WIADOMOŚCI Polityka Polska Warszawa Świat Opinie Dzieje się USA NowaTV
SUPER EXPRESS.pl wiadomości polska Największe masakry w PRL-u. Tak władza nękała Polaków

Największe masakry w PRL-u. Tak władza nękała Polaków

22.06.2017, godz. 16:01
Super Historia 22 06
Manifestacja robotnikow zakladow Cegielskiego na ul. Armii Czerwonej (obecnie Swiety Marcin); Poznan, 28.06.1956. foto: EAST NEWS

Gdyby nie Ursus, gdyby nie Radom, tobyśmy jedli chleb z marmoladą - tak mówiono po strajkach robotników w czerwcu 1976 r. Wtedy to po raz pierwszy władza zwana ludową ugięła się przed żądaniami protestujących.

Wszystko zaczęło się 24 czerwca 1976 roku. Wtedy to premier Piotr Jaroszewicz zapowiedział w Sejmie podwyżki cen podstawowych artykułów spożywczych (m.in.: mięsa i ryb - 69 proc., nabiału - 64 proc., ryż - 150 proc., cukru - 90 proc.). Decyzja ta była iskrą zapalną dla pogarszających się od dawna nastrojów społecznych. Podsyciła je jeszcze propozycja wypłat rekompensat, która miała złagodzić skutki wzrostu cen. Dlaczego? Uznano ją za skrajnie niesprawiedliwą. Zarabiający poniżej 1,3 tys. zł mieli otrzymać 240 zł, zaś ci z pensjami powyżej 6 tys. zł - nawet 600 zł. Następnego dnia, 25 czerwca, wybuchły strajki w wielu przedsiębiorstwach na terenie 24 województw. Łącznie strajkowało ok. 80 tys. osób z 97 zakładów pracy. Do największych wystąpień doszło w Radomiu, Ursusie i Płocku.

Radom

To właśnie w Radomiu z aparatem komunistycznej władzy starła się najliczniejsza, ponad 20-tysięczna rzesza robotników. O godz. 6.30 protest rozpoczęli pracownicy Zakładów Metalowych, przerwali pracę i wyszli na ulicę. Do pochodu przyłączyli się pracownicy z 25 największych zakładów. Około godz. 10 przed gmachem Komitetu Wojewódzkiego PZPR zebrał się kilkutysięczny tłum, który domagał się cofnięcia podwyżek. Po kilku godzinach oczekiwania na odpowiedź, zdesperowany tłum wtargnął do "Domu partii". Gdy okazało się, że budynek jest pusty, manifestanci zaczęli go demolować. Przez okna leciały maszyny do pisania, radia, telewizory, dywany, a nawet biurka. A kiedy w partyjnym bufecie zobaczyli szynki i wędliny, których nie było w sklepach, z wściekłości podpalono budynek. Wtedy to w MSW podjęto decyzję o uderzeniu na demonstrantów. Pierwsze jednostki dotarły pod siedzibę KW przed godz. 15.

Dramatyczne walki na ulicach

Od początku protestów do miasta zaczęły przybywać dodatkowe siły MO i ZOMO, które rozpoczęły natychmiast akcję pacyfikacyjną. W sumie przeciw manifestującym władza rzuciła ok. 1550 funkcjonariuszy. Rozpoczęły się starcia uliczne w całym mieście. Do protestujących dołączyli robotnicy z drugiej zmiany, a także studenci. Nad ulicami krążyły helikoptery, z których milicja fotografowała demonstrantów. Oddziały ZOMO zaatakowały tłum gazem łzawiącym, armatkami wodnymi i pałkami. W odpowiedzi leciały kamienie i kostki brukowe. Zginęło dwóch uczestników, przygniecionych przez przyczepę wypełnioną betonowymi płytami, a około 200 doznało obrażeń. Po kilku godzinach walk sytuacja została opanowana, a siły porządkowe przystąpiły do wyłapywania podejrzanych, czyli każdego, kto wpadł im w ręce. Zatrzymano 634 osoby, które przewieziono do komendy MO. Jeszcze tego samego dnia wieczorem władza zdecydowała o wstrzymaniu podwyżki. Decyzję ogłosił w przemówieniu telewizyjnym premier Piotr Jaroszewicz.

Ursus - "bydło do roboty"

Tak podobno powiedział pracujący w Ursusie funkcjonariusz ORMO, gdy rano niemal cała załoga Zakładów Mechanicznych Ursus zgromadziła się w centralnym punkcie fabryki i chciała rozmawiać z dyrekcją. Po fiasku rozmów wyszli na pobliskie tory, by zablokować połączenia kolejowe Warszawy z Łodzią, Poznaniem i Katowicami. W ten sposób cała Polska dowiedziała się o ich proteście. Ponad tysiąc osób siedzących na torowisku tworzyło żywą zaporę i zatrzymywało pociągi. Pacyfikacja Ursusa rozpoczęła się dopiero wieczorem. Wówczas tłum stopniał do kilkuset osób. Demonstranci zostali zaatakowani przez ZOMO-wców, używających petard, gazów łzawiących i pałek. Mniej więcej po godzinie funkcjonariusze opanowali sytuację i rozpoczęła się łapanka na ulicach. W wyniku aresztowań zatrzymano 194 osoby.

W Płocku spokojniej

Głównym ośrodkiem oporu były Zakłady Rafineryjne i Petrochemiczne. Na kilku wydziałach strajkowano od rana, jednak dopiero po zakończeniu pierwszej zmiany przy jednej z bram zebrała się grupa kilkuset osób, które ruszyły w stronę KW PZPR. Około godz. 17 przed siedzibą partii tłum liczył już 2-3 tys. osób. Rozmowy z I sekretarzem KW Franciszkiem Teklińskim nic nie dały. Budynek KW obrzucono kamieniami, wybito kilka szyb, zaatakowano wóz straży pożarnej. Doszło do starć z oddziałami ZOMO, które po rozpędzeniu tłumu zatrzymały 55 osób.

Brutalne represje

W nocy z 25 na 26 czerwca rozpoczęły się aresztowania podejrzanych o udział w demonstracjach. Aresztowani byli poddawani specyficznym torturom. Na komisariatach i w aresztach przepędzano ich przez tzw. "ścieżki zdrowia". Każdy, kto wychodził z celi na przesłuchania, miał "oklep". Milicjanci stali w dwóch szpalerach z pałkami i bili przechodzących pomiędzy nimi. A gdy ktoś chciał przelecieć biegiem, musiał wrócić i zaczynał ścieżkę od początku. Funkcjonariusze zachowywali się niezwykle brutalnie, a złapani byli po prostu katowani. Wytaczano procesy, w których oskarżenia opierano na fałszywych zeznaniach funkcjonariuszy MO, a wyroki skazywały nawet na 10 lat więzienia. Ponadto zwalniano dyscyplinarnie ludzi z pracy z tzw. wilczym biletem, co utrudniało znalezienie jakiegokolwiek zajęcia.

Kampania nienawiści

W następnych dniach rozpoczęła się wielka kampania propagandowa potępiająca strajkujących. W ten sposób władze postanowiły zrekompensować swoje ustępstwo. Kampania nienawiści odbywała się w prasie, radiu i telewizji oraz w formie wielotysięcznych wieców na głównych placach i stadionach miast i miasteczek. Gromadzone na tych wiecach tłumy robotników zgodnie z wytycznymi wyrażały swoje poparcie dla Gierka i potępienie dla "wichrzycieli" i "warchołów" z Radomia. Miasto to w zamyśle inicjatorów kampanii miało zostać okryte hańbą.

REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: