WIĘCEJ ZDJĘĆ - KLIKNIJ
Następny
Matka przyznała się do winy: Madzia nie żyje
  • Matka przyznała się do winy: Madzia nie żyje
  • Matka przyznała się do winy: Madzia nie żyje
  • Matka przyznała się do winy: Madzia nie żyje
  • Matka przyznała się do winy: Madzia nie żyje
  • Matka przyznała się do winy: Madzia nie żyje
  • Matka przyznała się do winy: Madzia nie żyje
  • Matka przyznała się do winy: Madzia nie żyje

Madzia nie żyje, a porwanie było wymysłem jej matki. Katarzyna Waśniewska (22 l.) przyparta do muru przez detektywa Krzysztofa Rutkowskiego zeznała, że w mieszkaniu tuż przed wyjściem na spacer doszło do wypadku. Dziecko wysunęło się z rąk i upadło, rozbijając główkę o próg. Powiedziała, że martwe maleństwo włożyła do wózka i poszła do parku, gdzie spacerowała tak długo, aż zapadł zmrok. Wtedy zakopała ciało i zainscenizowała atak psychopaty.

Przyznanie się do winy nie rozwiało jednak wszystkich wątpliwości. Zeznania rodziny są sprzeczne. Nie wiadomo czy to, co wyznała matka, jest prawdą...

SZOKUJĄCE WYZNANIE MATKI MADZI KATARZYNY WAŚNIEWSKIEJ:

Pierwsze wyraźne sygnały, że porwanie dziecka może być kłamstwem, pojawiły się już trzeciego dnia od czasu zaginięcia. Rutkowski przekonał wtedy rodziców, by zrobili badania DNA. To efekt pogłosek, że Bartłomiej (23 l.) nie jest biologicznym ojcem. To mógł być motyw zaginięcia. Potem kolejny blef Rutkowskiego – zaproponował rodzicom badanie wariografem.

Wysłuchaj konferencji Rutkowskiego (dzięki uprzejmości RADIO ESKA ONLINE):

Konferencja Rutkowskiego w sprawie Madzi z Sosnowca, 3.02.2012 [AUDIO, 31 minut]


Wybrane komentarze

zobacz wszystkie >>
Cudzysłów
Cudzysłów
kas 04.02.2012, 09:50

ale ta rodzina od początku było widać że jest przeciwko niej,
nie mogę uwierzyć że sama to wszystko wymyśliła ;(

ANAKONDA 04.02.2012, 07:32

Można również powiedzieć: zimna, wyrachowana dziwka.

Ojciec dziecka bez wahania zgodził się poddać wykrywaczowi kłamstw. Matka niespodziewanie zrezygnowała. – Wiedzieliśmy, że przed badaniem Kasia zaglądała na stronę internetową o oszukiwaniu wariografu. Przed badaniem była roztrzęsiona, nie zdecydowała się podpiąć do maszyny – opowiada Rutkowski. Udawała stres, bo chwilę potem w domu zachowywała się już niezwykle spokojnie. Wtedy wszystko wydało się jasne. Rutkowski zastosował trzeci blef, który miał na celu spowodowanie przyznania się Katarzyny do winy i wyjawienie, co stało się z Madzią. Znajomy detektywa, zresztą podobno wzięty iluzjonista, wraz z dziewczyną udawali świadków „porwania”. Rutkowski powiedział matce, że widzieli, jak sama kładzie się na osiedlowej alejce i że o żadnym porwaniu nie ma mowy. Katarzyna początkowo obstawała przy swoim, ale w końcu złamała się i z płaczem wyznała. – To był wypadek. Wyślizgnęła mi się z rąk – mówiła łamiącym się głosem.

Potem matka powiedziała też, gdzie miała ukryć zwłoki dziewczynki.

– Twierdzi, że zakopała je za budynkiem sądu, pod drzewem, w pobliżu brzegu Czarnej Przemszy – mówi Rutkowski.

Detektyw już w nocy z czwartku na piątek zwołał na miejsce wszystkie media i do kamer opowiadał, że znalazł zawiniątko, w którym znajduje się ciało martwej Madzi. Twierdził nawet, że czuje zapach zwłok. Pomylił się. Ciała tam nie znaleziono.

Przeciągające się poszukiwania doprowadziły do poważnych tarć na linii śledczy - Rutkowski. Policja kwestionowała ustalenia agencji detektywistycznej. – Odnaleziona nad rzeką kurtka nie ma nic wspólnego ze sprawą – mówili funkcjonariusze.

W piątek teren wskazany przez matkę dziecka był aż do zmroku badany georadarem, ale dopiero około północy udało się odnaleźć zwłoki dziecka.

Ciało dziecka, ukryte pod stertą kamieni znaleziono blisko 2 kilometry od początkowo wskazywanego miejsca.

Matka Madzi podczas spokojnej rozmowy powiedziała policjantom, że miejsce wskazane detektywowi Rutkowskiemu zmyśliła – powiedział na antenie TVN24 rzecznik śląskiej policji Andrzej Gąska.

Kobieta wraz z policjantami pojechała do Sosnowca i pokazała miejsce ukrycia ciała dziewczynki. Znajdowało się ono w kompleksie parkowym przy ul. Żeromskiego, w ruinach budynku przy torach kolejowych, za załomem ceglanej ściany, przysypane kamieniami liśćmi i śniegiem. Wraz z ciałem znaleziono różowy kocyk.

Matka mogła sama ukryć ciało, ale policja nie wyklucza udziału osób trzecich.

Miejsce znalezienia ciała dziecka zostało poddane prokuratorskim oględzinom. Sekcja zwłok pomoże w ustaleniu przyczyn śmierci dziewczynki. Potwierdzi także na sto procent, że jest to zaginiona Madzia.

Katarzyna Waśniewska już w czwartek została zatrzymana, jednak jej stan psychiczny nie pozwolił na przesłuchanie. Po pokazaniu miejsca ukrycia ciała zostala przewieziona do katowickiej prokuratury.

Dramatyczne wyznanie załamało męża kobiety, Bartłomieja. Tuż po usłyszeniu wieści skrył twarz w dłoniach i rozpłakał się. – Straciłem dwie osoby, które kochałem – powiedział po dłuższej chwili.


Wstrząsające wyznanie matki Madzi

To był wypadek... Mamy ten duży próg w sypialni. Ja już z nią wychodziłam, ona była w kocu...

Ja nawet nie wiem kiedy (upadła), ten kocyk był śliski... Co miałam? Jechać na policję? Nie wiem?

Jej główka latała w każdą stronę... Nie zrobiłam (tego) specjalnie...

Ja ją kochałam... Ja się o nią troszczyłam. Ona po prostu zrobiła "fik" do tyłu.

Akurat stałam na progu... Poleciała, no... Boże... Gdyby pan wiedział, jak przerażająco wyglądała... Jezus, Maria. Mój maleńki aniołek.

Nie wiedziałam, co ja mam zrobić. Naprawdę nie wiedziałam.

 


Denerwuje Cię to? ZGŁOŚ SKARGĘ!