Prawie 1400 sklepów z dopalaczami zamknięto niezgodnie z prawem - ...
- Oskarżona Jakubowska była odpowiedzialna za prawidłowy tok procesu legislacyjnego. Dlatego też ponosi najwyższą winę w zakresie zakłócenia toku procesu - uzasadniał wczoraj sędzia Sławomir Machnio, ogłaszając wyrok w tej sprawie. Jakubowska przekonuje jednak, że jest niewinna. - Oczywiście będę się odwoływać. Czuję rozczarowanie tym, że logika nie miała miejsca w tym procesie. Uważam, że jeżeli człowiekowi nie zostanie udowodnione świadome działanie na szkodę procesu legislacyjnego, to nie powinien być za to skazany - stwierdziła "lwica lewicy".
Proces w tej sprawie toczył się po raz drugi od 20 czerwca (w 2008 r. uchylono wyrok uniewinniający). Razem z Jakubowską odpowiadali urzędnicy Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz Ministerstwa Kultury: Iwona G. i Tomasz Ł. Zostali oni skazani odpowiednio na trzy i sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata.
Wykreślili słynne dwa słowa z ustawy
Wybrane komentarze


- Arek 20.07.2011, 08:45
Zamiast lewicy wolę KONGRES NOWEJ PRAWICY.
- demo 20.07.2011, 20:15
Dziwna sprawa. Obecne różnej maści afery są umarzane albo nie znajdują winnych.Wszystko co dotyczy SLD, nawet złe kichnięcie będzie karane. Wszystkim innym pozwala sie na wszystko, bardzo często bezkarnie.Szkoda, że się skazuje bez uwzględniania ówczesnych uwarunkowań.
Aleksandra Jakubowska odpowiadała za słynne słowa "lub czasopisma", które w 2002 roku zostały wykreślone z nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji. W przyjętym wówczas przez rząd projekcie była mowa o zakazie wydawania telewizyjnych, ogólnopolskich koncesji "wydawcom ogólnopolskiego dziennika lub czasopisma".
Ale kilka tygodni później urzędniczki Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz prawnik z Ministerstwa Kultury wykreślili dwa słowa z ustawy - "lub czasopisma". Jakubowskiej zarzucono, że to ona wydała im polecenie dokonania tych zmian.
Efekt był taki, że zakaz zakupu telewizji obowiązywał wydawców dzienników, ale już nie tygodników i innych czasopism. W ten sposób uniemożliwiono staranie się o koncesję Agorze, która chciała kupić telewizję Polsat i była zainteresowana ewentualną prywatyzacją TVP 2. Wczoraj sąd nie ustalił jednak, kto dokładnie mógł zyskać na tych zmianach.
- Brak jest dowodów pozwalających na ustalenie, komu służyła ostateczna wersja ustawy i komu służyło usunięcie wyrazów "lub czasopisma". Sąd stwierdza formalne działanie oskarżonych, którego skutkiem było zakłócenie prawidłowego toku legislacji - uzasadniał sędzia.
Za to po skreśleniu tych słów z propozycją korupcyjną do wydawcy "Gazety Wyborczej" przyszedł Lew Rywin. Powołując się na grupę trzymającą władzę, zaproponował zmiany w ustawie w zamian za gigantyczną łapówkę. Nie dowiedzieliśmy się jednak, kogo reprezentował Rywin.
Przychodzi Rywin do Michnika
Po wykreśleniu z projektu ustawy słów "lub czasopisma" w lipcu 2002 roku do Agory przyszedł Lew Rywin. Powołał się na grupę trzymającą władzę i zaproponował, że w zamian za 17,5 miliona dolarów łapówki zmieni tekst ustawy tak, by umożliwić wydawcy "Gazety Wyborczej" staranie się o koncesje telewizyjne. Lew Rywin kilkakrotnie spotykał się z prezes Agory Wandą Rapaczyńską i powołując się na rozmowy z Leszkiem Millerem, dawał gwarancje tej transakcji.
W końcu Rywin spotkał się także z redaktorem naczelnym "Gazety Wyborczej" - Adamem Michnikiem i po raz kolejny przedstawił swoje propozycje. Część tej rozmowy Michnik nagrał. Kilka miesięcy później "Gazeta Wyborcza" opublikowała jej treść. Wybuchła największa afera korupcyjna w polskiej polityce. W styczniu 2003 roku Sejm powołał komisję śledczą w tej sprawie.
Po wielu miesiącach burzliwych prac większość posłów stwierdziła, że Rywin działał sam. Rywin stanął przed sądem i za pomoc w płatnej protekcji został skazany na 2 lata więzienia i 100 tysięcy złotych grzywny.




