
Po 12 latach przerwy na scenę teatru powraca Andrzej Łapicki. ...
...„Iwanowem”, swoją pierwszą pełnospektaklową sztuką, którą wyreżyserował Jan Englert.
Reżyser zgromadził na scenie plejadę wybitnych aktorów – Jana Frycza, Danutę Stenkę, Janusza Gajosa, Grażynę Szapołowską, Annę Seniuk, Karolinę Gruszkę, Annę Chodakowską, Krzysztofa Stelmaszyka, Igora Przegrodzkiego. Największą jednak niespodzianką obsadową był niewątpliwie Andrzej Łapicki, który po 12. latach przerwy powrócił na scenę teatru.
Co skłoniło 84 – letniego aktora do powrotu na scenę? Przypadek jak u Czechowa! „Nuda potworna mnie ogarnęła. – opowiada Łapicki. - W tym momencie zadzwonił raptem mój przyjaciel, dyrektor Teatru Narodowego Jan Englert, z którym znamy się sto lat. Zaprosił mnie na kawę i nieoczekiwanie powiedział, że może bym zagrał w sztuce „Iwanow”. Przeczytałem i po dwóch godzinach powiedziałem, że się zgadzam. Widocznie zwariowałem” – zażartował aktor, który ostatni raz na deskach Teatru Narodowego stał 28 lat temu!
Łapicki przyznał, że nie mógł oprzeć się urokowi Englerta. W „Iwanowie” zagrał postać Szabelskiego . „To hrabia, pieczeniarz, człowiek małej wartości, ale w głowie ma dobrze poukładane, wdowiec, nienawidzi świata i lubi puentować wszystkie sytuacje, więc jest możliwość zagrania tego w sposób komediowy, który zawsze jest mi bliższy niż dramaty i tragedie” – mówi o swoim bohaterze.
„Rola Szabelskiego jest wypisz wymaluj dla pana Łapickiego – twierdzi reżyser. – Bardzo cenię pana Łapickiego. Byłoby szkodą, gdyby osobowość tej miary tak wcześnie i przy tej formie fizycznej udała się na emeryturę”.
Łapicki pytany, czy zamierza na stałe wrócić do grania, od razu protestuje: „Ależ skąd! To wypadek. W moim wieku pokazywanie się ma w sobie coś nieprzystojnego. Dlatego traktuję to jako wesołą przygodę na stare lata”.
Dla Jana Englerta to drugie spotkanie z „Iwanowem”. 13 lat temu realizował tę samą sztukę w Teatrze Telewizji. Problemem, który najbardziej zainteresował Englerta, jest autodestrukcja inteligencji, powody, dla których ludzie tak szybko się męczą i poddają swoje ideały. Atrakcyjna do zagrania okazała się również – nuda. „Kłopot z graniem nudy w teatrze polega na tym, że aktorzy muszą być podwójnie aktywni grając nudę. A reżyser nie może się nudzić w ogóle, nawet przez chwilę. I nie nudzi się, bo przeważnie jest tak sobą zachwycony, że uwznioślony udaje się do domu spać w przekonaniu, że jest największym talentem jaki się urodził. Po premierze dopiero się dowiaduje, że niekoniecznie” – zażartował reżyser.
Czechow jak zwykle okazał się atrakcyjnym wyzwaniem dla aktorów. Danuta Stenka - grająca Annę, żonę Iwanowa - przyznała: „Fascynujące u Czechowa jest to, że mimo prostego języka – w końcu nie był z wykształcenia literatem tylko lekarzem – potrafi tak głęboko sięgać w ludzką duszę. Wydawałoby się na pierwszy rzut oka, że w jego sztukach nic się nie dzieje. Z pozoru jego postaci składają się z niczego, ze zwykłości, codzienności, która nas nudzi. Czechow nie tworzy bohaterów jednoznacznych! Jego postacie mają w sobie wszystko i on chce to wszystko w człowieku pokazać. Te ekstrema, które powodują, że człowiek potrafi być piękny i okrutny, mądry i głupi jednocześnie”.
W roli tytułowej wystąpił Jan Frycz. Aktor powiedział o swoim bohaterze: „Iwanow to człowiek uczciwy, inteligentny, szczery a jednak przegrywa. Być może gdyby zasklepił się w swojej skorupie, opancerzył i był bardziej nieludzki, jakoś by wytrzymał. A że jest jaki jest płaci najwyższą cenę”.
Aby zobaczyć „Iwanowa”, na widowni Teatru Narodowego w dniu premiery zasiedli m.in.: Andrzej Wajda, Jerzy Radziwiłowicz, Jerzy Pilch, Janusz Morgenstern, Maria Kaczyńska, Marta Lipińska, Zofia Kucówna, Gabriela Kownacka, Małgorzata Zajączkowska, Grażyna Torbicka, Krystyna Loska, Ewa Wachowicz, Ewa Wiśniewska, Marcin Hycnar, Patrycja Soliman, Marek Kondrat, Piotr Gąsowski.




