Wiedziony szaleństwem mąż w końcu zabił Antoninę Sz. (26 l.). Udusił ją gołymi rękami, a potem ubrał się, ogolił i jak gdyby nic się nie stało poszedł do pracy!
W tym małżeństwie nie działo się dobrze. Od miesięcy mnożyły się kłótnie i nieporozumienia. Młodzi jednak wciąż dawali sobie kolejne szanse. Wynajęli nawet nowe mieszkanie w centrum miasta przy ul. Ogrodowej. Ta przeprowadzka miała oznaczać nowy początek i scementować sypiący się związek. Tak się jednak nie stało...
Dramat rozegrał się wczesnym rankiem, ok. godz. 5. rano. Małżonkowie szykowali się do wyjścia do pracy. Wtedy w Jarosława Sz. wstąpił jakiś obłęd. Zaczął wrzeszczeć na żonę i zaraz potem chwycił swymi silnymi rękami jej gardło. Trzymał długo i gdy Antonina przestała walczyć, a jej ciało zwiotczało, położył ją do łóżka i przykrył kołdrą. Potem umył się, ubrał, zabrał swoje rzeczy i poszedł do pracy, jakby nic się nie stało.
Zabójca najprawdopodobniej nawet nie zdawał sobie sprawy, że właśnie zamordował swą żonę. Gdy po ośmiu godzinach pracy wrócił do domu, zastał Antoninę Sz. w tej samej pozycji, w jakiej ją zostawił. Ciało było już zimne. Dopiero wtedy morderca oprzytomniał. Nękany wyrzutami sumienia poszedł na policję. - Zabiłem swoją żonę - powiedział oficerowi dyżurnemu.
Pod blokiem przy Ogrodowej zaroiło się od policji. Funkcjonariusze weszli do mieszkania, mając nadzieję, że Jarosław Sz. tylko fantazjował... Niestety, okrutna prawda potwierdziła się. Na miejsce przybyło jeszcze pogotowie ratunkowe, ale lekarz mógł jedynie potwierdzić zgon Antoniny Sz.
Zamordowana znana była z dobrego serca. Pracowała w domu pomocy społecznej, opiekując się starszymi pacjentami ośrodka. Zaledwie dzień wcześniej Jarosław Sz. przyszedł po Antonię do pracy. Poszli razem do domu, trzymając się za ręce.
Jarosław Sz. został aresztowany na trzy miesiące. Za zabójstwo grozi mu kara dożywocia.
Wybrane komentarze


- Franek 27.07.2010, 08:29
Nastepny szaleniec dojdzie do tego ze ludzie zaczna się sami bronic i brac sprawiedliwosc w swoje rece bo sedziowie dla mordercow sa ostatnio bardzo litosciwi bo nie sa na miejscu ofiary.
- Władka 08.01.2012, 12:35
Taki to nawet nie ma żadnej litości współczucia zrobił własnej żonie i jeszcze do pracy poszedł jak można było pracować z tą świadomością,może idiota nie poczytalny był.




