Przez wiele lat byli oddanymi, wiernymi i najbliższymi współpracownikami Andrzeja ...
>>> PRZECZYTAJ PAMIĘTNIKI LEPPERA <<<
Pamiętam, że Kaczyński wydał mi się nieszczery. Po tej rozmowie ogłosiłem swoje poparcie dla Lecha Kaczyńskiego. On wie, że dzięki tej deklaracji wygrał prezydenturę. Nigdy mi za to nie podziękował. Kiedy rozmowy PiS - Platforma zaczynają się sypać, u moich ludzi pojawiają się wysłannicy Kaczyńskiego. Lipiński, Gosiewski i Kuchciński zaczynają rozmowy z Filipkiem i Maksymiukiem. O żadnej koalicji na razie nie ma mowy. PiS mówi wprost: "Chcemy koalicji w parlamencie. Wasze wejście do rządu w ogóle nie wchodzi w grę".
Tuż po tych politycznych podchodach do gry włącza się Tadeusz Rydzyk. Znaliśmy się już wcześniej. Dotarłem do niego za pośrednictwem prałata Jankowskiego. Rydzyk nie namawiał mnie wprost do poparcia Lecha Kaczyńskiego. Mówił tak: "Mamy wybór między kierunkiem liberalnym a prosocjalnym". Potem Rydzykowi zależało na doprowadzeniu do paktu stabilizacyjnego i podpisania umowy koalicyjnej. Wielokrotnie spotykałem się z nim. Potem jeździł Giertych z Kaczyńskim. I wreszcie całą trójką. Najczęściej spotykaliśmy się w Rembertowie. U sióstr loretanek. Przed podpisaniem paktu doszło do decydującego spotkania na Pradze, w ówczesnej siedzibie arcybiskupa Głódzia. Odbyło się w podziemiach, w porze obiadowej. Uczestniczyli w nich biskupi Dydycz i Stefanek, ks. Rydzyk, abp Głódź, o. Król, ja, Giertych i Kaczyński.
Kaczyński wznosił się na wyżyny
W czasie tego spotkania, w obecności tak ważnych osób, Kaczyński oszukał po raz pierwszy. Złożył wówczas pewne publiczne przyrzeczenia. Miał spisać listę wszystkich spraw, które ta koalicja i każdy z nas miała realizować. Lista miała trafić do abp. Głódzia. Co jakiś czas mieliśmy się spotykać i odhaczać sprawy załatwione. Ta lista nigdy nie powstała. Niedawno abp Głódź mi o niej wspominał. Hierarchowie Kościoła chcieli dobrze, ale nawet oni nie mogli przewidzieć, jaki jest Kaczyński. Pamiętam, że często spotykaliśmy się wieczorami na Parkowej. W trzech - ja, Giertych, Kaczyński. Albo w sześciu - z Maksymiukiem, Wierzejskim i Gosiewskim. Rano Maksymiuk szedł do Gosiewskiego. A ten bezczelnie wszystkiemu zaprzeczał. Te rozmowy na Parkowej były zazwyczaj bardzo nieszczere. Chwilami tylko Kaczyński wznosił się na wyżyny. Opowiadał o wuju na Kurpiach i jak to końmi w gospodarstwie urabiał. Na tych spotkaniach nigdy nie było libacji. Kaczyński nie pije. Przekonywał nas, że gustuje w miodzie pitnym. Ale powstrzymuje się, bo jak zacznie, to nie potrafi skończyć.
>>> Lepper i RODZINA - żona Irena, chory syn Tomasz, córki Renata i Małgorzata. MIAŁ DLA KOGO ŻYĆ!
Wybrane komentarze


- wer 07.08.2011, 15:52
do ben ,teraz się o tym dowiedziałeś ? przecież to trwa od 80-siątego roku,a wcześniej też kler maczał palce w polityce udając wariata jak to im źle,a komuna jaka parszywa,kapuśi w tym stadzie jest na pęczki i było
- dorjan52 07.08.2011, 16:55
Każdy kto choć trochę zaufa naczelnemu pisopatów,ma ubytki mózgowe w stopniu znacznym.
Mitem jest, że koalicję spinał Artur Balazs. Jeśli ktoś był jej ojcem chrzestnym, to arcybiskup Głódź. A jego pomocnikiem Rydzyk. Balazs nie odegrał w tym żadnej roli. Już po zawiązaniu koalicji spotkaliśmy się dwa, trzy razy u jego córki. Kaczyński też przyjeżdżał. W Tarczynie. Jeździliśmy tam na pieczoną baraninę. Nie ukrywam, że ją bardzo lubię. Kaczyński też jadł ze smakiem. Od początku nie miałem zaufania do Kaczyńskiego. Dzieliłem się swoimi wątpliwościami z abp. Głódziem. Rano chodziłem na mszę, a potem jedliśmy śniadanie. Mówiłem krótko: "Ekscelencjo, to nie jest do końca uczciwe". - Wiem, widzę to - odpowiadał arcybiskup. Ciągle wracał do tego pierwszego spotkania, listy i publicznej obietnicy Kaczyńskiego. Pamiętał przecież, że i jego prezes PiS oszukał.
Nominacja była przeżyciem
Nominacja w Pałacu Prezydenckim była dla mnie wielkim przeżyciem. Nie było jednak czystej radości. Wewnętrznie czułem, że robię źle. Słowo honoru. Wręczając mi tekę wicepremiera i ministra rolnictwa, prezydent Kaczyński powiedział krótko: "Gratuluję, cieszę się, że ten rząd powstał". Wcześniej spotkaliśmy się nieoficjalnie. Prezydent to gaduła. Taki typowy starszy pan. Rzeczywiście - lubi wino. Ale nie mogę powiedzieć, że nadużywa. Jarosławowi Kaczyńskiemu od początku chodziło tylko o jedno - chciał mnie wyeliminować i przejąć Samoobronę. W pewnym momencie Giertych przyłączył się do tego planu, licząc, że w spadku po mnie skapnie mu część elektoratu. Jedność Samoobrony uratowały taśmy Beger. Samoobrona się nie rozpadła. Wyszły tylko jednostki. Wtedy o. Rydzyk podjął próbę ponownego posklejania koalicji. Abp Głódź powiedział krótko: "Ja po raz drugi ręki do tego nie przyłożę". Głódź miał żal do Kaczyńskich, że hierarchów Kościoła traktują instrumentalnie. Prezydent nawet go do Pałacu nie zaprosił.
>>> Jaka jest przyczyna śmierci Andrzeja Leppera, dlaczego Lepper nie żyje. Wstępne ustalenia prokuratury: Samobójstwo z powodów finansowych
Zaczęła się koalicja i te same problemy. Wcześniej jeszcze pod osłoną nocy, w bibliotece Pałacu, gdzieś w piwnicy, dostałem tekę wicepremiera. Wtedy z Kaczyńskich wyszła cała ich małość. Ktoś zapyta, po co mi to było? Miałem krytyczną sytuację w klubie. Politycznym przyjacielem okazał się Giertych. Pamiętam, że ostro Kaczyńskiego zrugał. Podobno w cztery oczy dostało mu się jeszcze więcej. - Czy pan zgłupiał? - wrzeszczał na premiera Giertych. Potem przyznał mi, że choć nie przeklina, wówczas nie potrafił utrzymać języka za zębami.




