WIADOMOŚCI Polityka Polska Warszawa Świat Opinie Ciekawostki USA NowaTV
Se.pl wiadomości polska Chłop chciał wziąć grzechy księdza-pijaka na siebie!

Chłop chciał wziąć grzechy księdza-pijaka na siebie!

19.11.2016, godz. 02:00
Duchowny się napił, chłop przed sądem
foto: Wojciech Jargiło/Super Express

Żenada. W Lublinie rozpoczął się proces księdza Leszka Sz. (53 l.), który szalał po mieście samochodem, mając 2,2 promila alkoholu we krwi. Nie dość, że pijak nie stawił się przed sądem, to wysłał tam Edwarda D. (65 l.), swojego znajomka, który... twierdzi, że to on jechał wtedy audi duchownego. "Dubler" wygadywał dyrdymały, nie poznała go świadek zdarzenia, ale grzechy proboszcza chce wziąć na siebie.

Przypomnijmy: w lutym tego roku przed rodzinę jadącą autem ul. Filaretów w Lublinie nagle wyjechał z bocznej uliczki samochód. Gdyby nie refleks Piotra W. (37 l.), doszłoby do wypadku, ucierpiałby on, jego żona i 10-miesięczna wtedy córeczka. Na szczęście w ostatniej chwili odbił na drugi pas. - Widzieliśmy twarz kierowcy. Jego błędne, nieobecne oczy - opowiadali małżonkowie. Chwilę później zauważyli, że audi jedzie wężykiem całą szerokością jezdni. Zaalarmowali policję i ruszyli za piratem. A ten zatrzymał się przy plebanii jednej z parafii w Lublinie. Z audi chwiejnym krokiem wysiadł kierowca i wszedł do środka.

Pojawili się policjanci, przez 10 minut dobijali się do drzwi plebanii. W końcu pojawił się w nich ksiądz Leszek Sz., ledwie stał na nogach. - Samochodem jeździł siostrzeniec - wybełkotał. Nie potrafił jednak powiedzieć, gdzie jest rzekomy krewny.

Już na etapie śledztwa duchowny zmienił zdanie. Audi miał prowadzić jego kolega, Edward D.

- Nie korzystałem tego dnia z samochodu. Około godz. 9 rano wypiłem 300-400 gramów brandy i poszedłem spać - oświadczył podczas przesłuchania.

Przed sądem Leszek Sz. się nie stawił. Zachorował. Broni go dwóch znanych lubelskich adwokatów. Włożyli oni wiele sił, by zdewaluować zeznania Wioletty W. (35 l.), która z mężem doprowadziła do zatrzymania pijanego kierowcy (Piotra W. nie było na rozprawie, jest w szpitalu). Protestowali żarliwie, kiedy prokurator zażądał konfrontacji kobiety z Edwardem D., przekonującym, że to on jechał audi. Ale sędzia Marta Marczewska była nieugięta.

- Stwierdzam, że to nie ten mężczyzna prowadził audi, tamten był tęższy - nie miała wątpliwości świadek Wioletta. - Schudłem kilkanaście kilogramów - Edward D. miał szybkie wytłumaczenie. Jawił się jako przyjaciel księdza, który często pożyczał mu samochód. Kluczyki brał sam z plebanii. Tak miało być też feralnego dnia. Pojechał autem do swojego domu, stwierdził jednak, że jest usterka, postanowił oddać audi. Jechał normalnie.

Zobacz: TVN24: Kajetan P. będzie uznany za niepoczytalnego

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: