Wycieczka do Hiszpanii była dla niej urodzinowym prezentem, nagrodą za ...
Dramat, który rozegrał się w starej kamienicy w centrum Szczecina, trudno sobie wyobrazić. Pan Mirek Borkowski (†49 l.) z zawodu monter mostów jak zwykle postanowił odwiedzić swojego sąsiada. Ale żeby to zrobić, męż-czyzna musiał zejść trzy piętra w dół, przejść na drugi koniec podwórka, wejść do innej klatki i znów wdrapać się na trzecie piętro. By oszczędzić sobie zachodu, dawno już wymyślił, że do sąsiada łatwiej będzie dostać się przez okno... po parapecie.
- Mirek w ten sposób chodził do mnie od wielu lat! Parapet nie jest szeroki, ale okna mamy bardzo blisko - opowiada Józef Kazimierczak (63 l.), wskazując parapet swojego okna, z którego spadł męż-czyzna, i dodaje, że nigdy nie przyszło im do głowy, że może być to niebezpieczne.
W ubiegły piątek Mirek Borkowski przyszedł do sąsiada, żeby wspólnie obejrzeć mecz piłki nożnej. - Posprzeczaliśmy się o to, kto wygra - wspomina Pan Józef (63 l.), któremu od dnia tragedii feralny parapet śni się po nocach.
- Wychodził ode mnie troszkę po tej sprzeczce podenerwowany. Był w laczkach. W ułamku sekundy ześlizgnął się i runął na ziemię - opowiada roztrzęsionym głosem sąsiad ofiary. Borkowski nie przeżył, mimo że spadł na restauracyjny parasol, który zamortyzował jego upadek. Tak niefortunnie jednak odbił się od parasola, że uderzył głową o krawężnik. Przybyli na miejsce lekarze mimo reanimacji nie zdołali uratować mu życia.
Bliscy Mirka Borkowskiego wciąż nie mogą uwierzyć w to co się stało. - Miał tyle planów na przyszłość. A teraz co? Dwoje dzieci osierocił - rozpacza pani Irena (69 l.) matka Mirka, która nigdy nie pogodzi się z utratą syna.
Wybrane komentarze


- tajemniczy 20.08.2010, 12:33
ale sciema to wszystko klamstwo co tam napisane
- ~anonim6933 27.10.2011, 16:49
dupa




