Super Express» Wydarzenia» Kraj» Waldemar Pawlak: Komorowski lub Kaczyński oznacza pięć straconych lat (WYWIAD!)

Waldemar Pawlak: Komorowski lub Kaczyński oznacza pięć straconych lat (WYWIAD!)

W rozmowie tygodnia "Super Expressu" Waldemar Pawlak, wicepremier, minister gospodarki i prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego. Mówi o tym, czego spodziewać się po PO i PiS. Opowiada o roli PSL w rządzeniu krajem, o roli kompromisu w polityce.

"Super Express": - Widzi pan siebie w drugiej turze wyborów prezydenckich?

Waldemar Pawlak: - Potrafię sobie to wyobrazić.

- A na serio?

- Też. Jeżeli ludzie będą dokonywali prawdziwego wyboru i z dystansem spojrzą na różne manipulacje sondażowe, wszystko jest możliwe.

- W kilku już wyborach PO i PiS zdominowały scenę polityczną…

- Tak, to prawda, ale nawet Brytyjczycy wybrali w tym roku kogoś trzeciego, nie dając konserwatystom pełnego mandatu. Koalicyjność pozwala blokować często radykalne pomysły drugiej strony. Najbardziej radykalne idee PO i PSL odkładane są na półkę.

- PO będzie zapewne chciała wrócić do pomysłu okręgów jednomandatowych. A to oznacza dominację dwóch sił politycznych.

- Jednomandatowe okręgi to klasyczny przykład triumfu doktrynerstwa nad zdrowym rozsądkiem. Bałamutne i sztuczne reklamiarstwo. W obecnych wyborach proporcjonalnych mamy model skandynawski. Ludzie sami decydują, kogo z listy wskazać. Przypadki zwycięstwa ludzi z dalszych miejsc na liście wcale nie są rzadkie. Propozycja PO ograniczyłaby listy do jednego nazwiska. Nie oznaczałoby to wyborów lepszych, ale ograniczenie wyboru i upartyjnienie go.

- Do tej drugiej tury przydałoby się jednak wyższe poparcie. W małych miasteczkach i na wsi wypiera was PiS.

- Nie zgadzam się. PiS odwołuje się do rozwiązań socjalistycznych, a zarazem konserwatywnych. My kładziemy nacisk na podejście centrowe. Nie tyle na to, że państwo za nas coś załatwi, ile na jego pomocniczość. Stawiamy na wsparcie i szanowanie lokalnych społeczności. Wokół wsi narosło wiele mitów. Środowiska wiejskie wcale nie są nastawione na użalanie się nad swoim trudnym losem, jest tam wielu ludzi aktywnych. Rolnicy najlepiej wykorzystują środki z UE.

- Bądźmy szczerzy. PSL nigdy nie traktowało wyborów prezydenckich serio. Ważniejsze były dla was samorządowe i parlamentarne.

- Dziś sytuacja jest specyficzna. Mając dwóch tak skonfliktowanych kandydatów, warto rozejrzeć się za lepszym wyborem. Zwycięstwo PO lub PiS oznacza 5 lat straconych na awantury. Prezydent nie powinien być stronnikiem jednej z tych partii, tylko współtwórcą wspólnoty narodowej.

- Skoro nie jest pan stronnikiem jednej ze stron, to rozumiemy, że koalicja z PiS jest dla pana tak samo prawdopodobna jak z PO?

- O koalicji decydują wyborcy i to oni będą wskazywali możliwe konfiguracje. Ważne jest, żeby w Polsce istniała pewna różnorodność, bo to tworzy szansę na debatę, dialog i porozumienie.

- PSL o koalicji z Platformą raz mówi "Kłopotkiem", chcąc napiętnować, a raz "Żelichowskim", chcąc złagodzić napięcia…

- Posłowie Kłopotek i Żelichowski wysławiają się w barwny sposób. Ważniejsze od wypowiedzi są jednak konkrety. Działanie w koalicji nigdy nie jest łatwe. Zawsze będzie spór, ale trzeba dążyć do kompromisu. Tak właśnie widzimy rolę PSL w polityce i dzięki temu mamy większy wpływ na funkcjonowanie państwa, niż wynika to z liczby głosów w parlamencie.

- Konkretne sprawy świadczą jednak o tym, że poseł Kłopotek ma rację, mówiąc, że jesteście bagatelizowani. Nawet pan sugerował, że PO zapomniała się, bo marzą jej się samodzielne rządy.

- Nie będę się rozczulał nad zachowaniami Platformy. Powinna jednak pamiętać, że przy kolejnych wyborach i zawieraniu kolejnych koalicji jej zachowania będą przedmiotem oceny. Podchodzimy do tego ekumenicznie: warto wybaczać, ale nie zapominać.

- Prezes PiS nie wyklucza wejścia po kolejnych wyborach w koalicję z PSL. Pana rozmowy z nim w 2005 r. okazały się nieudane…

- Moim zdaniem były bardzo owocne. W tamtym czasie nie było nam po prostu po drodze, ponieważ PiS dokonał radykalnej wolty. Wygrał z hasłami o solidarnej Polsce ludzi, środowisk i instytucji. I zmienił to na solidarne państwo. Pozornie niewiele. Ale lista pomysłów ustawodawczych realizowanych w ramach tej zmiany była dość represyjna: CBA, WSI i podobne wynalazki. W taką koalicję zdecydowanie nie chcieliśmy wejść. W 2007 r. koalicja z PO była jedyną możliwą. Czasy się jednak zmieniają. Dziś choćby między PiS i SLD mamy dość bliski związek, co pokazuje, że możliwości kooperacji wyraźnie się poszerzyły.

- Poszerzyły na tyle, że Platforma przy okazji wyboru szefa NBP patrzy w lewą stronę…

- O Marku Belce dowiedziałem się z plotek i nie bardzo chciałem w to wierzyć. Ogłoszenie tej kandydatury było nawet zabawne, bo marszałek Komorowski przeglądając Wikipedię, nie zdążył doczytać, gdzie Belka pracuje. To jednak groźny pomysł, który nie odpowiada rynkowym czasom. Doktryna monetarna upadła, tymczasem Marek Belka twierdzi, że gdy instytucje finansowe wpadną w tarapaty, to ludzie będą musieli zapłacić z podatków. To tak jak grać w totolotka i kiedy nie trafimy, żądać zwrotu pieniędzy w kolekturze. Wokół PO, SLD i PSL można było naprawdę znaleźć bardziej odpowiednie osoby.


- To były bardzo ciekawe doświadczenia, które mnie zahartowały. Mickiewicz napisał: "Jestem silniejszy, cięższą podajcie mi zbroję". Idąc różnymi ścieżkami, i tak spotykamy się w tym samym miejscu. O wyborze ruchu ludowego decydowała w dużej mierze rodzinna tradycja. Mój tata był w ZSL.

- Dlaczego Politechnika? Bo jako uczeń wygrał pan olimpiadę techniczną?

- Niedawno boleśnie o upływie czasu przypomniała mi 35. olimpiada techniczna, a ja byłem laureatem piątej, w 1978 r. Dzięki temu miałem wstęp na Politechnikę. Do dziś jestem wdzięczny nauczycielom za to, że namówili mnie na start, na działalność w kołach naukowych. Kończyłem technikum samochodowe, a w takim miejscu nie było łatwo o olimpijskie wyczyny.

- Lubi pan technikę, to się rzuca w oczy. Ma pan najnowszy model telefonu komórkowego, jest pan gadżeciarzem?

- Bez przesady, ostatnią komórkę zmieniłem dopiero po 3 latach. Zmieniam coś, gdy nowa propozycja stanie się standardem. Jednak wykorzystywanie nowoczesnych rozwiązań pozwala być skuteczniejszym, zaoszczędzić dużo czasu. Za nowościami nadążam dzięki ekspertom znacznie młodszym ode mnie. Trochę jak słynny kabareciarz Jerzy Ofierski, którego Internetu uczył ktoś młodszy o 60 lat, a on w zamian za to uczył go życia.

- Wróćmy do polityki. Powiedział pan, że marszałek Komorowski powinien się "bardziej wyluzować"…

- Luz i tolerancja powinny być podstawą w życiu i w polityce. Gdyby reagował właśnie w ten sposób, pewnych napięć byłoby mniej. Także przy ostatniej nominacji na szefa NBP.

- Ale pana wizerunek jest dość odległy od luzaka. Tymczasem politycy, nawet przeciwnicy, mówią, że jest pan żartownisiem, duszą towarzystwa sypiącą anegdotami. Przy dziennikarzach jest pan jednak spięty...

- Komercjalizacja mediów wymusza na dziennikarzach robienie pieniędzy, a ja chcę robić dobrą politykę. I to nie zawsze idzie ze sobą w parze. Zresztą przez całe lata byłem prześladowany właśnie za luźne podejście. Choćby "sio" do redaktora Nomejki z TVP w 1992 r. Zabawne, że pozostaję z nim w przyjaznych relacjach do dziś.

- Pan też ma doświadczenia dziennikarskie. Powinien więc mieć raczej dobre kontakty z tym środowiskiem…

- Prowadziłem nawet cykl reportaży "Kuchnia sejmowa" dla "Nowego Tygodnika Płockiego". To jednak prawda, że wielu dziennikarzy za mną nie przepada. Ale polityka powinna skupiać się na rzeczach pożytecznych, a nie rozrywce, awanturnictwie czy kabarecie.

- Od kiedy jednak zniknął z poważnej polityki Lepper, awanturnictwo nie jest raczej w cenie.

- Niekoniecznie. Zmieniły się chwyty, ale nawet Lepper nie poszedłby do telewizji ze świńskim łbem. Tymczasem robi to prominentny polityk PO. To poważna zmiana w sposobie komunikowania się ze społeczeństwem.

- Czyli nie każda partia powinna mieć swojego Palikota?

- Kiedyś na posiedzeniu klubu PSL pojawiły się wezwania do takich radykalnych wystąpień. I spytałem, kto wziąłby takie akcesoria i poszedł z nimi do telewizji. Nikt się nie zgłosił. To po prostu sprzeczne z naszą tożsamością. Atrakcyjność w polityce widziałbym raczej jako obecność z humorem, pozytywnymi emocjami. A nie konfrontacyjnymi wystąpieniami psującymi klimat.

ewydanie

fb udostępnij tweet udostępnij g+ udostępnij nk udostepnij
update counter
Najnowsze plotki i skandale zawsze z Tobą. se.pl na komórce i tablecie!
Najczęściej komentowane
se app Pobierz na iPhone Pobierz na iPad Pobierz na Androida