Warszawa. We wtorek sąd wojskowy wraca do głośnego procesu siedmiu ...
Już sześć tygodni przed tragedią polscy żołnierze meldowali, że ich sprzęt źle działa - pisze na swoich stronach internetowych "Wprost". Według informacji tygodnika, major Olgeird C., dziś jeden z podejrzanych, już 30 czerwca donosił, że niesprawny technicznie jest moździerz LM-60D, bo, jak napisał, "wystrzelone z niego granaty koziołkują" i "detonują 250-300 metrów od stanowiska ogniowego". Mowa tu właśnie o moździerzu, z którego strzelali podejrzani o morderstwo ludności cywilnej żołnierze.
Są jeszcze dwa meldunki - kapitana Andrzeja Białka, dotyczący tego samego moździerza, a mówi on o "rysach wewnątrz lufy mających prawdopodobnie wpływ na tor lotu granatów", oraz podporucznika Łukasza B. o "uszkodzeniu w mechanizmie podzespołów" oraz innych wadach tego moździerza.
Żołnierze którzy stacjonowali w Afganistanie, gdy doszło do dramatu w Nangar Khel, przekazali "Wprost" nagranie świadczące o tym, jak wielkie były problemy ze sprzętem. Tragedia w Nangar Khel wydarzyła się 16 sierpnia 2007 r. W wyniku ostrzału zginęło ośmioro afgańskich cywili, w tym kobiety i dzieci. Sześciu żołnierzom z 18. bielskiego Batalionu Desantowo-Szturmowego prokuratura zarzuciła zabójstwo ludności cywilnej, siódmemu - atak na niebroniony obiekt cywilny; wszyscy przebywają w areszcie.




