Ministerstwo Zdrowia szykuje zmiany w systemie kształcenia polskich lekarzy - ...
W luksusowych warunkach kuruje się tam urzędnik ze świty Hanny Gronkiewicz-Waltz (56 l.). Jarosław Kochaniak (41 l.), wiceprezydent Warszawy, ma nawet swój własny szpitalny pokój!
To zadziwiające, że odległość ośmiu metrów w polskiej służbie zdrowia oznacza taką przepaść. Tylko tyle dzieli leżących na pierwszym piętrze stłoczonych w ciasnych pokojach pacjentów od luksusowego pokoju na trzecim piętrze, w którym kuruje się ważny urzędas.
Śmierdzące, ciemne sale. Zardzewiałe, rozpadające się szpitalne łóżka pamiętają zamierzchłe czasy. Taka rzeczywistość panuje na oddziale wewnętrznym Szpitala Czerniakowskiego w Warszawie. Pacjenci wegetują w dusznych i przepełnionych salach. O klimatyzacji czy pojedynczych pokojach nie ma nawet mowy. - Tutaj jest fatalnie. Musimy się tłoczyć w malutkich salkach. Panuje brud, łóżka, szafki są zardzewiałe. Ciężko chorzy ledwo dychają w tym upale - opowiada pan Piotr (41 l.). Mężczyzna choruje na serce, jest na sali z trzema innymi pacjentami leżącymi tuż obok na rozpadających się łóżkach. - Codziennie czuwam przy chorej siostrze, te warunki są nie do opisania. Ludzie nie zasługują na taki los. Bo to nie jest oddział, to jak umieralnia z zeszłej epoki - przyznaje pan Waldemar Moniak (62 l.) i kiedy dowiaduje się, jakie wspaniałe warunki panują piętro wyżej, zaczyna się pieklić.
Bo na oddziale laryngologicznym przestronną miłą salę zajmuje sam wiceprezydent Warszawy Jarosław Kochaniak. Urzędnik przeszedł drobny zabieg, ale wszyscy biegają wokół niego, jakby był co najmniej królem. Trzeba przyznać, że dyrekcja szpitala zadbała o komfort urzędasa perfekcyjnie. Kochaniak dostał do dyspozycji całą salę. Kuruje się w niej w samotności. O odleżyny nie ma się co martwić. Nowoczesne łóżko sterowane pilotem dopasuje się do dowolnej pozycji urzędasa. W oknach eleganckie żaluzje. Może je zasłonić, gdy tylko będzie doskwierał mu upał. No i oczywiście najważniejsze - żadnych sąsiadów. Bo jakby to było, żeby wiceprezydent męczył się z innymi warszawiakami. - No to jak to jest? - wścieka się Waldemar Moniak. - To jest podział na lepszych i gorszych. I dla urzędasów są specjalne sale!
Wybrane komentarze


- wieslola1 05.07.2008, 12:12
Jeżeli NFZ dzieli pacjentów na równych i równiejszych,to jest skandal.Jeśli szpital państwowy pobiera dodatkową kasę za komfort pacjenta to także skandalJeśli natomiast komfort leczenia zależy od statusu społecznego pacjenta,to nie tylko jest skandal,ale naigrywanie się polityków wszelkiego autoramentu z pozostałych pacjentow.Parlamentarzysci,samorządowcy,politycy "pierwszego garnituru"zawsze są obsługiwani poza kolejnością i zawsze w jak najwyższej kategorii.Ciągle słyszymy o wprowadzeniu przez NFZ dyskietek z czipem na wzór kart bankomatowej,ale jakoś doświadczenia ze Sląsaka chyba nie przekonywują władz NFZ czy posłów ,chciaż śląski przykład powinien być powielany przez wszystkie oddziały NFZ, anie sa,ciekawe dlaczego?Czyżby po wprowadzeniu kart czipowych naraziłoby na szwank i straty wielu pracowników slużby zdrowia,a może narazilłoby wielu polityków na utrate dość wysokiej gotówki za leczenie,bo łatwo żadać wysokiej jakości leczenia za publiczne pięniądze,niż wydawać kasę na leczenie prywatne pięniądze,a tak robi wielu polityków samorządowcoów,ba wiele jest insytucji państwowych,które ubezpieczają za publiczne{nasze podatników}swoich pracowników.
- gawron13s 07.07.2008, 00:31
nie wiem do paly mi nie wchodza takie historie jak mozna segregowac tak spoleczenstwo czy ktos zrobi porzadek z tym jak to oni sobie wyobrarzaja czlowiek z takiej samej krwi i kosci tylko stanowisko urzednicze kto mu dal takie prawo paranoja to nie szpital tylko getto




