WIADOMOŚCI Polityka Polska Warszawa Świat Opinie Dzieje się USA NowaTV
Se.pl wiadomości polska Radziewice koło Poznania: Rzucił się do rzeki, by nie iść za kraty

Radziewice koło Poznania: Rzucił się do rzeki, by nie iść za kraty

29.04.2017, godz. 02:00
Rzucił się do rzeki  by nie iść za kraty
Rzucił się do rzeki by nie iść za kraty foto: Przemysław Szyszka/Super Express

Wolał w kajdankach skoczyć do lodowatej Warty, niż iść do więzienia. Michał F. (29 l.) z Radziewic koło Poznania za uprawę konopi indyjskich i posiadanie narkotyków został skazany na rok i dwa miesiące odsiadki. Ale gdy przyjechali po niego policjanci, uciekł im z radiowozu i skuty rzucił się do wezbranej rzeki. Nie wiadomo, czy przeżył. Wciąż go szukają.

Psy tropiące, drony, motorówka i ponad stu policjantów i strażaków. Takie siły od kilkudziesięciu godzin przeczesują okolice Radziewic, podpoznańskiej wsi położonej w pobliżu Warty. Jak dotąd – bezskutecznie. 29-letni Michał F., którego szukają, ulotnił się jak kamfora. Czy żyje? Być może. Ale równie dobrze mógł go na zawsze pochłonąć nurt rzeki. – To taki spokojny chłopak – mówią mieszkańcy wsi. Nie mieści im się w głowie, że banalna misja trzech policjantów, którzy mieli dostarczyć Michała F. do zakładu karnego, zamieniła się w horror. – Owszem, mówił, że nie chce iść za kratki, ale żeby zaraz rzucać się na oślep do rzeki w kajdankach?! – dodają zadziwieni. Był czwartkowy wieczór, gdy policjanci przyjechali po Michała F. – Miał wyrok na karku, nie stawiał się na wezwania, więc trzeba było mu złożyć wizytę – mówią mundurowi. Wylegitymowali mężczyznę i oświadczyli, że mają nakaz doprowadzenia go do zakładu karnego. Nie stawiał oporu. Ale gdy już skuty kajdankami siedział w radiowozie i do auta podeszła jego matka, żeby się pożegnać, wpadł w szał. Odepchnął uchylone drzwi, przewrócił kobietę i rzucił się do ucieczki. – Pognał w stronę rzeki, a za nim policjanci i jego brat – opowiadają świadkowie. Michał F. doskonale znał teren, mieszkał przecież w pobliżu i doskonale wiedział, gdzie i po co biegnie. Był szybszy niż pogoń. Dystans dwustu metrów, który dzielił radiowóz od wody, pokonał bardzo szybko. Gdy wbiegł do lodowatej Warty, rzucił się za nim brat, ale nie zdołał go zatrzymać. – To była bardzo dynamiczna sytuacja. Wyjaśniamy wszystkie okoliczności – mówi insp. Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji, która nie ustaje w poszukiwaniach zbiega.

ZOBACZ: Chrzanów: Amant PORWAŁ 13-latkę. Pomóż ją odnaleźć

Więcej wiadomości
REDAKCJA SE.PL POLECA
Znajdź nas: