Jan Rokita
Zobacz też

Czyżby Nelli Rokita (55 l.), była posłanka PiS, nie poczuła ...

- Po co mam się wtrącać, wszystko byłoby później na mnie - żali się w rozmowie z "SE" Nelli Rokita. Poirytowana całą sytuacją jest też niemiecka prokuratura, która czeka na zapłacenie 3 tys. euro grzywny. I choć jest gotowa pójść na duże ustępstwa i rozłożyć publicyście z Krakowa karę na raty, to ten nadal zachowuje się jak rozkapryszone dziecko.

Patrz też: Rokita wyprowadzony z samolotu w kajdankach!

Od dwóch miesięcy, Jan Rokita jest ścigany w Niemczech listem gończym, wydano za nim nakaz aresztowania. Wszystko dlatego, że nie zapłacił grzywny. Każde pojawienie się Rokity w Niemczech spowoduje, że trafi za kratki. Mimo upływu czasu, były polityk nic sobie jednak z tego nie robi. - Namawiałam go, by zapłacił. Bo ja mam ugodową naturę i nie jestem taka jak mąż. Janek mi powiedział, to idź i zapłać. Ale ja nie chcę się wtrącać, bo wszystko byłoby później na mnie - tłumaczy nam Nelli Rokita.

Przyznaje, że od wydania nakazu aresztowania za Janem ona gościła na terenie Niemiec. Natomiast jej mąż nie pojawił się tam ani razu. - Po co kusić los? - pyta. Takim obrotem sprawy coraz bardziej zdenerwowana jest niemiecka prokuratura. Na zapłacenie grzywny czeka od sierpnia 2009 r., kiedy uznała Rokitę za winnego zakłócenia porządku.

Przeczytaj koniecznie: 13 dowodów na to, że Rokita przynosi pecha

Zdaniem Ralpha Reitera z prokuratury w Landshut raczej nie jest możliwe, żeby Jan Rokita nie otrzymał wezwania do zapłaty grzywny albo, żeby o tym nie wiedział. - Ale jeśli przy tym by się upierał, możemy posłać kuriera, który osobiście doręczy wezwanie. Możemy też rozłożyć płatność na raty, jeżeli wpłynie do nas taki wniosek. Prawo jest jednak prawem i pan Rokita będzie traktowany tak, jak każdy inny, kto dopuści się podobnego wykroczenia - mówi nam prokurator Reiter.


Wybrane komentarze

zobacz wszystkie >>
Cudzysłów
Cudzysłów
jerzy 17.02.2010, 10:49

janek rokita przecenił swoje siły. wrzeszczał, krzyczał, naszych biją itd. a w niemczech są przepisy i taki prokurator w landshut bayern nawet jak by był bratem rodzonym janka to i tak by nic nie mógł zrobić. są przepisy i już. janek nie może zapłacić bo się przyzna do porażki i obciachu i będzie wstyd. a przez niemcy trzeba jeździć. żal mi janka rokity, ale sam się w to wpakował. janek zresztą wtedy krzyczał, że pozwie do sądów państwo niemieckie. to niech pokaże kopię pozwu. biedny janek...

Gość 18.03.2010, 06:13

Konsulat w Monachium nie poczuwa się do winy w sprawie Jana Rokity. Były polityk stwierdził, że w sierpniu dostał pismo z niemieckiej prokuratury z określeniem wysokości grzywny. Dokument zawierał też zastrzeżenie, iż pieniędzy ma nie płacić do czasu kolejnych przesyłek. List przekazała mu wtedy konsul Elżbieta Sobótka.Szefowa monachijskiego konsulatu potwierdziła w rozmowie z reporterem RMF FM Adamem Górczewskim, że nie przekazywała już później żadnej korespondencji. Rola konsulatu skończyła się po pierwszym piśmie. Kolejne dwa zostały wysłane już bezpośrednio na adres w Krakowie przez Kasę Sądową. Najpierw przysłano numer konta, termin i inne szczegóły dotyczące grzywny, a potem upomnienie, bo grzywna nie nadchodziła. Listy nie wróciły do Bawarii, więc zostały uznane za doręczone. Gdy minęły kolejne terminy pod koniec listopada, grzywna została przeliczona na dni w areszcie, aż w końcu został wydany nakaz aresztowania. Teraz Jan Rokita musi wytłumaczyć co stało się z odebranymi listami wysłanymi do Krakowa, bo najwyraźniej nie zna, bądź nie chce znać, ich treści.
Jan Rokita wysłał do konsul Elżbiety Sobótki mail z zarzutami. Pismo zostało udostępnione także mediom. "Otrzymałem za Pani pośrednictwem pismo w dniu 7 sierpnia, informujące o grzywnie, wraz z pouczeniem w języku niemieckim, iż władze niemieckie proszą o jej niepłacenie, do czasu dalszej uszczegóławiającej korespondencji. Od tamtego czasu nie otrzymałem od Pani żadnej nowej korespondencji prokuratury. Teraz dowiaduję się z komunikatu publicznego prokuratury o wydaniu nakazu aresztowania. Czy zechce Pani poprosić prokuraturę o jakieś wyjaśnienie tej trochę nienormalnej sytuacji?" - napisał polityk.

.Panie Rokita, Pan ma złych adwokatów!!!!!!!. Niemcy wobec
~fakty

11 lut, 01:10

Polaków stosują trik z tzw. (unzugestellte) Vereinfachte Zustellung czyli przesyłka polecona o uproszczonym doręczeniu bez pokwitowania, które sędzia niemiecki po jego napisaniu i zarejestrowaniu najzwyczajniej wyrzuca do kosza. Po dwóch tygodniach (po terminie odwołania) każdy Polak jest załatwiony i wyrok jest prawomocny. I jak jest polskim durniem, to im się daje. Albo jak ma trochę charakteru to pisze się pisemko oddalające prawomocny wyrok z powodu Verfahrensfehler (błędów postępowania). i pisze się Schadenersatzforderung (żądanie odszkodowawcze) za szykanowanie z niskich rasistowskich pobudek z kwotą od 100.000 EUR wzwyż. Ale to trzeba być chłopem a nie kalesonami, Panie Rokita. Ten mój post powinni sobie skopiować wszyscy Polacy jeżdżący do niemiec. Przestrzegam też przed niemieckimi adwokatami. Każdy adwokat robi na sprawie dokładnie to, co mu sędzia przed rozprawą kazał. Innej możliwości nie ma.

Denerwuje Cię to? ZGŁOŚ SKARGĘ!