WIADOMOŚCI Polityka Polska Warszawa Świat Opinie Ciekawostki USA NowaTV
Se.pl wiadomości polityka Były pracownik ambasady w Moskwie o katastrofie smoleńskiej. "Co to za manekiny leżą?"

Były pracownik ambasady w Moskwie o katastrofie smoleńskiej. "Co to za manekiny leżą?"

22.11.2016, godz. 15:32
Wrak Tu-154M
Wrak Tu-154M foto: Super Express

Dziś w sądzie w Warszawie w procesie przeciwko Tomaszowi Arabskiemu, który w kwietniu 2010 roku był szefem kancelarii premiera, a także czterem innym osobom. Jako świadek na wtorkowej rozprawie zeznawał były pracownik ambasady polskiej w Moskwie, Tomasz T. Mówił o tym, co wydarzyło się w dniu katastrofy smoleńskiej, a także przypomniał reakcje osób, które pojawiły się na lotnisku w Siewiernyj.

Tomasz T. zeznał, że był na lotnisku pod Smoleńskiem, 10 kwietnia. - Usłyszałem bardzo silny ryk silników, po czym myślałem, że samolot wylądował, ale potem zapadła cisza, która była przerażająca- mówił T. To był dla mnie sygnał, że coś się stało - zeznawał opowiadając, co się wtedy wydarzyło. Wsiadł więc do samochodu i pojechał w stronę, z której dobiegły fo ogłosy. Wraz z nim na miejsce dotarła też pracownica ambasady, która gdy byli już na miejscu katastrofy zapytała zdziwiona:-"Co to za manekiny leżą?" Zobaczyłem, że to są pokiereszowane ludzkie ciała. Powiedziałem, że to ofiary katastrofy - powiedział T. Były pracownik polskiej ambasady w Moskwie zeznał też, że polecił, aby teren lotniska został dopilnowany, tak by ograniczyć dostęp do miejsca katastrofy dziennikarzy: -  Poleciłem, by ze względów etycznych i szacunku dla ofiar i ich rodzin, ograniczyć dostęp dziennikarzy na teren katastrofy.

Tomasz T. mówił przed sądem, że wykonywał polecenia, które wydawała kancelaria premiera i kancelaria prezydenta, jak również ministerstwa spraw zagranicznych: - Byłem wykonawcą poleceń przychodzących zarówno z Kancelarii Prezydenta, jak i KPRM, i MSZ co do obsługi wizyt w kwietniu 2010 r. premiera i prezydenta po tym, gdy mieli wylądować w Smoleńsku. Wspomniał też, że jeszcze w czasie przygotowania wizyty w Rosji, strona rosyjska złożyła propozycję, w w samolocie prezydenckim był obecny rosyjski nawigator, ale w końcu zdecydowano, że jego obecność jest zbędna: - Pod koniec marca 2010 r. ambasada dostała informację od sił powietrznych, że załoga zna dobrze rosyjski i zna procedury lądowania, wobec czego obecność lidera nie jest potrzebna - mówił w sądzie świadek. Sąd zapytał T. czy znał warunki jakie były na lotnisku: - Zwracaliśmy uwagę, że nie ma tam zabezpieczeń pasa startowego, systemów paliwowych i agregatów prądotwórczych, wobec czego lądowanie grupy przygotowującej wizyty premiera jest niemożliwe.  Potem Rosjanie oświadczyli, że lotnisko będzie od 7 do 10 kwietnia otwarte i w pełni sprawne - dodał T. Przedstawił sądowi swą przepustkę, wydaną przez Federalną Służbę Ochrony na lotnisko na te dni - powiedział.

Zobacz: Tak upadlano wdowę smoleńską po śmierci męża

Źródło: TVN24/x-news
Więcej wiadomości
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: