Przez bunt lekarzy pacjentom nie sprzedają lekarstw!
Zobacz też

Co o receptach może wiedzieć lekarz, który przez rok wypisuje ...

- Od kilku dni jestem chora. Dziś dostałam receptę na antybiotyk z pieczątką "refundacja do decyzji NFZ" - mówi Jolanta Gieranowska (60 l.), która dopiero wyszła od lekarza.

- Lekarz twierdził, że z taką receptą bez problemu dostanę lek w aptece - dodaje. Niestety, lekarz się mylił. Zarówno w pierwszej aptece, jak i w kolejnych warszawskich aptekach pani Jolanta była odsyłana. - Dowiedziałam się, że z tym stemplem recepta nie może zostać zrealizowana - opowiada.

Odwiedziliśmy z panią Jolantą pięć kolejnych aptek na warszawskim Mokotowie. Dopiero w ostatniej farmaceutka poświęciła chwilę, by wyjaśnić zaistniały problem.

- Według Dziennika Ustaw ta pieczątka sprawia, że recepta jest błędnie wypełniona. Zrealizowanie recepty zależy wówczas od dobrej woli aptekarza. Jednak największym problemem jest brak informacji o stopniu odpłatności za lekarstwa. W takim przypadku receptę można zrealizować tylko ze stuprocentową płatnością - tłumaczy farmaceutka.

- Najlepiej wrócić do lekarza i poprosić, by wypisał druk poprawnie - dodaje. - Jeśli takie problemy są z uzyskaniem leków na przeziębienie, co mają począć ludzie, których ta sama sytuacja spotkała podczas wykupywania leków ratujących życie? - pyta oburzona Jolanta Gieranowska.

- Trzeba z tym jak najszybciej zrobić porządek. Zmarnowałam całe przedpołudnie na chodzenie po aptekach.

Bałagan w całej Polsce

Ale nie tylko w Warszawie pacjenci mieli wczoraj problemy. Zdzisław Klimczak (71 l.) z Bielska-Białej poszedł rano do lekarza i otrzymał receptę z adnotacją "refundacja do decyzji NFZ". W aptece leku nie kupił.

- Jestem zbulwersowany poczynaniami urzędników i samego ministra, który doprowadził do takiego bałaganu, że człowiek nie jest w stanie zorientować się, o co w tym wszystkim chodzi - mówi pan Zdzisław. - Przecież chory i tak ma dość problemów, żeby jeszcze musiał drżeć o to, czy dostanie dobrą receptę, czy złą.

Bielszczanin, jak setki innych pacjentów w kraju, otrzymał receptę na lek, która nie spełniała nowych przepisów obowiązujących od 1 stycznia.

Obrywają aptekarze

- Mamy problem z takimi receptami, chociaż nie jest ich jeszcze tak dużo, bo część pacjentów jeszcze w grudniu zaopatrzyła się w lekarstwa na zapas. Jednak to u nas, w aptekach, skupia się teraz niezadowolenie pacjenta, bo tutaj musi on wyciągnąć pieniądze z portfela - tłumaczy Wanda Ganszar, szefowa jednej z najstarszych aptek w Bielsku-Białej "Pod Białym Orłem".

- Pół biedy, jeśli pacjent ma przy sobie zaświadczenie o ubezpieczeniu, możemy to wówczas sprawdzić na miejscu. Ale to tylko utrudnia nam pracę i niepotrzebnie denerwuje naszych klientów.

Pan Zdzisław recepty nie zrealizował, bo dodatkowo okazało się, że nie można było sprawdzić, czy lek znajduje się nadal na liście leków refundowanych.

>>> Już jutro: Jak walczyć o swoje prawa u lekarza i w aptece


Wybrane komentarze

zobacz wszystkie >>
Cudzysłów
Cudzysłów
~anonim7054 03.01.2012, 05:10

Apteki, które nie sprzedały leków, będziemy bojkotować! Wreszcie może zmniejszy się ich liczba

W.D. 03.01.2012, 06:37

ZAMIAST DYMISJI KOPACZ AWANS ? TYLKO w PO to możliwe i za tak NIEUDOLNEGO RZADU, tego jeszcze w Polsce NIE BYLO! TO SKANDAL ! czas na DYMISJE KOPACZ i ROZLICZENIE z 4 LAT CUDÓW w SŁUZBIE ZDROWIA ! A p. Tuska zamiast na STADIONY zapraszamy do szpitali, przychodni, aptek tam pan zobaczy co się dzieje ? Jaki jest BAŁAGAN !.

A mnie się udało!

Alina Owłasiuk (55 l.) z Białegostoku (woj. podlaskie) w pierwszy dzień nowego roku wybrała się do przychodni rodzinnej z synem Damianem (17 l.). Chłopak od kilku dni gorączkował i skarżył się na silny ból głowy.

Kobieta słyszała o proteście lekarzy i bała się, że lekarz przepisze jej synowi drogi antybiotyk i na recepcie przybije słynną już pieczątkę "refundacja do decyzji NFZ", a ona będzie musiała zapłacić w aptece pełną kwotę za lekarstwo.

- Lekarz zbadał mojego syna i skierował go na badania krwi i prześwietlenie. Na razie przepisał mu tylko lek przeciwbólowy i przeciwgorączkowy. Niestety, na recepcie przystawił tę nieszczęsną pieczątkę - opowiada kobieta. W aptece okazało się jednak, że może kupić lek z refundacją NFZ.

- Zapłaciłam pół ceny, ale przez tę pieczątkę wszystko trwało znacznie dłużej niż zwykle. Musiałam udowodnić aptekarce, że naprawdę jestem ubezpieczona i pokazać aktualną książeczkę zdrowia. A co by było, gdybym nie miała przy sobie tej książeczki? Aptekarka bardzo dokładnie przepisała na recepcie wszystkie dane z mojego ubezpieczenia i dopiero wtedy otrzymałam lekarstwo - wyjaśnia pani Alina zadowolona, że udało jej się taniej kupić lek dla syna.


Co trzeba mieć ze sobą u lekarza i w aptece?

Jak było do przewidzenia: jest bałagan i zamieszanie. Co więc zrobić, żeby uniknąć kłopotu w aptece i wykupić lek ze zniżką?

Podpowiadamy za aptekarzami, by mieć przy sobie w aptece dowód ubezpieczenia. Jest to każdy dokument wskazujący, że została opłacona składka zdrowotna. A więc RMUA, legitymacja ubezpieczeniowa, odcinek renty lub emerytury, legitymacja szkolna, zaświadczenie z urzędu pracy w przypadku bezrobotnych.

W sytuacji braku dokumentu możemy napisać oświadczenie, które powinno zawierać: imię i nazwisko, datę urodzenia, PESEL, nazwę instytucji, która opłaca nasze składki, nazwę oddziału funduszu. Właściwy dokument trzeba dostarczyć w ciągu 7 dni.

Dodatkowe problemy mogą mieć chorzy, jeśli lekarze nie wpisują przy lekach informacji o poziomach odpłatności: 100 proc., 50 proc., 30 proc., "B" - bezpłatnie, "R" - ryczałt. Bez tych danych aptekarz sprzeda nam lek za możliwie najwyższą cenę. Lekarz pomijając te dane, działa jednak niezgodnie z prawem. Dodatkowo naraża się na poważne kłopoty, gdyby choremu stało się coś złego z powodu braku leków.

Część medyków jest zresztą tego świadoma i wydaje pacjentom zaświadczenia o chorobie przewlekłej. Gdyby jednak medyk odmówił tego, to rzecznik praw pacjenta czeka na sygnały pod nr. tel. 0800-190-590 w godz. 9-21.

Grozi lekarzom półmilionowymi karami. Na razie pani rzecznik nie ma dowodów na zbuntowanych lekarzy i farmaceutów, a pacjentom radzi, by szukali "bardziej ludzkich" aptekarzy.


Denerwuje Cię to? ZGŁOŚ SKARGĘ!