WIADOMOŚCI Polityka Polska Warszawa Świat Opinie Ciekawostki USA NowaTV
Se.pl wiadomości polityka Korwin-Mikke po pierwszej rozprawie w sprawie spoliczkowania: Zdziwiłem się...

Korwin-Mikke po pierwszej rozprawie w sprawie spoliczkowania: Zdziwiłem się...

09.09.2016, godz. 15:56
 JANUSZ KORWIN MIKKE
JANUSZ KORWIN MIKKE foto: Super Express

Przed warszawskim sądem odbyła się w piątek pierwsza rozprawa w sprawie spoliczkowania przez Janusza Korwin-Mikkego europosła PO, Michała Boniego. "Michał Boni dostał z dłoni" ponownie przebija się więc do mediów. Jak skomentował po rozprawie JKM - Najbardziej zszokowało mnie, że ja dołożyłem starań, żeby odbyło się to w kuluarach, a on natychmiast siadł do Twittera i poinformował o tym cały świat. To mnie zdziwiło, bo kiedyś ludzie, kiedy wpadli do szamba, to się raczej tego wstydzili, a nie oznajmiali tego wszystkim.

Przypomnijmy: JKM nazwał w latach 9-tych Boniego agentem. Ten się od tego odżegnywał i nazwał swojego oponenta mianem "oszołoma". Gdy w 2007 roku Boni przyznał się do swojej agenturalnej przeszłości, lider KORWiN oczekiwał przeprosin i zadeklarował, że jeśli Boni tego nie zrobi, to uczyni mu dyshonor w postaci spoliczkowania. Gdy spotkali się po latach, JKM dotrzymał danego słowa i potraktował kapusia, który go oczerniał, w należyty sposób.

Po rozprawie oskarżony powiedział: - Sprawa dotyka fundamentalnych wartości: czy istnieją jeszcze jakieś prywatne formy postępowania w prawie czy wszystko musi odbywać się przed państwem? Moje ostatnie słowa na rozprawie były mniej więcej takie: jak obrazi mnie dziecko, to nie odwołuje się do sądu dla nieletnich, tylko daję klapsa.

Jak kontynuował: - Pan Boni powiedział, że zacisnęły mu się pięści, żeby mi oddać. Mnie się pięści nie zacisnęły, bo ja go nie uderzyłem, tylko spoliczkowałem. To nie jest po to, żeby uderzyć czy sprawić ból. To jest czynność czysto symboliczna. I wydaje się, że o to jest spór – czy istnieją czynności symboliczne, dyshonorujące czy wszystko musi być zrobione przez sąd?

Następnie dodał: - Kiedy pan Boni w 2007 roku przyznał się, że był agentem, to nie uznał za rozsądne, żeby mnie przeprosić. Twierdzi, że przeprasza wszystkich, których pokrzywdził jako agent, ale to mnie nie obejmuje. To mnie wyzwał od oszołomów, bo miałem czelność nazwać go agentem.

Na koniec dodał: - Pan Boni wiedział, że ja poprosiłem o przeprosiny i że obiecałem, że go spoliczkuję (…). Nie chciałem tego robić przy telewizji, spoliczkowałem go w miejscu zamkniętym, pałacyku MSZ-u, gdzie było tylko kilkanaście osób. Najbardziej zszokowało mnie, że ja dołożyłem starań, żeby odbyło się to w kuluarach, a on natychmiast siadł do Twittera i poinformował o tym cały świat. To mnie zdziwiło, bo kiedyś ludzie, kiedy wpadli do szamba, to się raczej tego wstydzili, a nie oznajmiali tego wszystkim.

Zobacz także: Prostytutka zeznała policjantom: Przyjmowałam klientów w mieszkaniu posła

Źródło: TVN24/x-news
Więcej wiadomości
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: