zatem mamy NATO, Rosję i samodzielną Turcję.

- Jakie cele ma ta samodzielna Turcja?

- Będzie ona lawirowała pomiędzy Zachodem a Wschodem, starając się od każdej ze stron uzyskać jak największe korzyści. Było to już widać po niezwykle instrumentalnym potraktowaniu kryzysu migracyjnego przez Turcję. Wówczas Erdogan nie zachował się jak lojalny sojusznik NATO, który pomaga rozwiązać ten kryzys. Zachował się raczej jak handlarz, który w zamian za zatrzymanie fali imigrantów wysuwa żądania: po pierwsze chce pieniędzy, po drugie zniesienia wiz do UE dla obywateli Turcji. Istotnym elementem są również silne względy gospodarcze, jakie wiążą Turcję z Rosją - Erdogan musi na nie zwracać uwagę. Ale nie zapominajmy, że interesy geopolityczne Rosji i Turcji na Bliskim Wschodzie są sprzeczne.

- Dlaczego?

- O ile Rosja jest najwierniejszym sojusznikiem reżimu Asada, o tyle Turcja jest absolutnym przeciwnikiem obecnego przywódcy Syrii. Z punktu widzenia Ankary jest on rywalem do walki o władzę nad Bliskim Wschodem. Dlatego na to zbliżenie rosyjsko-tureckie spojrzałbym dosyć spokojnie. Dziś możemy mówić o przyjaźni, ale niewykluczone, że za pół roku, rok Turcja wykona kolejną woltę.

- Erdogan blefuje, by wywindować swoją pozycję w relacjach z Zachodem?

- Jest to bardzo możliwe. Wynika to z faktu, że Turcja chce być wreszcie samodzielnym graczem na arenie międzynarodowej. To trochę jak Rosja, która z jednej strony prowadzi bardzo agresywną politykę względem Zachodu, padają bardzo mocne słowa - szczególnie w kontekście Ukrainy. Jednak z drugiej strony dyplomacja rosyjska szuka zbliżenia z Europą, pewnego rodzaju porozumienia - przede wszystkim z Niemcami. Podobnie wygląda przyjaźń rosyjsko-chińska. Po prostu taka jest logika działania imperiów. A Turcja jest imperium aspirującym. I to jest ogromna zmiana w stosunku do tego, co było wcześniej.

- Jak zbliżenie rosyjsko-tureckie może wpłynąć na kryzys migracyjny?

- Obawiam się, że konflikt na Bliskim Wschodzie będzie trwał. W najbliższej perspektywie nie spodziewałbym się jakiegoś porozumienia pokojowego. To, że Turcja zbliżyła się z Rosją, to, że rosyjscy turyści wrócą do Turcji, wreszcie to, że wrócą pomysły ekonomiczne - jak choćby rurociąg po dnie Morza Czarnego - nie oznacza, że Turcja zrezygnuje ze swoich ambicji w Syrii. A te ambicje polegają po pierwsze na powstrzymaniu Kurdów, a po drugie na powstrzymaniu zapędów Asada. Dlatego obawiam się, że ta wojna będzie trwała. Co więcej, Turcja może wykorzystać zbliżenie z Rosją do odkręcenia kurka z uchodźcami. Ostatnio pojawiły się wypowiedzi tureckich polityków twierdzących, że UE nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań, nie chce znieść ruchu wizowego. To może spowodować, że Turcja uzna umowę z UE za nieważną. Wtedy kolejni uchodźcy przybędą do Europy.

Zobacz też: Leszek Miller komentuje: Turcy w Petersburgu

Źródło: TVN24/x-news
autor: Rozmawiał Mateusz Zardzewiały zobacz inne artykuły tego autora
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: