WIADOMOŚCI Polityka Polska Warszawa Świat Opinie Ciekawostki USA NowaTV
Se.pl wiadomości opinie Tomasz Walczak: Pan prezes i sabotażyści

Tomasz Walczak: Pan prezes i sabotażyści

17.11.2016, godz. 14:42
Tomasz Walczak
foto: SE/EAST NEWS

Źle musi dziać się w państwie polskim, skoro Jarosław Kaczyński sięga po propagandę politycznych desperatów.

W spowolnieniu gospodarczym, które pokazały statystyki GUS, widzi rękę mrocznych sił: „Są różne blokady, niekiedy bardzo dziwne blokady. Są na pewne cele pieniądze, a przedsiębiorcy związani z partiami opozycyjnymi dzisiaj nie chcą podejmować różnego rodzaju przedsięwzięć gospodarczych, zyskownych dla nich. Bo uważają, że wrócą dawne czasy”. A więc sabotaż.

Nie znoszę zbyt łatwych, oczywistych i przez to nieprzystających porównań historycznych, ale w tym wypadku narzucają się one same. Kiedy kolejne pięciolatki Stalina napotykały trudności, władza radziecka nie szukała ich przyczyn w błędnej polityce gospodarczej, ale w wywrotowcach na usługach imperialistów, którzy w swoich miejscach pracy – fabrykach, hutach, na wielkich budowach socjalizmu – sabotowali oczywisty geniusz centralnego planowania. Nie idea zawodzi, ale człowiek. I to człowiek skrajnie nam nieprzychylny, tęskniący za rządami reakcji.

Jarosław Kaczyński postanowił z tych doświadczeń skorzystać i wytłumaczyć wyborcom, czemu, wbrew twierdzeniom rządzących, kraj nie wstaje z kolan tak szybko, jak to było zapowiadane. Czemu ruina, którą rzekomo zastali, nie zamienia się krainę mlekiem i miodem płynącą. Pprzecież za problemy z inwestycjami publicznymi, napędzającymi gospodarkę za pieniądze unijne, są za to odpowiedzialne za ten stan rzeczy. Przecież to nie nieporadność rządu. To musi być krecia robota „resortowych dzieci”, „skompromitowanych elit III RP”, „agentów WSI” i innych „oderwanych od koryta”.

Odwołując się do tej retoryki, prezes Kaczyński sam wystawia świadectwo swojej drużynie. Gdyby wszystko było cacy, nie trzeba by szukać oparcia w teoriach spiskowych. Te zawsze są ostatnią deską ratunku dla tych polityków, którym kończą się argumenty. To one są przyznaniem się do słabości. Skoro zaczyna się tropić „wrogów wewnętrznych”, musi być już naprawdę nieciekawie. I tak należy tę wypowiedź odczytywać – nie jako zapowiedź rewolucyjnej walki z kułactwem i sabotażem, ale jako wywieszenie białej flagi.

autor: Tomasz Walczak zobacz inne artykuły tego autora
Więcej wiadomości
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: