WIADOMOŚCI Polityka Polska Warszawa Świat Opinie Dzieje się USA NowaTV
Se.pl wiadomości opinie Witold Waszczykowski: W każdej chwili Unia może nas oszukać

Witold Waszczykowski: W każdej chwili Unia może nas oszukać

11.03.2017, godz. 02:00
WITOLD WASZCZYKOWSKI
WITOLD WASZCZYKOWSKI foto: Super Express

Porażkę rządu na szczycie UE w sprawie wyboru Donalda Tuska komentuje obecny szef polskiej dyplomacji - Witold Waszczykowski.

"Super Express": - Polski rząd poniósł na szczycie Unii Europejskiej dotkliwą porażkę.

Witold Waszczykowski: - Nie przesadzajmy.

- Nie przekona mnie pan chyba, że to 27:1 to moralne zwycięstwo?

- To przegrana potyczka, ale przede wszystkim podkreślmy, że w ogóle nie było takiego głosowania, o którym mówią media. Mieliśmy do czynienia ze zwichnięciem wszelkich zasad i standardów, które były naginane nawet w trakcie prac Rady Europejskiej.

- W świat poszło, że było 27 do 1.

- Nasz oficjalny kandydat Jacek Saryusz-Wolski w ogóle nie został dopuszczony pod dyskusję, nie mówiąc o głosowaniu. Kiedy postawiono sprawę Tuska, zapytano tylko, kto jest przeciw. Mówienie o 27:1 jako wyniku głosowania jest nieuprawnione, bo nie wiemy, który z tych 27 krajów byłby za, a kto by się wstrzymał. To pytanie w ogóle nie padło.

- Panuje opinia, że liczono na sprzeciw Węgier i Wielkiej Brytanii.

- Wie pan, albo rozmawiamy o opiniach, albo o faktach.

- OK, o faktach.

- Fakty są takie, że nie dano szansy tym 27 krajom wypowiedzieć się, z góry zakładając ich poparcie dla Tuska.

- Faktem jest też to, że Jarosław Kaczyński miał pretensje do Viktora Orbána, premiera Węgier. Pretensje przecież nie o to, że Rada Europejska nie dała mu się wstrzymać od głosu...

- To jest już inna kwestia. Byłem kilka dni temu w Brukseli na Radzie do spraw ogólnych UE. Wspominałem tam o naszym oficjalnym kandydacie i żaden z ministrów tego nie zakwestionował. Nikt nie proponował też Donalda Tuska. Nikt nie dał po sobie znać, że zachowa się inaczej. To była gra pozorów i teatr...

- Gra, w której polski rząd został rozegrany.

- Nie. Problem jest głębszy. Wiele osób nie chce zauważyć, że z Unią Europejską dzieje się coś niedobrego. Stosowane są otwarcie podwójne standardy, co było choćby widać na wczorajszej Radzie Europejskiej!

- Czyli?

- Na jakiej podstawie uznano, że wprowadzenie kandydatury Jacka Saryusz-Wolskiego ma się odbywać na zasadzie konsensusu, czyli wypowiedzenia się 28 państw, a głosowanie nad drugą kandydaturą, czyli Donaldem Tuskiem, uznano już za wymagające głosowania zwykłą większością? Przecież to właśnie podwójny standard! Do tego niedoprowadzony do końca, bo nie było dokończenia procedury głosowania.

- I te metody głosowania budzą taki sprzeciw polskiego rządu?

- Nie. Największym problemem było skandaliczne zachowanie w trakcie obrad Rady Europejskiej. Kiedy dyskutowano kolejne punkty, do których negatywnie odnosiła się polska premier, równolegle obradowali prawnicy, którzy wymyślali ad hoc procedury zignorowania głosów delegacji polskiej!

- W Unii robiono tak już wcześniej, choćby po odrzuceniu eurokonstytucji...

- Nie tak otwarcie i od razu! Trudno jest grać w sytuacji, w której przestają obowiązywać dotychczasowe reguły i zmienia się je w trakcie gry. Niech pan pomyśli o meczu piłkarskim w którym w przerwie meczu sędziowie uznają, że jedna z drużyn może zagrywać na polu karnym ręką! To każe postawić pytanie, jak funkcjonować w instytucji, w której nie przestrzega się reguł.

- Zakłada pan możliwość, że Polska nie będzie funkcjonowała w ramach Unii Europejskiej?!

- Nie, to jest bzdura i rozgrywki opozycji. Jesteśmy w Unii, nadal jesteśmy w grze. Nie udała się potyczka, ale gramy nadal o większe rzeczy.

- To co w takim razie? Bojkot Rady Europejskiej?

- Nie, musimy tam funkcjonować. Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że w każdej chwili możemy zostać oszukani. Trzeba powiedzieć to otwarcie: polityka Unii okazała się polityką podwójnych standardów i oszukiwania. I do tego będziemy musieli dopasować swoją politykę i odnieść swoje zachowanie.

- To znaczy?

- Na pewno musimy drastycznie obniżyć poziom zaufania wobec UE. Zacząć prowadzić także politykę negatywną.

- W praktyce jak to będzie wyglądało?

- Choćby blokowania innych inicjatyw, aby prowadzić bardzo ostrą grę. Przez całe lata utrzymywano polską opinię publiczną w naiwności, że Unia Europejska to taki klub altruistów, w którym dba się o wspólny wynik. Wczoraj pokazano nam wyraźnie, że jest inaczej. Że trzeba mieć ostre zęby, umieć oddziaływać negatywnie.

- Przecież Unia Europejska tak funkcjonuje od lat! Nie wierzę, że myśleliście o UE jako o grupie altruistów. Największe kraje dogadują wiele rzeczy w kuluarach i później przeciskają to jak nie jednym, to kilkoma kolanami. Mniejsi są rozgrywani...

- Kuluary tak, ale tego typu bezczelna zmiana reguł przy głosowaniu w trakcie obrad miała miejsce pierwszy raz! Kilka godzin przed głosowaniem kanclerz Merkel, tonem dyrektywy politycznej, wypowiada się w Bundestagu, zapowiadając, że "już za kilka godzin wybierzemy Donalda Tuska", ciesząc się, że będzie mogła nadal z nim współpracować.

- Właśnie! Dogadane wcześniej w kuluarach. Wiadomo, że Tusk przejdzie i jest przyklepany.

- OK, ale w takim razie, po co te wszystkie procedury, skoro są nieważne, a ważne jest wyłącznie dogadanie się na boku?

- Czy nie warto było dogadać się właśnie na boku w sprawie Tuska i odpuścić?

- Mieliśmy zaakceptować tego człowieka, który ma za sobą katastrofę smoleńską, serię spraw takich, jak reprywatyzacja w Warszawie, Amber Gold, upadek stoczni, afera hazardowa itd.?

- Nie. Ja rozumiem, że PiS nie mógł poprzeć Tuska, ale nie można było np. wstrzymując się od głosu, uzyskać czegoś w zamian?

- Nie mieliśmy żadnego sygnału ze strony Unii, że coś takiego może wchodzić w grę, a co najważniejsze, ze strony Donalda Tuska. Na żadnym etapie rozmów.

- Można było w ogóle zakładać, że kandydaturę Tuska da się utrącić? Angela Merkel ma na głowie wybory, w których zaczął jej zagrażać Schultz, są wybory we Francji, jest brexit... W takiej sytuacji większości krajów szukanie teraz nowego kandydata się nie opłacało.

- Kiedy półtora miesiąca temu rozmawialiśmy z Angelą Merkel w Warszawie, miała świadomość, że Donald Tusk nie będzie naszym kandydatem. I odpowiedziała, mówiąc brydżowym językiem, otwartym wistem.

- A dla kogoś, kto gra bardziej w szachy niż brydża?

- Kanclerz Merkel zasugerowała, że jest otwarta na różne rozwiązania. Nie chciałaby tylko zaakceptować na tym stanowisku socjalisty. Mieliśmy zresztą więcej takich sygnałów. W przeddzień głosowania Polskę odwiedził niemiecki minister Sigmar Gabriel. I z pełnym zrozumieniem przyjął nasze uwagi dotyczące Tuska i sugestię, że chcemy odroczyć głosowanie na następne dni lub tygodnie.

- Czyli jednak was ograno.

- Funkcjonowanie Rady, to, co się w czwartek stało, dało sygnał, że będziemy oszukiwani. Konfrontowani z wielką falą szantaży, nacisków. Z budowaniem koalicji przeciwko Polsce. W polityce klimatycznej, energetycznej i podobnych. Niestety, to będzie twarda walka niemająca nic wspólnego z jakąś europejskością i ideologią, ale z twardymi interesami. Choć samo trwanie Donalda Tuska niczego w naszej polityce nie zmieni. Do tej pory nam nie pomagał i zakładamy, że nadal pomagał nie będzie.

- Po takim starciu może zacznie wam jednak aktywniej przeszkadzać?

- Może być gorzej, ale przeszkadza nam już od grudnia. Kilkakrotnie występował przeciwko Polsce. Uzurpował sobie prawa do rozliczania naszego kraju z jakichś standardów. Choć przecież jest technicznym urzędnikiem wysokiego szczebla, który ma dbać o sprawny przebieg Rady Europejskiej.

- W Polsce pojawiły się pogłoski, że podobno w sprawie polityki wobec UE są poważne tarcia między panem a wiceministrem Konradem Szymańskim.

- To nieprawda.

- Nie spodziewam się, że pan potwierdzi, ale podobno złożył pan wniosek o jego dymisję i wycofał...

- To też nieprawda.

- Już po szczycie premier Szydło zapowiedziała, że nie uznaje jego konkluzji.

- Bo tak powinno być zgodnie z prawem europejskim, jeżeli konkluzji nie uznaje się przez konsensus. Powinny w takim razie uznane za non est, czyli nieobowiązujące. Tak by było, gdyby Unia sama stosowała się do swoich zasad.

- Kiedy premier Szydło wspomniała o zasadach, prezydent Francji Hollande miał powiedzieć, że "wy macie zasady, my mamy fundusze strukturalne".

- Nie słyszałem tej wypowiedzi, ale wcale by mnie z ust francuskiego prezydenta nie zdziwiła, bo byłoby to wpisanie się w linię, którą prezentował kiedyś na forum Unii Europejskiej Jacques Chirac, mówiąc, że Polska straciła szansę, by siedzieć cicho. Dziwiłoby mnie to jednak od tej strony, że Hollande wykazałby się tu kompletną nieznajomością spraw polityczno-ekonomicznych i tego, czym są te fundusze, z których 80 proc. i tak wraca do państw takich jak Francja czy Niemcy.

Zobacz: Prof. Piotr Wawrzyk: Brak demokracji jest największym problemem Unii

autor: Rozmawiał Mirosław Skowron zobacz inne artykuły tego autora
Więcej wiadomości
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: