Wielka tragedia bocianiej rodziny w Dzierżkach na Podlasiu. Pod ciężarem ...
Ptaki dorastały i miały się dobrze do połowy lipca. Jednak w niewielkim gnieździe z biegiem czasu zaczęło brakować miejsca dla sześciu coraz większych ptaków.
- Silniejsze zaczęły dziobać z wściekłością najsłabszego Klekotka - opowiada pani Marianna. - Wszystkie naraz okładały go ostrymi dziobami, a później wyrzuciły brata z gniazda - dodaje kobieta.
Pani Marianna zaopiekowała się rannym Klekotkiem.
- Robię mu codziennie opatrunki, by nie wdało się zakażenie. On odwdzięcza mi się głośnym klekotaniem. Będę go wychowywała aż nabierze sił i sam zadecyduje, czy wrócić do rodzeństwa, czy zostać w naszym gospodarstwie do następnego roku - kończy zatroskana pani Marianna.
Wybrane komentarze


- g 22.07.2010, 09:12
a gdzie naturalna selekcja?




