Ostre słowa generała Waldemara Skrzypczaka. Były dowódca Wojsk Lądowych zasugerował ...
"Super Express": - Na czym opiera pan przekonanie, że siedmiu żołnierzy podejrzanych o zbrodnie w Afganistanie jest niewinnych? Sąd zadecydował o przedłużeniu im aresztu na kolejne trzy miesiące.
Waldemar Skrzypczak: - Na tym, że do dzisiaj nie ma rzetelnej oceny działań bojowych, w których uczestniczyli moi żołnierze, dokonanej przez ekspertów wojskowych. Mamy do czynienia z ocenami ferowanymi przez ludzi, którzy nie znają tych realiów i nigdy nie leżeli pod ogniem przeciwnika.
- Po czterech miesiącach od zatrzymania spadochroniarzy z Bielska-Białej znamy zarzuty, ale społeczeństwu nie przedstawiono żadnych dowodów...
- Zarzut ludobójstwa nie ma żadnego uzasadnienia. Konwencja haska definiuje ludobójstwo jako eksterminację plemienia, grupy etnicznej czy ludności miasta. Takie działania w tym przypadku nie miały miejsca. Zarzut jest naciąganiem artykułów konwencji międzynarodowych. W moim odczuciu prokuratura nie ma bezsprzecznych dowodów winy żołnierzy.
- Zaraz po zatrzymaniach żołnierzy zapowiedział pan, że w przypadku ich skazania rozważy pan odejście z armii. Czy podtrzymuje pan tamtą deklarację?
- Jeśli żołnierze, których wysłaliśmy na wojnę do Afganistanu, zostaną skazani prawomocnym wyrokiem za to, że wykonywali zadanie bojowe, to pojawi się pytanie, czy moja rola jako dowódcy kończy się w momencie przygotowania żołnierzy do misji. Zdecydowanie twierdzę, że nie. W swoim sumieniu czuję się odpowiedzialny w takim stopniu, jak ludzie, których szkoliłem. Jeśli taki wyrok zapadnie, nasza armia napewno nie będzie już taka, jaką być powinna.
- Co sądzi pan o ostatniej wypowiedzi byłego szefa MON Aleksandra Szczygły, który stwierdził, że "banda durniów strzelała do bezbronnych cywili"?
- Z wypowiedzi byłego ministra obrony wynika, że jestem jednym z tych durniów. A jeśli chodzi o wojska lądowe nawet pierwszym.
- Czy wojsko pomaga rodzinom aresztowanych żołnierzy?
- Tak. Opiekujemy się tymi rodzinami. Także finansowo.
- Co w trakcie przygotowywania kolejnych żołnierzy do najbardziej niebezpiecznych misji zrobiono, aby w przyszłości uniknąć takich wypadków jak w Nangar Khel?
- Szkolimy wojsko tak samo. Nie stwierdziłem błędów podczas działań bojowych prowadzonych w Afganistanie.
- Czy z Afganistanu lub Iraku docierają do pana sygnały, że po sprawie Nangar Khel żołnierze boją się otwierać ogień, bo nie chcą podzielić losu aresztowanych?
- To jest konsekwencją wydarzeń w kraju. Dowódcy obawiają się skutków użycia broni. Nie o to chodzi, że są ostrożniejsi w działaniu, ale po prostu unikają sytuacji, w których musieliby użyć broni. To stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa żołnierzy. Przekonały się o tym niedawno niektóre zmiany w Iraku.
Generał Waldemar Skrzypczak
Dowódca wojsk lądowych, były dowódca wielonarodowej dywizji w Iraku. Ma 52 lata.




