Zobacz też

Warszawa. We wtorek sąd wojskowy wraca do głośnego procesu siedmiu ...

- Ponownie zaczęłam wierzyć w sprawiedliwość - mówiła nam drżącym głosem matka chorążego Andrzeja O. Izba Wojskowa Sądu Najwyższego uchyliła mu wczoraj areszt. Do swoich domów wrócą także pozostali trzej żołnierze, którym zarzuca się dokonanie zbrodni wojennych w Afganistanie.

- Płaczę ze szczęścia - nie ukrywała emocji żona chor. Andrzeja O. Najbliżsi pozostałych żołnierzy reagowali podobnie.

Siedmiu podejrzanych spadochroniarzy, których zatrzymano w listopadzie ub.r., będzie odpowiadać przed sądem z wolnej stopy. Wczoraj Sąd Najwyższy uznał, że fakt, iż prokuratura wojskowa nie zakończyła trwającego od połowy sierpnia ub.r. śledztwa, nie może być powodem dalszego przetrzymywania żołnierzy w areszcie. Miesiąc temu na wolność wyszli trzej starsi szeregowi: Jacek J., Robert B. i Damian L. Teraz dołączą do nich ich dowódcy - kpt. Olgierd C., ppor. Łukasz B., chor. Andrzej O. i plutonowy Tomasz B.

Pełne uzasadnienie wczorajszej decyzji sądu będzie znane za tydzień. Wtedy okaże się, jaki wpływ na nią miała opinia biegłych, którzy badali moździerz i amunicję użyte w okolicy afgańskiej wioski Nangar Khel.

Według ekspertów, przyczyną tragedii, w której zginęło ośmiu cywilów, mogła być wadliwa amunicja, którą dysponowali nasi żołnierze.


Denerwuje Cię to? ZGŁOŚ SKARGĘ!