WIADOMOŚCI Polityka Polska Warszawa Świat Opinie Dzieje się USA NowaTV
Se.pl wiadomości polska Mój Kacperek ROZBIŁ CZASZKĘ spadając z tapczanu

Mój Kacperek ROZBIŁ CZASZKĘ spadając z tapczanu

06.06.2017, godz. 05:00
Mój Kacperek rozbił czaszkę
Mój Kacperek rozbił czaszkę foto: Dariusz Dutkiewicz/Super Express

Katarzyna Stańczyk (23 l.) wciąż nie może otrząsnąć się z szoku. - To był horror! Synek spadł z tapczanu i pękła mu czaszka. To był nieszczęśliwy wypadek, ale ja i mój partner trafiliśmy za kratki. Szalałam z niepokoju o życie Kacperka, a nie mogłam przy nim być. Teraz czuję się napiętnowana - mówi kobieta.

Było wtorkowe popołudnie, kiedy pan Tomasz (34 l.) bawił się z synkiem na tapczanie w mieszkaniu przy ul. Osiedlowej w Kostrzynie nad Odrą (woj. lubuskie). Jako budowlaniec pracował ciężko przez kilkanaście ostatnich godzin. Przysnął. No i malec wykorzystał ten moment. Kacperek (10 mies.) podczołgał się na brzeg kanapy. Runął na podłogę, uderzając główką o brzeg pobliskiej komody. - Weszłam do pokoju, kiedy Tomek podnosił z podłogi naszego synka, tulił go. Już wtedy wiedziałam, że stało się coś strasznego - wspomina Katarzyna Stańczyk.

Kobieta natychmiast zadzwoniła na pogotowie. Malucha przewieziono na oddział dziecięcy szpitala w Gorzowie Wielkopolskim. Tam lekarze stwierdzili, że Kacperek ma pękniętą czaszkę na odcinku dziesięciu centymetrów. Pojawiło się podejrzenie, że sprawcami urazów dziecka są jego rodzice. W środę rano zrozpaczoną matkę ze szpitala zabrała policja. Wkrótce z mieszkania w Kostrzynie zabrano także jej partnera. - Nie wiem, dlaczego go zamknęli, bo przecież to przykładny ojciec, całował tego malca na spacerach, tulił - dziwi się sąsiadka z parteru.

Tymczasem w gorzowskim szpitalu trwała walka o życie Kacperka. Lekarze dokonywali cudów. - Ja w tym czasie siedziałam za kratami i prosiłam policjantów, żeby informowali mnie, co dzieje się z moim synkiem. Funkcjonariusze, pomimo że formalnie byłam więźniem, dzwonili do szpitala i dzięki temu wiedziałam, że Kacperek ma się lepiej. Wspaniali ludzie, bez ich pomocy chyba bym oszalała - mówi Katarzyna.

Prokuratorskie śledztwo wykazało, że rodzice nie katowali dziecka. Do urazu głowy doszło przez pechowy wypadek. Chłopczyk dochodzi teraz do zdrowia w szpitalu. Mama z tatą ciągle czuwają przy jego łóżeczku. Zrozpaczony ojciec Kacperka, pan Tomasz, usłyszy jednak zarzut narażenia dziecka na utratę zdrowia czy też nawet życia. Miał pecha, że zmęczony pracą na chwile zasnął...

Zobacz także: Białystok: Wyjechał ze stacji benzynowej wprost pod tira

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: